Sayamino School For Monsters And Humans

Szkoła średnia dla potworów i ludzi, której założycielem jest pan Sayamino Haru.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Boisko

Go down 
AutorWiadomość
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Boisko    Pią Lis 18, 2016 8:30 pm

Boisko jest niczym innym jak wielkim kawałkiem ziemi ogrodzonym małym metalowym płotkiem. To, po czym uczniowie stąpają wykonane jest z dziwnego rodzaju gumy, która twarda jest podczas chodu i biegu, jednak gdy ktoś upadnie ta natychmiast staje się mięciutka na poduszki. Jest to magiczny materiał, który sprowadzany do szkoły był aż z Hiszpanii. Boisko ma miejsce na grę w kosza, bramki do piłki nożnej oraz stu metrowy odcinek do biegania podzielony na trzy części.


Ostatnio zmieniony przez Syuona dnia Pią Sty 13, 2017 10:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon Sty 09, 2017 9:47 pm


Dusty uwielbiał przebywać na świeżym powietrzu. To było coś relaksacyjnego, no i nie odgradzały go te dość niskie sufity. Na szczęście jednak nie było aż tak wielu problemów z tym związanych, toteż nie przejmował się nigdy niskim wejściem aż tak bardzo. Świat był przystosowany niestety lub stety dla niskich ludzi, takich jak chociażby Hikari. Miał przy sobie jak zwykle Hercegowinę, która spokojnie wtulała się w jego ramię. To dziwne, ile ta piłka przejawiała czułości. Była dla niego tak ciepła i delikatna we wszystkim co robiła; subtelnie i kusząco odbijała się od jego dłoni, wodziła swymi kulistymi kształtami, kiedy tylko zbiegła nie na ten tor co trzeba... Cóż, ta piłka potrafiła być zarówno perwersyjna, jak i słodka na swój sposób. Dusty miał w zwyczaju ją głaskać i kochać... Czy to czyniło go dziwakiem? Otóż nie. To wszystko wina tej cholernej, łaknącej ciepła piłki. A jednak tkwił w niej nieodganiony majestat, który gigant chciał powolutku, bez drapieżności odkrywać. Towarzyszyła mu przy każdym zwycięstwie; ba, była wnet czynnikiem, który sprawiał, że wygrywał. Lgnęła w końcu do niego bardziej, niż do kogokolwiek innego. Tak, była mu ofiarna. Zawsze, kochana i wierna. Doradzała mu w trudnych sprawach a on w odwecie zaopiekował się nią, niczym córką. Lub dziewczyną. - Ciężki był ten trening, co nie Herca? Ale dałaś radę. To twoja zasługa. Cieszę się, że mam taką mądrą piłkę.


_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 08/01/2017

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon Sty 09, 2017 10:45 pm

A Asher uwielbiał przebywać na świeżym powietrzu, bo... no, głównie ze względu na swojego piesełka. A w sumie to piesełkę. Oprócz tego często też biegał, zarówno z Chaos jak i bez niej - wypadałoby dbać o kondycję, HM, musiał utrzymywać swoje ciało w najodpowiedniejszym dla niego - BOSKIM - stanie! Kolejnym powodem do wychodzenia na dwór była też możliwość pokazywania się innym we wspaniałym (ale mniej wspaniałym od niego) blasku dnia. Niech inni uczniowie, wszelcy przechodnie się cieszą, haha! Ale tak czy inaczej - wybrał się ze swoją bullterrierką na spacer. Skoro w końcu zwlekła się z łóżka, to oczywiście musiała rozpierać ją jakże wielka energia, a boiska w takich przypadkach były często odwiedzanymi przez tę dwójkę miejscami. A los (czy cokolwiek innego) dziś zechciał, że razem z wyprowadzeniem na spacerek Chaos zbiegła się wizyta jakiegoś... olbrzyma...?! na tym samym skrawku świata. Ekhem.
Ale oczywiście to nie było tak, że białowłosy dawał tutaj sikać i srać swojemu psu. To miejsce było przeznaczone do zabawy. Siusiu robiła gdzie indziej, kej?! Khemkhemkhem.
Akurat zdążył zbliżyć się w stronę nieznajomego na tyle, by usłyszeć jego kilka ostatnich słów.
- Zobacz, Chaos, do piłki koleś gada! - rzucił z rozbawieniem do swojego psa, który już wlepiał patrzałki w wysokiego gostka i merdał zawzięcie ogonem. Asher podszedł bliżej, skracając przy tym smycz, by pies nie rzucił się z łapami i jęzorem na nieznajomego. Jakże miło z jego strony. - Ej, nie kojarzę cię, Wielkoludzie. - Wgapił się na niego tak z dołu. Łohohoh... Sam czerwonooki był wysoki (zwłaszcza jak na tutejsze, japońskie standardy), ale ten tutaj pan chyba przebijał wszystko. Wszystkich, znaczy się. Czyżby krążyła w nim jakaś krew olbrzymów czy czegoś w tym stylu, eeh? Przecież zwykły człowiek nie byłby taki wysoki...! Oczywiście Asher słyszał kiedyś o różnych przypadkach, ale... skoro to była szkoła dla potworów, to szansa, że nie był to człowiek wzrastała, nie? Oh stop. Jak on nienawidził nie mieć w czymś pewności, arr. Co prawda jego iście potworny (ekhem) zmysł podpowiadał mu, że nie ma do czynienia z drugim potworem, ale... kto wie. On na pewno o to nie zapyta. Phf. Jakoś inaczej się upewni. Jakoś... - W której jesteś klasie? - Krótka pauza. - Weź ukucnij, drażni mnie takie spoglądanie do góry. Nadwyrężę sobie kark. - burknął. Yup, jego pozytywne nastawienie zmieniło się momentalnie w takie... no, lekkie niezadowolenie. Nie podobało mu się patrzenie na niego z góry - i w przenośni i dosłownie. A ten tutaj miał łeb znacznie wyżej od niego. Nopenopenope! Nie będzie mu się przecież wpatrywać w klatę w trakcie rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boisko    Wto Sty 10, 2017 3:48 pm

Cóż, Dusty zbytnio nawet nie usłyszał, iż w jego towarzystwie przebywa ktoś jeszcze. Wciąż rozlewał gorzkie żale nad piłką, były to jednak niezbyt istotne rzeczy i zaczęło to bardziej przypominać rozmowę ze samym sobą, niż z kompanem (w postaci nieodłącznego koszykówce przedmiotu). Wzdychał co jakiś czas żałośnie, równocześnie biorąc też głębszy wdech, napawając się świeżym powietrzem, które otaczało go ze wszystkich stron. Postanowił na chwilę oderwać się od swojej głównej rozrywki, po czym wykonał parę kozłów. Nic wyjątkowego, jednakże imitującego zabawe znacznie lepiej niźli ówczesne rozmówki do piłki. Rzecz jasna z czasem zaczął bardziej bawić się piłką, obkręcając ją na palcu chociażby. Ot, niewielki wysiłek, jednak dający mu ogromną ucieche. Zdarzało mu się nie raz cieszyć do rzeczy, kiedy to robił coś co lubił; teraz dla przykładu, nieco chichotał, niczym jakiś opętany. No cóż, był może pod tym względem nieco dziecinny, jednak kto nie lubi dobrze się bawić? Cóż, Dusty należał raczej do tego typu osób, które czerpały radość choćby z drobnostek, tak zwanych "pierdół". Nigdy jednak nie uzewnętrzniał w czyjejś obecności tak mocno, jak w ciszy i samotności. Nie martwił się tym, że ktoś mu się przygląda - próbował, testował, kształtował nowe sposoby na urozmaicenie sobie gry. To go rozochocało jeszcze mocniej, o ile taki zabieg był możliwy; Foxy na ogół... Energicznie i żywiołowo podchodził do wszystkiego, co przy jego wzroście mogło wydawać się niektórym dość groźne i niebezpieczne. Tym bardziej, gdy uaktywniał w sobie drapieżce polującego na nudę i jej pokrewne. Z przyjemnością odkrywał nowostki, traktując je niczym trofea.

Tak, nie dostrzegł zbyt prędko swego... Towarzysza rozmowy. Wciąż był pochłonięty swym najulubieńszym zajęciem, nic więc dziwnego, że nic sobie nie zrobił z jego obecności. Z drugiej strony widz jego pokazów, sztuczek, choćby najbłachszych - to coś, co rajcowało Giganta jeszcze mocniej. Uwielbiał być podziwiany, wychwalany, obserwowany, a nawet! Czczony. Samolubne? Z deczka owszem, jednak to wcale nie tak, że ten ekhem, "wielkolud" łaknął atencji ponad wszystko. Poprostu lubił, kiedy mógł się przed kimś pochwalić nabytą wiedzą, a niekiedy nawet dzielić swą pasją! Tak więc, bez powodów do obaw, Dusty nie uważa się za najlepszego na świecie. Ale w szkole? Toć już inna sprawa; skoro ma wzrost, predyspozycje, pasję i chęci... To jednym słowem, jest do tego stworzony, racja? A nikt inny nie ma tych wszystkich czynników. Nie w szkole. Napewno nie wzrostu. Poza sobą widział tylko dwójkę, która mogłaby się z nim w jakiś tam sposób zmierzyć. Ale nadal była to zbyt wielka różnica, zresztą sami nie byli zainteresowani tymże sportem. Bez pasji, a z wzrostem również nic tutaj nie pomoże. Tu trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. - No Herca, to nam się napewno u...

I właśnie wtedy usłyszał ten głos. Jego tembr nie brzmiał znajomie, dlatego też na początku niezbyt zareagował. Został jednak wytrącony z równowagi, a piłka, którą odbijał wyleciała mu z dłoni. Rzucił się za nią co prawda niczym pies, jednak upadł donośnie. Cóż, niezbyt dobrze wpłynie to na jego opinie, racja? Stęknął wymownie. Tak, był wysoki, ale w dużej mierze panował nad swoim ciałem - tu podziałała dekoncentracja oraz nagłe pojawienie się nieznajomego mu kolesia. Przez chwilę leżał na tej ziemi długi, rozłożony. Rozpaczliwie poruszył ręką, próbując dosięgnąć Hercegowiny. Nie zdało się to na nic; musiał wstać na kolana i doczołgać się do swego celu, a następnie podnieść się, otrzepując z siebie bród, nawet jeżeli go nie było (przyzwyczajenie z dzieciństwa). Uniósł swe krystaliczne oczy. Miał teraz na sobie swe ulubione, kocie soczewki, co dawało jego oczom bazyliszkowego efektu. Wyglądał na raczej niezadowolonego, a na jego twarzy tkwił grymas, jednakże brwi wciąż miał ułożone luźno, w przyjacielski, wręcz zachęcający do rozmowy sposób. Nie należał do osób fochających się za ubabrane spodnie; Hikari przecież zaskakiwała go co rusz, zdążył już się do takich sytuacji przyzwyczaić. Robienie fikołków to jednak specjalność jego przyjaciółki, nie Dustyego. - Trochę to hipokrytyczne. Sam odzywasz się do psa. Zwierzę nie zwierzę, pies także ci nie odpowie, więc w tej chwili... Robisz dokładnie to samo co ja.

Szach mat albinosie.

Jego wzrok przez moment powędrował w kierunku czworonoga trzymanego przez koleżke na skróconej smyczy. Biedna psina. Tak czy siak, znów zerknął w stronę jej właściciela, a ówcześniejszy grymas zastąpił nieco przygłupi, szeroki uśmiech ukazujący jego śliczne, białe ząbki. Jego kły były nieco większe, jednak było to najpewniej spowodowane większą szczęką. Nie jednego mogły jednak wybić z tropu - czy aby napewno to człowiek, a nie krypto ludożerna, olbrzymia i humanoidalna bestia? Nie, to tylko zabieg kosmetyczny, nadający jego postaci tego ostrego pazura. Heh, niesamowite jak łatwo jest wprowadzić w błąd te biedne istotki. Jeżeli chodzi o potworyzm Dustyego - to czystokrwisty człowiek. Prawdopodobnie. Ale raczej tego nikomu nie powie, bo po co? Przecież widać. To nie jego wina, że jakieś tam stwory kopiują jego iście oryginalny wizerunek. - Ja ciebie, pierwszaku, również nie kojarzę. Hiku też o tobie nie wspominała, więc pewnie jesteś nowy, co? Ja też od niedawna, ale już trochę się tu orientuje. Jak chcesz mogę cię nawet oprowadzić. Tylko wiesz, zwierząt do budynków nie wpuszczamy. To chyba jasne. Tak czy siak, jestem Dusty. Dusty, dokładniej Fox. Tia, nazwisko po najlepszych futrzastych stworzeniach. - No, przedstawił się. Chociaż jakiś mały, niewielki postęp jest, racja? Teraz powinno im się lepiej rozmawiać. Oparł się o co tam bądź, spoglądając najprzód na nieboskłon, a następnie na niepocieszonego Ashera. Na jego gębie nadal tkwił ten nieco prześmiewczy, nieco koleżeński uśmieszek, który stosunkowo tkwił tam większość czasu. Tak, Dusty był albo zły, albo uśmiechnięty. Inne emocje... No, nie było ich widać na pierwszy rzut oka. No i pytanie o klasę. Postanowił grzecznie odpowiedzieć zgodnie z prawdą, a zatem: - Ja? Oczywiście, że trzecia. Będąc precyzyjnym, 3-1. A ty? Z Hiku prawdopodobnie nie chodzisz do jednej klasy, więc może... 1-1? 1-2? Czekaj, nie, ona była... 2-1... Hm. Wybacz, że tak się mylę, ale wiesz. Wszyscy wyglądacie do mnie jak pierwszoklasiści, Albinosie. - wzruszenie ramionami raz, potem drugi. Znowu odbił lekko piłkę, wpatrując się w tego liliputa. Chociaż w porównaniu do innych japońców, ten był nawet wysoki. Choć nadal zbyt ogromna różnica ich rozmiarów sprawiała, iż rozmówca Dustyego poprosił... Nie, on r o z k a z a ł mu się schylić. Co ten pierwszak sobie myśli? - A w kosza toś umiesz grać może?
Westchnął cicho, wywracając oczami. - Wiesz, mnie też drażni patrzenie na wszystkich z góry i uwierz, mnie też boli od tego kark. W inny sposób, ale dość podobny. Więc mam teraz ten sam problem, dlatego proszę ciebie i twoich malusińskich znajomych byście trochę urośli. Wiesz, najlepsze rozmowy to te na poziomie. - wykonał jednak dość posłusznie jego prośbę... Rozkaz... Mniejsza. Tak czy siak, ukucnął siadając na murku. Musiał trochę się pobawić, nim tylnie kończyny przestały przysłaniać mu kompana rozmowy. Cóż, kolana na wysokości oczu to zdecydowanie nic fajnego, racja? - Tak jest i tak wygodniej niż przedtem. Czy jest coś, co chciałbyś może wiedzieć mały?

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 08/01/2017

PisanieTemat: Re: Boisko    Wto Sty 10, 2017 8:09 pm

O, no patrzcie wy go, jak się popisuje! ...no, a przynajmniej tak uznał Asher. Po części. W dużej mierze dlatego, że trochę kręcił nosem, gdy ktoś wykazywał w czymś jakieś konkretne umiejętności, po prostu wyraźnie zauważalne, a on na tej samej płaszczyźnie... NO ZWYCZAJNIE TAKICH NIE POSIADAŁ. Co prawda białowłosy nie interesował się grą w kosza. Wcale. Biegał, wykonywał inne ćwiczenia, by utrzymywać swoją jakże wspaniałą sylwetkę, ale gra w kosza? Football? Inne takie? Naah, nie jego konik. Granie z jakimiś spoconymi kolesiami było poniżej jego godności. Nieważne, jak bardzo seksownie wyglądałby na boisku...! Ale co z tego, że się tym nie interesował, skoro ten tutaj Pan Duży jakże sprawnie zabawiał się piłką, err, z piłką (whatever), a to, że robił to tak sprawnie, wywoływało w czerwonookim lekką irytację (bo przecież nie nazwiemy tego zazdrością - on i zazdrość? Phi!) oraz chęć rzucenia czegoś w stylu "POKAŻĘ CI JAK POWINNO SIĘ TO ROBIĆ", a następnie zademonstrowania swoich jakże wspaniałych koszykarskich umiejętności... których niestety nie posiadał. Dlatego tylko ograniczył się do spoglądania, starając się, by nie było w tym ani krzty podziwu, zainteresowania, czegokolwiek wskazującego na... coś pozytywnego. Choć gdzieś tam w głębi dość zepsutej duszyczki Ashera tkwiło coś takiego, przez co wodził non stop spojrzeniem za piłką, za ruchami tego olbrzyma. Ale nie potrafił tego nazwać. Nawet nie chciał. Ewwh!
A gdy olbrzym upadł - nie ukrywajmy - Asher odczuł swego rodzaju satysfakcję. Piękne zakończenie tego wcześniejszego! Na Asherowej buźce wykwitł typowy dla niego uśmieszek pewnego siebie gostka pod tytułem "oh i ah, jaki to ja jestem cudowny". Oj, Asher, ty paskudniku. Chaos za to napięła się bardziej - bo przecież powinna teraz podbiec do obcego osobnika i go wylizać! Jej właściciel jednak wzmocnił uścisk na smyczy. Przecież to bydlątko posiadało nadnaturalną siłę, uh, jeszcze trochę się podekscytuje i może być drobny kłopot. Taki mega-super drobniutki.
- Chaos to bystra dziewczynka. Wszystko rozumie. - Tu spojrzał na bullterrierkę z JAKŻE WIELKĄ CZUŁOŚCIĄ. To była jedyna istota, która zasłużyła sobie na masę ciepłych uczuć czerwonookiego... zupełnie nic nie robiąc. - I odpowiada po swojemu! Prawda, malutka, prawda? - odezwał się do niej jak do małego dziecka, na co w końcu suczka na niego spojrzała. Jej ogon zaczął jeszcze szybciej chodzić (jeszcze trochę a normalnie jej odpadnie!). Generalnie to ten oto pieseł był jedyną tutaj bliską Asherowi istotką. Dostawał zawsze mnóstwo uwagi. Na to o hipokryzji nic nie powiedział, bo już na ten moment poświęcił całą swoją uwagę psu, którego zaczął drapać za uchem, a który to oparł się o swego właściciela łapami - ta, Chaos też była jedyną istotą, która miała prawo go ubrudzić. Ale tak, Asher był hipokrytą. Jednym z tych większych na dodatek! On miał prawo do wszystkiego, a inni już niekoniecznie. BYŁ W KOŃCU ASHEREM. Czy był świadomy tego, że często-gęsto wykazywał się hipokryzją? Może tak pół na pół. Po prostu uważał się za lepszego i basta. Nie widział w tym nic złego.
W każdym razie mimo dalszego, trochę badawczego przyglądania się nieznajomemu, niższy już nie rozmyślał nad przynależnością rasową tego wielkoluda. Chyba za bardzo właśnie pochłonęło go to nazwanie "pierwszakiem", na co odwrócił w końcu wzrok od psa. Skwasił się nieco. A później brewka mu drgnęła na dalsze słowa olbrzymiego jegomościa. Tak, czasami u Asherka występował taki tik nerwowy. A Chaos widząc, że jej pan znów przeniósł z niej swoją uwagę na kogoś innego, podążyła jego śladem - znów wpatrywała się w Dusty'ego, merdając zawzięcie ogonem. Pan natomiast zadowolony nie był. Nawet mimo tego "wybacz, że się mylę", etcetc. Jak ten cały Dusty śmiał mówić takie rzeczy takim tonem! JAKŻE NIEWINNIE, HUH? Czyżby się naigrywał, hę, HĘĘĘ? Asher sapnął krótko pod nosem. Tsk. Fakt faktem, teraz był trochę zbity z tropu. Odrobinkę. Ale grunt to po sobie tego nie pokazywać.
- Asher Wolf klasa 2-2 nie jestem świeżakiem umiem grać w kosza. - ...tak, dokładnie, ten brak przecinków jest dla podkreślenia tego, że wypowiedział te swoje słowa na jednym oddechu. I szybko. W ogóle to tak trochę śmieszkowo z tymi nazwiskami na siebie trafili, na co oczywiście Wolf uwagi nie zwrócił. A przynajmniej w tej chwili. A odnośnie kosza - zasady gry nie były mu obce, ale jak gdzieś wcześniej wspomniałem, po prostu nie przepadał za takimi grami. Może za mało w nie grał by zaszczepić w sobie pozytywne myślenie na ich temat, a może po prostu nie był to jego konik i tyle. Ale to temat na rozkminianie! Zmrużył swoje czerwone ślepia w taki całkiem wojowniczy sposób, a w tym samym momencie zachwiał się lekko pod wpływem szarpnięcia swojej małej bestii. Zignorował jednak ten fakt. Uh. Chaos psuja wrażeń!
- To kucaj albo siadaj za każdym razem. - burknął. - To ty jesteś nienormalnie wielki. Ja nie jestem mały. Tsk. - Znów mu brewka drgnęła, ojoj. Miał przez moment ochotę przybrać postać jakiegoś wielkiego zwierza, ale jakoś utrzymał swój gorący temperament na wodzy. Przecież trzymać w łapie smycz. Jakby teraz spuścił tę podekscytowaną psinę to by pewnie narobiła tutaj bałaganu.
Na ostatnie pytanie Foxa, białowłosy zmarszczył na krótką chwilę brwi. Przypomniała mu się od razu kwestia rasowa. Ale geez, jak on nie chciał o to pytać! Przecież powinien wiedzieć coś takiego od razu, a nie się wahać, no nie? A może zada pytanie w taki... wieloznaczny sposób? Hahah, to jest myśl.
- Jaka jest twoja krew? - No, no to padło super sformułowane pytanie. Może nawet dowie się więcej niż by chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boisko    Sro Sty 11, 2017 7:23 pm


- Nie wątpię. - odparł w odpowiedzi na zapewnienia tegoż młodego jegomościa. Nie wyglądał on dość... No, wyglądał trochę na kogoś wszechwiedzącego. Dusty nie miał tendencji do oceniania ludzi od razu... Zwykłymi stereotypami... Wolał dobrze poznać się na drugim człowieku, zanim przykleił mu jakąkolwiek łatkę kogokolwiek. Tak, wolał nie przejechać się na tylko swych podświadomych domysłach, dopowiedzeniach. On poprostu lubił mieć wszystko wyłożone na tacy, co jednak zabierało dość dużo czasu, którego on tak po prawdzie nie miał. Inni raczej też nie byli tak skłonni. Znaczy, ci mili - co innego. Ale miłe osoby były zwykle dość otwarte i łatwo było się na nich poznać, także nie z każdym gigant miał problem. Przez całe swe życie wykształcił w sobie pewny mechanizm, który pomagał mu efektywnie i szybko analizować ludzi, dopasowując ich do typów osobowościowych; z tego też powodu czasami wystarczyła krótka wymiana zdań na to, by dość precyzyjnie zdefiniował swego rozmówcę: w rozmowie z Asherem odczuwał wrażenie, iż miał już doczynienia z kimś takim. Cóż, takie typy były mu nader znajome i nie musiał nawet daleko szukać - chociażby jego brat - Ethan Fox, oblubieniec tatuśka i mamuśki. Typowy cwaniaczek i pewniaczek, definicja gorącego, siedemnastoletniego samca alfa. Znaczy się, wystarczyło tylko spojrzeć na aparycje tego młodziaka, na jego wizerunek i zachowanie. "Wielkolud" jednak nie miał aspiracji do wytykania wszelkich czyichś wad tylko po to, by się wyżyć bądź dowartościować. Och nie. Nie miał takiej manii, a jedyne, co lekko się z tym wiązało to szybka ocena osoby, do której się zwraca. Ale kto tego nie robi w tych czasach? No właśnie - praktycznie wszyscy, nawet podświadomie i "niechcący". A kierowanie się stereotypami? Każdy ma swój kanon czegoś i do tego kanonu próbuje przyporządkować każdego. Nosisz okulary - jesteś kujonem. Jesteś wysoki - pewno koszykówkarz, lub inny sportowiec. A te nie zawsze pokrywają się z prawdą... Chociaż, ten przykład akurat do Dustyego pasował i to nawet jak! No okej, stereotypowe myślenie czasem się zgadza, jednak nie zawsze. Racja? Dlatego też choć Foxy uważał albinosa za pewniaka i młodocianego, typowego samca - dominanta wyrywającego każdą laske na kliszowe, sztampowe teksty - łaskawie uznał, że da mu jedną szansę. A nuż trafił na swego przyszłego sługę lub coś w ten deseń? Bo kto niby nie chciałby zostać zdominowany przez kogoś tak altruistycznego, ostrożnego i przy tym pewnego siebie, przez takiego dwudziestoletniego, wysokiego gościa z niemałym doświadczeniem? No, kto? Proszę wystąpić - do odstrzału! Tak zwany olbrzym nawet nie ukrywał w swych oczach ciekawości, wręcz bezczelnie wlepiał swe ślepia w każdy skrawek pomiętego ubrania Ashera, jak gdyby wyczytując z nich wiedzę, którą kryła ta śmieszna, najwidoczniej naburmuszona kreaturka. W dalszym ciągu, to nieco niezdarne niekiedy stworzenie - którym był Dusty - chłonęło albinosa wzrokiem. Wręcz dosłownie. Rzadko kiedy mrugał, w tej niezręcznej, lecz krótkiej ciszy, co nadawało jego postaci szczyptę straszliwości... No dobra, bez przesady. Mógł wyglądać wtedy tak, jakby czytał karty zapisane na duszy Ashera poprzez oczy - niczym jak przez zwierciadło. A cisza dodawała temu wszystkiemu jakiegoś tam klimatu. Równie dobrze mógł wyglądać w tej sytuacji jak nierozumny, olbrzymi głupek, lub jak turysta nieznający regionalnego języka, niepojmujący co ten koleś do niego właśnie mówi? No, ale tak czy siak. Nie spuszczał swych oczu z albinosa, podążając za każdym jego ruchem spojrzeniem, próbując zauważyć w nim jeszcze coś, co dałoby mu wskazówke, kim jest ten gostek? Gdyby mógł, prawdopodobnie zrobiłby mu test psychologiczny na miejscu. No, Dusty tobą poprostu ktoś, kto z wielkim zainteresowaniem studiuje innych ludzi, dochodzi do ich głębi, chce wiedzieć wszystko co mu do widzenia potrzebne. Ot, taka mała ciekawostka na jego temat. Wilczek wyglądał jak ktoś z "wyższej półki". Może nie tyle co wyglądał, ale tak właśnie się zachowywał. Irytujące. W końcu zamknął swe oczy na dość długą chwilę, a na jego twarzy wciąż błąkał się ten głupawy uśmieszek. - Zabawne. Bardzo zabawne. - wymamrotał do siebie, klepiąc Hercegowine "po głowie", szczerząc swe kiełki radośnie, słuchając jak ten koleś zwraca się do swego psa.

- Taki młody, a ma już dziecko. A może żonę? Śpisz ze swoim psem? Konkubina, czy już po ślubie? Musiałeś wyszczekać, lub zawyć swoją przysięgę? Ksiądz był psem, wilkołakiem czy człowiekiem? A może psołakiem? Rasowy ten ksiądz? Wszystko tonem - rzecz jasna - żartobliwym. Wracając do tematu. Dusty też czasem był hipokrytą... Ale ten tutaj? Foxy w żadnym stopniu się do niego nie umywa i tutaj może mu bić pokłony. Chłopak czuł dość dużą potrzebę popisania się przed nowym znajomym, jednak - no cóż - nie chciał powtórki z fikołkowania. Tak, to był efekt zaskoku, ale po co miał ryzykować kolejny upadek? Zresztą, to słabo świadczyłoby o jego profesjonaliźmie, a przecież Du, ten gigant, wielkolud bądź olbrzym, kolos (lub jak dla niektórych nawet i goliat - pozdrowienia dla forumowego psa) był w końcu najlepszym koszykówkarzem, racja? Już nie jedynym co prawda - niedawno dowiedział się, że ma kolegę w drużynie (którego chętnie pozna! Już, już! Już! Już!), jednak zdecydowanie najlepszym. Czy ktoś ma zamiar to podważać? Jasne, że nie, bo Dusty jest jednak definicją tego sportu. Tak, nie jest jeszcze gwiazdą, ale... No właśnie, JESZCZE. Ale już niedługo! - A, właśnie. Ogólnie, jestem przewodniczącym klubu koszykarskiego i tu moje pytanie. Nie musisz odpowiadać teraz, możesz się nad tym zastanowić, dam ci czas. Szukamy zawodników, ponieważ w ostatnim roku zainteresowanie tym sportem niestety zmalało. Jednakże... Gdybyś był zainteresowany, mógłbyś pomóc nam zaprezentować szkołę. Zawody są pewnie niedługo, a my nie możemy pojechać, jeżeli nie stworzymy drużyny. Chociażby i rezerwowej. Jeżeli nie umiesz grać, to wiesz. Chętnie cię w czymś poduczę. Takie jest me zadanie, jako przewodniczącego. Możesz wybrać se też dowolną pozycję. Możesz być obrońcą - wydaje mi się, że mógłbyś se poradzić na tej pozycji. Prawdopodobnie. Albo skrzydłowy... Zwykle zawodników bierze się pod kątem wzrostu, ale w dużej mierze też umiejętności. Zresztą, to Japonia - nie znajdę zbyt wielu wyższych ludzi od ciebie. - rozłożył swe szerokie ramiona, co mogło wyglądać dość pokracznie w jego aktualnej pozycji. Wiesz co? Rozgrywający może być niski. Zwykle to najniższy gracz w zespole, ale wymaga też szybkiej analizy sytuacji... Wiesz, gdybyś był chętny to mów. - posłał mu zachęcający, miły uśmiech - o, bo czemu niby nie może rekrutować ludzi tak poprostu? Może akurat go zaciekawi, czy coś?

O! Umie grać w kosza?! Cóż to za intrygująca nowina! Ojjj, nie wie jak się chłopak pakuje w kłopoty tym kłamstewkiem. Teraz Dusty napewno nie da mu spokoju i będzie go nękać, aż w końcu ten mu nie ulegnie i do klubu się zapisze. Och tak, doskonale, misterny plan gotowy. O realizację nie będzie ciężko. Foxy nie lubi się narzucać, ale kiedy już wypatrzy sobie kuszącą ofiarę... Oj, chowają się ognie piekielne! Jaki on staje się nieznośny, irytujący, natrętny i przymilny! Oh Asher, wydałeś na siebie wyrok śmierci. Chyba, że będziesz grzecznym chłopcem i posłuchasz przewodniczącego klubu koszykówki od razu, nie dając mu się prosić. Właściwie, słowa to jeszcze nic, ważne są tu czyny! Oczywiście, że ciekawski Dusty zapyta się o zaangażowanie w sporcie, o umiejętności, o kwalifikacje, może nawet o sportowe zdobycze-trofea? Sam lubił się tym chwalić, więc czemu nie pozwolić nowemu KLUBOWEMU KOLEDZE (tak, Dusty od razu go przyjął do klubu bez pytania nauczycieli, ani też wilczka) by i on się pochwalił co umie? Ta, Dustiś nie dopuszczał do siebie myśli, że tak naprawdę ten "o rok młodszy" nastolatek zwyczajnie kłamie. Tylko po co? Zaimponować? Dopiec? "Umiem tak samo, a może nawet i lepiej"? Niedojrzałe. Gdyby wiedział, pewno pokręciłby nosem, mówiąc "nope", ale nie był świadom, toteż tego nie uczynił. - Hej Arrshri! Więc, umiesz grać w kosza? No... W takim razie, jeszcze lepiej się składa! Pochwalisz się? Mój występ widziałeś... Z niefajnym finishem... Ale ważne, jak się zaczyna, racja? Jeżeli potrzebujesz rozgrzewki to wiesz. Ewentualnie, możemy zagrać, czy coś. Umiesz przechwytywać piłkę? - znowu wstał, co zajęło mu trochę czasu. - Bądź też możemy poćwiczyć podania. Wiem, że nie ma tu kosza, ale... No. Jakoś radzić se trzeba. Albo... - ułożył ręce na kształt obręczy. -... JA będę twoim koszem! Wiesz. One są zwykle trochę wyższe... Ale taki medium kosz też się nada. Co ty na to?!
Znowu pokaz ślicznych ząbków. Cóż, robisz to zbyt wiele razy, Dusty. Naprawdę zbyt wiele razy... - Ja? Nienormalnie? Wysoki? Cóż. Wysoki jestem. Ale zaraz nienormalnie. Bywają i wyżsi ode mnie i żyją. Jak chcesz, to mogę cię nawet wziąć na ręce! Zawsze tak robię. Głównie z uroczymi japońskimi dziewczątkami. Ale czemu i nie uroczy japoński chłopiec. - zaśmiał się. Ach te twoje żarty Foxy, tak bardzo nie gimbusiarskie czy coś. - choć wyższy od większości tutaj jestem, racja. Ale nie masz co się bać, jestem w miarę przyjaznym gigantem. Nie jem rycerzyków w lśniącym podkoszulku lub ich kompanów - krwiożerczych, groźnych psosmoków. Nie należę do tego typu, wole kraść zamkom ładne księżniczki na swoje gospodynie domowe i łóżkowe niewolnice. Nic zatem godnego i wartego twej uwagi, paniczu Arshri. A kucanie, cóż. Jest dość niegodne, kiedy ktoś stoi, czyż nie? I bardzo niekulturalne ponąć. Ale co ja tam wiem, jestem sobie tylko "wielkoludem" albinosku, heh. Przez chwilę znów mierzył się z nim spojrzeniem. Tym razem (lub raczej znów) stał przed nim w całej swej okazałości, niczym prawdziwy Dusty Fox powinien. - Moja krew? Jestem z niej dumny. Dokładniej to Rh-. - głupia odpowiedź, hehe. Głupia. - A tak poważnie, jestem człowiekiem. Chociaż... Krążą plotki, że moja matka kurwiła się z olbrzymem. Ale nikomu nic jeszcze nie udowodniono, a rasę mimo wszystko odziedziczyłem po matce i prawdopodobnie moim ojcu, a jej mężu.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 08/01/2017

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią Sty 13, 2017 12:14 am

Jeśli chodzi o ocenianie to Asher dość szybko wyrabiał sobie zdanie o innych. Bardzo szybko. Ale też potrafił je równie szybko zmieniać - bo kto bogatemu zabroni?! Generalnie był dość emocjonalną istotką - można było określić go mianem "gorącogłowego" (choć sam osobiście wolał termin "gorącokrwisty"). Zazwyczaj podchodził do innych z pozytywnym nastawieniem - oczywiście o ile miał nastrój - bo z natury był optymistą. Ale był też temperamentny, co spychało jego pogodność, optymizm i resztę jego jakże wspaniałych przymiotów na dalszy plan. Zresztą nie ukrywajmy - jego inne, ekhemekhem - cechy - ekhemekhem... w ogóle dominowały pozytywność Pana Albinoska. Rzucały się znacznie bardziej w oczy. Dlatego też aktualnie jedynymi bliższymi osobami jakie posiadał Asher byli po prostu członkowie jego rodzinki, choć tak czy inaczej taki ojciec czerwonookiego i tak nie akceptował swojego rozpieszczonego przez mamusię synalka, w sensie - nie tak całkowicie, nie jakim ten był. Jednak mimo ojcowskiego temperamentu (który Asher odziedziczył właśnie po nim) był uległy swojej żonce. I wychodziło na to, że tylko jej. Ale już nie wliczając rodziców... te nieco bliższe osoby przychodziły i odchodziły. Najwyraźniej nie potrafiły wytrzymać z długowłosym. Jego narcyzm i hipokryzja, egoizm, a może zaborczość - i to taka ogromna, bo gdy Asher już był z kimś bliżej, to wymagał od takiej osoby jak najwięcej czasu poświęcanego TYLKO JEGO OSOBIE, bo musiał mieć jak najwięcej uwagi - tak czy inaczej powody były różne. Ale on nie czuł się ani trochę samotny, święcie przekonany o tym, że w życiu nie potrzebuje nikogo oprócz samego siebie - żadnych przyjaciół, nawet dobrych znajomych. Co prawda był raczej towarzyską istotką... ale sama świadomość tego, że miałby kogoś potrzebować zapewne zmroziłaby mu nieźle krew w żyłach. Sam siebie uważał za samowystarczalnego. No... jego Chaos była jedyną żywą istotką, jedynym "kawałkiem domu", który jej właściciel miał w tym obcym kraju. Nieraz sprawiała mu kłopoty, ale znacznie więcej razy poprawiała mu nastrój. Jej obecność tutaj także musiała przyczyniać się do schładzania gorącego temperamentu Ashera. Zawsze to robiła. ...no, prawie zawsze. Tak czy inaczej czerwone ślepia wlepiły spojrzenie w Olbrzyma, jakby odwzajemniając jego wzrok. O, o, ooo, czyżby to było wyzwanie?! A może, możeee coś innego?! Białasek wgapiał się większemu bez skrępowania w patrzałki, o mało co nie przyjmując przy tym wyzywającej pozy. O mało co! W końcu w większości przypadków najpierw robił, a potem myślał.
- Co się tak wpatrujesz, hmmm? Wiem, że wyglądam seksownie, ale nie jestem homoseksualny, wybacz. - wypowiedziało na głos ustami Ashera jego przerośnięte, wręcz spasione ego. Oprócz tego mrugnął do niego jednym okiem i posłał typowy dla siebie, czarujący uśmieszek - wow, to jego przekonanie o swojej cudowności widać nieraz potrafiło też poprawić mu humorek. Ale karmienie swojego ego nawet przez samego siebie zawsze było u niego na topie! ...a tak naprawdę biedaczek sam nie rozkminiał jakiej był orientacji, bo nigdy nie był w związku i o ile kiedyś zdarzyło mu się poczuć jakiś tam pociąg (czy coś w ten deseń) do jednego ze swoich lepszych znajomych, to do niczego nie dochodziło. Po prostu tłumaczył to całe "przyciąganie" na różne pokrętne sposoby. Nie był ich w pełni świadom. Ale nawet go to wybitnie nie interesowało, choć w przeszłości wywoływało frustrację, której źródła nie mógł znaleźć, CO BYŁO JESZCZE BARDZIEJ WKURZAJĄCE. Tak podwójnie. Albo potrójnie, biorąc pod uwagę temperament chłopaka.
Szczerze to na samym początku słowa Dusty'ego odnośnie psa uznał za jakąś kpinę. I mimo przypływu dobrego nastroju, który miał miejsce przed chwilą już-już miał się bulwersować, bo przecież ta zniewaga krwi wymaga...! Ale dostał czas na dodatkowe ogarnięcie sytuacji, bo Chaos znów pociągnęła go w stronę Pana Wysokiego, przez co Pan Niższy się solidnie zachwiał. Tak, bierzcie rogate bullterriery z nadnaturalną siłą, powiadam wam to ja...! Gdy już odzyskał równowagę, zmierzył uważnym spojrzeniem nowopoznanego, doszukując się w jego twarzy czegokolwiek, co mogłoby zirytować jego asherkową osóbkę. A tu... nic! W dodatku spełniał jego estetyczne wymagania. Mógł na niego dalej spoglądać. O tak. - Jest dla mnie trochę jak dziecko... - przyznał po tym krótkim, wzrokowym obadaniu gruntu, w dodatku chyba zbyt poważnym jak na siebie tonem. Psina była dla niego jedyną rodziną, jaką miał w tym kraju. Poza tym to on ją karmił, bawił się z nią, ogólnie zajmował - porównane do dziecka wydawało mu się być w tym przypadku jak najbardziej na miejscu.
Ale o nienienienie, gościu zaczął nawijać o grze w kosza! Co z tego, że Asher znał podstawy. Nie grał w kosza od... no, może ze dwa lata ostatnio coś próbował. I to tylko dlatego, że ktoś go brzydko podpuścił. Nie lubił tego typu gier i nie grał w nie, gdy nie musiał. Wiedział, że trzeba kozłować piłką i trafiać nią do kosza, widział różne rzeczy w telewizji i... o kurczę. Po prostu póki co milczał, przy czym pochylił się nad psem i udawał, że mu obrożę i przypięcie smyczy poprawia, przy tym skupiając się nieco, by mu Chaos twarzy nie zaśliniła. Tak, przecież to bardzo ważne, by pies miał prawidłowo założoną obrożę. Nie mogła być ani za luźna, ani za ciasna. Tak, udawajmy skupienie, udawajmy... mruknijmy jakieś "mhmm" na znak, że się usłyszało i zrozumiało...!
ZARAZ TAM KŁAMSTWO! On tylko nieco ubarwił rzeczywistość, prawda, Asher? Prrrawdaaa? - Asher. - poprawił Dusty'ego automatycznie, w końcu się prostując, bo przecież nie mógł w nieskończoność dłubać przy obroży psa. Biedaczek aż się trochę zmieszał. Tak ODROBINKĘ. I tak wewnętrznie, bo przecież on nie pokazywał nigdy po sobie jakichś śmiesznych konsternacji, phi.
- Odmawiam. - odparł, po czym szybko dodał: - Nie lubię grać w kosza. - I to był taki ton pod tytułem "OKEJ, KONIEC TEMATU!". Nie lubił i to było prawdą, ha! Ale nie zamierzał wdawać się w więcej szczegółów. Taka fascynacja koszykówką była dla niego niiiieeeemalże przerażająca. Zresztą tak samo w przypadku footballowych-maniaków i... innych też. On lubił biegać, wykonywać różne ćwiczenia. Ale tylko solo. Zresztą... z jego charakterkiem tak czy inaczej pewnie średnio nadawałby się do gier zespołowych. Nawet mniej niż średnio. Odruchowo zacisnął mocniej palce na smyczy Chaos, która już stała w miarę spokojnie - tylko ogon jej śmigał we wszystkie strony, gdy spoglądała z dołu na Dusty'ego. W sumie Asher też znowu musiał na niego się gapić w ten sposób, o nie. Zrobił ze dwa kroki do tyłu. Tak było ciut wygodniej. Przez następne słowa Wielkoluda przez głowę Ashera przemknęła dziwna wizja - Wspaniały On na rękach Olbrzyma. Wut. W sumie... ciekawie byłoby zrobić sobie z niego swojego rodzaju "pojazd". Asher na plecach Dusty'ego niczym jakiś poganiacz. Bat do ręki i jedziem! ...dobra, bez przesady. O bacie pomyślał tylko przez moment, takim sadolem to on jednak nie był. Potrząsnął jednak delikatnie głową, by pozbyć się z niej tej dziwnej myśli. - Jestem z Anglii. - odpowiedział na to o "japońskim chłopcu". Phff, phfff. Właściwie to sam do końca nie wiedział jak powinien odbierać Dusty'ego - miał mieszane odczucia, ot co. Jego optymistyczna strona spoglądała na niego przychylnie, za to reszta tak troszkę doszukiwała się jakiegoś rzuconego wyzwania, co możliwe, że było spowodowane całą posturą nowopoznanego. Po części. Albo w większości. ...w każdym razie było w jakimś stopniu. Zmarszczył nieco brewki. - I co, ukradłeś już jakieś księżniczki, Olbrzymi Lisie? - Mimo, że w czerwonych oczyskach tkwiła odrobina podejrzliwości i powątpiewania, to na buźce Ashera pojawił się z powrotem delikatny uśmieszek. W sumie to całkiem zabawny ten gościu. Co prawda dalej mierził go fakt, że znajdował się niżej - nie przywykł do tego. I nie chciał przywyknąć! Tym razem jednak nic na ten temat nie powiedział, a to dlatego, że i tak zrobił to parę chwil temu. Może za kolejne parę chwil to powtórzy. Może. Teraz jednak stanął tak na luzie, bez zadzierania łba, przez co wzrok miał tak mniej-więcej na poziomie klatki piersiowej Dusty'ego. I zrobił jeszcze jeden krok w tył, by widzieć go nieco więcej.
- Dzięki za info, powiem znajomym wampirom. - rzucił tak luźno, a nawet trochę wesoło. - A był zrobiony test na ojcostwo, hmmm? - Okej, to na pewno nie było poważne pytanie, ale skoro już to powiedział, to niech tak będzie! Poza tym nieco zdziwił się na fakt, że to jednak człowiek, ale jedyną oznaką tego zdziwienia było szersze otworzenie oczysk może na jakąś sekundkę, bo po co się uzewnętrzniać w takich przypadkach, hmm?! On przecież nie powinien przyznawać się do faktu, że czegoś nie wie. A przynajmniej nie tak otwarcie. Dlatego właśnie wybrał to pytanie odnośnie krwi, a nie coś w stylu "jakiej jesteś rasy?". O nie, nie ma tak dobrze!
Ale dalej czuł się niekomfortowo przez bycie niżej. Ewwh. EWWWH. To uczucie dyskomfortu było niesamowicie drażniące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boisko    Pią Sty 13, 2017 12:45 pm

W odpowiedzi na słowa białowłosego, najprzód nadszedł cichy, lekko stłumiony chichot. Cóż, najwidoczniej albinos faktycznie miał dość spore mniemanie na swój temat; był egocentrykiem? Troche to wyglądało w ten sposób, jednakże może nie do końca. Fakt, światu są potrzebni również ludzie - bądź w tym przypadku potwory - które dumnie będą reprezentować swój gatunek, stojąc na piedestale, słuchając głośnych przekrzykiwań ich fanów... Niektórzy cieszyli się z takich rzeczy, lubili być wychwalani i podziwiani. Dusty w żadnym stopniu się im nie dziwił, ba, sam podchodził pod typ człowieka chylącemu się nieco ku egoizmowi. Głównie ze względu na grę w kosza, gdzie czuł się niczym jak w niebie; ooooo tak, komplementy, ochy i achy na jego niesamowite kwalifikacje i umiejętności w tej dziedzinie dawały mu motywacyjnego kopa do trenowania jeszcze mocniej i więcej, by następnym razem popisać się, no, jeszcze bardziej, proste. Wiadomo, że bez krytyki nigdzie się nie zajdzie, dlatego też gigant cenił sobie każdą opinie, pozytywną czy też negatywną, choć tą drugą trochę mniej; starał się dostosować do rad, jednak... Grał sam dla siebie, tak? Więc jeżeli komuś jakieś sztuczki się nie podobały... Miał to w czterech literach. Nikt mu nie zabroni wykonywać jakiegoś triku, jasne?! To on układa swoje kompozycje, choreografie, właściwie czemu tak o tym mówię, to sport, a nie taniec do jasnej kurwy! Więc będzie robił, co mu się żywnie podoba, tak? Oczywiście. No więc, olbrzym sam miał siebie za dość samolubną (jednakże nie do końca!) osóbkę, ale ten - ponownie - bije go tutaj na głowie. Z drugiej strony ta pewność siebie była zarówno intrygująca, nieco irytująca, ale i w dużej mierze... Zabawna. Nie patrzcie na Dustyego teraz źle, on naprawdę cenił sobie mocne charakterki, a ten na przeciwko takowy posiadał - byleby ten jego ognisty temperament jednego dnia nie przegrzał mu kopuły, albo by nie spalił się z tej dumy i samozaparcia czy coś. Dusty może i jest szurnięty, ale gaśnicy ze sobą nie nosi... Choć przydałaby się teraz bardziej niż nie jedna piłka. Tak po prostu, dla pewności, że nikt nikogo bądź niczego nie podpali czy spali... Jakież to szczęście, że wilczek nie jest jakimś żywiołakiem ognia, bo mielibyśmy już nie mały problem. Jak widać, nie tylko ze wstydu można się spalić, heh. Foxy zasłonił swe usta dłonią, bowiem jego kąciki straszliwie drżały tak, jak gdyby miał zaraz wybuchnąć gromkim śmiechem i to nie byłoby już tak subtelne jak uprzedni chichocik, który wymknął się z deczka spod kontroli. Lisiasty naprawdę starał się przełknąć te śmieszkowe konwulsje, nie chcąc by jego rozmówca, to jest Asher wziął to jakoś do siebie, niczym kpine dla jego niesamowitości - nie, Gigant nie zamierzał naruszać czyjejś godności, ale krzątająca się obok niego mała bestyja, powaga, a zarazem... No, urok i pewność siebie tego chłopaka dawało razem gargantuiczny efekt, który no nie powiem, wielkoluda rozbawił. Bazyliszkowe spojrzenie Dustyego wydawało się lekko drgać, co było skutkiem ubocznym wstrzymania śmiechu. Co go tak śmieszy? No, zwykłe doświadczenie; był już kiedyś w podobnej sytuacji, gdzie ktoś wychwalał siebie i każdą swoją doskonałość... A koniec końców, wystraszony przez chihuahue Foxowego brata (Ethana) skończył na drzewie, nie mogąc się z niego wydostać, aż straż pożarna jechała na wzmożonej syrenie. Tak to zwykle bywało, cóż, ponad-dwumetrowiec nie poradzi kompletnie nic na to, że zawsze mając doczynienia z kimś pokroju Ashera ma przed sobą ten niezapomniany widok! Ach hahahah. Dobra, spokój, bo właściwie Du już trochę się pogubił... Być może to dlatego, że utonął w swych wyobrażeniach tego typu ludzi (no i potworów... Ostatecznie mieszańców), powstrzymując się od padnięcia i wytarzania się na ziemi, piszcząc i kwicząc, a może nawet cicho łkając ze wzrokiem wbitym w zdziwionego, lub nawet urażonego wilkołako coś tam. Rozbolał go nawet brzuch od tego wszystkiego; dobrze, że nic nie jadł, bo mógłby jeszcze zrobić białowłosemu nieprzyjemny prysznic. Za co pewnie dostałby łomot... Ale to raczej po tym gdy Asher skończyłby brać jakieś dziesięć pryszniców wcierając w swe ociekające seksapilem ciało olejki o zapachu wiśni czy innych zjebanych rzeczy. Przynajmniej tak to sobie wyobrażał Dusty (I w sumie narrator również). W końcu opanowany Gigant pokręcił z niedowierzaniem nosem. - Nie jesteś pierwszym, który tak mówi. Właściwie, tak mówił każdy przed tobą. Hetero na sto procent! A potem krzyczeli: hetero na dziewięćdziesiąt dziewięć procent! Hah. A jak ludzi znam, szybko zmieniają zdanie. - odparł, a na jego twarzy zakwitł błyszczący bielą uśmiech. - Więc lepiej już zamów rezerwację bądź stań w kolejce grzejąc sobie miejsce, bo potem się ino nie dopchasz. Widzisz, dużo ludzi i potworków leci na wysokich samców gotowych ich rozdziewiczyć. Ty też wyglądasz na takiego samca alfa, ale raczej nie wysokiego. A, i kup sobie okulary przeciwsłoneczne. Chyba nie chcesz zostać oślepiony przez blask, który ode mnie bije, co? Jestem niczym srebro na wilkołaki, lub woda święcona na wampiry, hehe. - bardzo trafiony żart, śmieszku. Po czym dodał szybko, tajemniczo: - Zresztą, nie potrzebuje twojego pozwolenia. - Skoro rozmowa zeszła nawet na taki tor... Niech widzi, że gigantowi nie obce są takie podboje - a co tam! W końcu też powinien pokazać, że i on ma masę... Fanek i fanów, hm. To nie tak, że Dusty sypia tylko że swoją kulistą waifu, Hercegowiną. Dziwne, że nikt jeszcze nie wymyślił fetyszu piłek? Chociaż, to jest Japonia, kto to tam wie, może już coś takiego istnieje? Ach te OLBRZYMIE rozkminy! Okej, więc tekst Dustysia był dość dwuznaczny i nikt temu nie zaprzeczy, więc poniekąd można to potraktować jako wyzwanie typu "I tak nikt mi się nie oprze, bo też jestem wspaniały, a może nawet wspanialszy niż ty. Masz jakieś fangirly? Pfffffffff, wszyscy kolesie stają się dla mnie homo (i stać też stoją), hehe". Intencji złych nie miał, choć koniec końców każdy dopatrzy się dziury we wszystkim, racja? Ale co mu taki kurdupelek niby może zrobić, ha? Co do tematu orientacji... Dusty nie miał problemu ani z byciem z dziewczyną, ani z byciem z chłopakiem. Ba, jego analne dziewictwo także powiedziało papa, bo miał już doczynienia z jednym upartym aktywem... Ale i tak taboret był tutaj konieczny, by w ogóle dosięgnąć wtyczki. Errrr, okej, nieważne. Ale tak czy siak płeć to dtugorzędna sprawa, racja? I owszem! - Schrupałbym (cię jak - dopisek narratora)... Paczkę oreo, wiesz? Dawno nic nie jadłem. Chociaż ciebie wciągnąć też bym mógł szkrabie, hehe.

- Jak dziecko? To nadal lepsze niż zoofilia. Tak czy siak, co mogłoby wyjść z takiego związku? Bardziej wilkołaki czy może psołaki? Psołaka jeszcze nigdy nie widziałem... Wilkołaka też nie, co dziwne. W końcu to szkoła dla ludzi i potworów, co nie? A wilkołaki to jednak dość... Kliszowe potwory. Sztampowe, hm. - cóż, Gigant w dalszym ciągu nie wiedział, czy rozmawia z potworem czy człowiekiem, jednakże kwestia przynależności towarzysza do jakiejkolwiek rasy nie interesowała go tak długo, jak długo rozmowa nie zeszła na zły tor. Bo gdyby stało się nieprzyjemnie, no cóż; wzrost to zaleta do walk (głównie dla Dusty'ego), jednak takie stworzenia jak potwory bądź mieszańce dysponują czymś bardzo potężnym, a dokładniej - magią. I właściwie magia ta, mogłaby przewyższyć nawet wzrost tego olbrzyma, rozkładając go na łopatki. A może to jest jednak żywiołak? Wyglądał w sumie trochę jak Pan zimy... Poważny, pewny siebie, egocentryczny, czasami wydawał się nawet dość... Lodowaty. Ooo nie nie i jeszcze raz nie, Foxy nie pozwoli się przerobić na kostki lodu! Chociaż, to trochę zaprzeczało jego logice... Ognisty temperament pasuje raczej do żywiołu ognia, co nie? A te oczy... Hmm, czerwone. A jeżeli to wampir? Jest dość blady, więc... Niee, pana-na-wysokościach nie ciekawiło tak bardzo kim jest ten gostek. Przez moment o tym rozmyślał, ale trwało to zbyt krótko, by go to wciągnęło, zresztą... Chwilę potem zapomniał nawet, o czym tak intensywnie rozmyślał przez te dwie, może trzy minuty. Czy te żarty, dotykające z lekka zoofili ówcześniej i teraz miały być kpiną lub ironią? Cóż, to było tylko spostrzeżenie olbrzyma, które następnie ubrał w "zabawny" sposób w słowa. Tak czy siak, słowa Ashera nawet ociupinkę go wzruszyły - ten pewniaczek jednak miał w sobie krztynę ciepła i dobroci! Fakt, że wolał to przelać na psa aniżeli na swego rozmówcę, ale... Może zbyt krótko się znali? Może był nieufny, lub ktoś w przeszłości go zranił i teraz mści się na całej populacji ziemskiej uważając, że nikt nie jest go wart, bo... No. Bo tak. Powody mogły być różne, no cóż. Może jakieś uprzedzenia i tak dalej; Dusty sam był długo nieufny, choć starał się pokazywać tylko z tej dobrej strony, przez co wiele ludzi uważało go za typowego śmieszka, otwartego na cały świat. Faktu, można tak powiedzieć i się nie pomyli, ale to nadal tylko część giganta. Sam potrafił czasem okazywać, że "jestem idealny i w ogóle lepszy od ciebie", albo właściwie - postępował w ten sposób kiedyś. Teraz wolał pozostać optymistą i w ogóle, tęcza, miłość, tolerancja i darmowe przytulanie dla każdego. Stał się takim trochę misiem, ale misia się i tak nie wkurza, bo miś może wyglądać puchato, ale zirytowany jest złym i wrednym dupkiem, no! No więc, wrócili do tematu koszykówki. To niesamowite, jak namiętnie Dusty o tym nawijał, jak bardzo się zachwycił tym, że może uda mu się znaleźć trzecią osobę do drużyny! To by było aspirujące uczucie, napewno! A jeżeli on nie umie grać? To nic! N-nauczy się, prawda? Ślepia Dusty'ego Fox'a wręcz iskrzyły się, kiedy to dzielił się takimi WAŻNYMI informacjami! Ach, ten nieskrywany, subtelnie dziecinny entuzjazm, to coś, co nieczęsto widać na trójkątnej, powabnej mordce tego wielkoluda, a zdarzał się on jedynie wtedy, gdy rozmawiał z kimś bliskim, bądź o koszykówce. No ale Ashera i tak ominęło najlepsze - święte zasady tego, jak wykonać jakiś konkretny trik z gratisową demonstracją, jak powinno to wyglądać. A potem jakaś "prosta" choreografia, którą TY musisz powtórzyć. Ile to razy próbował zaszczepić tą miłość w swym bracie, no ile? Ale nie! Ten wolał książki od grania w kosza! Bo to głupie, ganiać za piłką! No i w ten sposób trochę swego brata znienawidził, ha, ma za swoje gówniarz. - Też w sumie tak mam. Hercegowina jest też dla mnie trochę jak dziecię. Wiesz, to dzięki niej wygrałem wiele zawodów i mam ją naprawdę długo. Od dziecka właściwie... W pierwszej czy drugiej gimnazjum, gdy byłem takim niskim knypkiem jak ty... No cóż, dostałem na urodziny... Od tamtej pory ani na chwilę mnie nie zostawiła. Chciałem kota, ale mam małe uczulenie... No i dostałem zamiast tego piłkę. Jeszcze wtedy nie byłem zbyt chętny do gry w koszykówkę. Też uważałem to za stratę czasu, że to nie moja profesja, że zostanę lekarzem. Widzisz, teraz jakoś tym żyję i nawet nie wiesz, co to za wspaniałe uczucie, kiedy... Kiedy stoisz tam na boisku po raz pierwszy... I kiedy kończysz grę, czujesz zmęczenie. Ale chciałbyś jeszcze raz, bo tak cię to wciąga i... A najlepsze jest, kiedy słyszysz tych ludzi, którzy na ciebie liczą. Krzyczą twoje imię, gwizdają, cieszą się z twojego zwycięstwa. A każda gra jest inna. To jest nudne tak długo, jak patrzysz na to z boku. Ale kiedy to czujesz, stoisz tam pewny siebie i.. Och. Wybacz. Trochę za bardzo to przeżywam, co? Ale prawdopodobnie też masz jakąś pasję do czegoś. Każdy ma swój żywioł w którym czuje się dobrze. Dla mnie to na przykład kosz. Inni czują te same emocje i adrenalinę gdy przyprawiają kurczaka chociażby.

Och, więc jednak znowu coś przekręcił? Dusty, ty sieroto, jak mogłeś, przecież on mógł się rozpłakać, czy coś! I co wtedy? Dobra, może faktycznie bez takich, nie wyglądało na to, by jakoś mocno się za to żąchnął. Właściwie Arshri brzmi lepiej dla niego. Taaaaak, Foxy ma dar do nadawania ludziom (... I potworom) imion. Ach, tu też było tak, a nie inaczej. - Asher. A-S-H-E-R. Okej. Postaram się to zapamiętać... Uch, myślę, że raczej szybko zapomnę. Ale spróbuję... Więc tak, Arshri... Asher... Albinosie. A-albinos chyba tutaj sprawdzi się i tak najlepiej. Wolę nazywać ludzi od ich cech. A ty trochę... No. Em. - tia, zgubiliśmy wątek przez tą całą paplaninę o umiłowanym Fox'emu sporcie, a także o historii tej piłki... Tak, nieożywione przedmioty też mogą mieć kochającą rodzinę, a co, kto mu niby zabroni, hmmm?! Tak czy siak rozmarzony i zbity z tropu gigant wyglądał na nieco zawstydzonego i zmieszanego. Lekko się nawet zająknął, co przy jego posturze mogło się wydawać głupie, tak jakby... Stracił trochę na pewności siebie. Dziwne i do Dusty'ego nie podobne za żadne skarby. Właściwie to przez to romantyczne gadanie o piłce i koszykówce zaszkliły mu się oczy... Och Du, ty romantyczna duszo! Ale kilka szybkich mrugnięć i olbrzym (prawie) jak nowy. I znowu ten uśmieszek. Niby trochę kąśliwy, ale cóż, tylko tak potrafił się gigant uśmiechać. Chyba, że troszkę mocniej się postara. -... NIE lubisz grać w kosza? Ale grać umiesz? Um, t-trochę to dziwne. D-dobra, skoro tak, tt-to cię rozumiem. Znaczy, nie do końca, a-ale próbujęę! Ech. Szkoda, myślałem, że jednak dasz się namówić. - co do maniaków innych sportów... Sam Dusty miał podzielone zdanie na ten temat. Raczej uważał, że piłka nożna jest przereklamowana, a siatkówka nudna jak flaki z olejem. Cóż, przy jego wzroście faktycznie tak mogło być, co jednak sprawiło, że stał się nazistą dla miłośników innych sportów, nie związanych z koszem. Ale jak to się mówi, każdy ma prawo lubić co innego i zdania niczyjego na swoje nie przestawisz, a trudno, bo czasem by się przydało. No więc, rozmowa wciąż krążyła w paru różnych kierunkach; upodobania co do seksualności, gra w koszykówkę czy też rasa, no, troszkę "dziwoląga" Dustyego (bo niestety, ale nie wpasowywał się wzrostowo w normy przyjęte przez społeczeństwo). Ale sam gigant raczej przyzna, że mając w szkole doczynienia z jedyną taką wyróżniającą się osobą, sam z czystej ciekawości wypytałby się w miarę możliwości o pochodzenie, co mogłoby tłumaczyć te nadrozmiary. Dlatego też ciekawość wilczka potraktował z lekkim machnięciem ręką. - O! Anglia?! Też pochodzę z tamtejszych rejonów! Naprawdę fajnie jest poznać kogoś, kto pochodzi z tych samych okolic, heh. Trochę tęsknię za angielską kuchnią... Tu też jest okej, ale jednak... No. Jest parę rzeczy, które zjadłbym tak jak kiedyś. Wiem, że tutaj też mogę to zrobić, ale chciałbym przy rodzinnym stole, z dziadkami. Jeżeli chodzi o kuchnie, to najbardziej kojarzę... Bangers and mash. A ty? - z wyczekiwaniem czekał na odpowiedź Ashera, ponownie wlepiając zielonkawe ślepia w jego postać. Cholera, był naprawdę ładny. - Nie tylko księżniczki. Ale i całe rodziny królewskie. Do kompletu, z całym dworem szlacheckim... No, ale i tak płakali, kiedy musiałem ich oddać zamkowi. Sam wiem, że po zetknięciu z ósmym cudem świata dalsza egzystencja już nie ma sensu. Smutne, ale prawdziwe.
Na słowo "znajomym wampirom" zaciekawił się... Ale tak tylko odrobinkę. Co do testu na ojcostwo... Trochę intymne pytanie, nieprawdaż? - No co ty. Mój ojciec zawierza matce... Ale raczej chodzi mu o jej kasę, wiesz. Tak czy siak traktuje mnie trochę z rezerwą. Matka właściwie też. Ino tylko słyszę, że "Ethan jest od ciebie lepszy w tym i w tym i w siamtym"... Chociaż w sumie ojciec się zabezpieczył, bo nawet gdybym nie był jego, to ma Ethana. Więc podział majątku nadal ma jakiś tam sens. Matka zapiera się, żem ich syn, ale kto ich tam wie. A ty? Masz nienaturalnie czerwone oczy. Czy to znaczy, że ty jesteś... - dramatyczna pauza -... Miłośnikiem soczewek tak jak ja? O reeeety, stary znaczy, młody.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Asher

avatar

Liczba postów : 21
Join date : 08/01/2017

PisanieTemat: Re: Boisko    Pon Sty 16, 2017 9:43 pm

Na chichot nie zwrócił uwagi. Może po prostu go nie wyhaczył. Może po prostu kolejne "lekkie" (...po prostu LEKKIE jak na nią...) pociągnięcie go przez Chaos się z tym zgrało. Może, może, moooże. Ale to tak czy inaczej było lepsze, niż gdyby Asher tę swoją uwagę na to zwrócił. Zapewne uznałby to za jakąś zniewagę czy coś w tym stylu. Tak na 70%! ...bo zawsze jednak istniała szansa, że odebrałby to jakoś inaczej, a konkretniej na jakiś mocno skrzywiony sposób. No bo co, jak chichocze, to może urok osobisty białowłosego tak na niego działa, o?! Dziewczęta zawsze jakże chętnie chichotały na jego widok, rumieniły się i takie inne rzeczy (chociażby powstawanie mokrości w ich majtach). Niektórym chłopcom też się zdarzało. Gdzieś, kiedyś, jakoś...
Ale tak, był egocentrykiem. Chyba nawet większym egocentrykiem niż hipokrytą. I nie wychodziło mu przyjmowanie krytyki. Konstruktywna czy nie - jak ktoś w ogóle miał czelność go skrytykować, hęę? To takie niegodne jego osoby, ten ktoś krytykujący zasługiwał na karę, o taktaktak...! No... MOŻE EWENTUALNIE Asher byłby w stanie przyjąć krytykę spokojnie. O ile ta nie wyglądałaby jak krytyka. Ale to już chyba zadanie dla kogoś bardzo sprawnie operującego słowami no i... mającego w tym jakiś swój cel, bo jednak o wiele prościej walnąć czymś prosto z mostu niż owijać to w śliczne, jakże uważnie dobrane słówka. A przynajmniej sam długowłosy tak uważał. On nie zwykł bawić się w takie rzeczy, bo po co sobie utrudniać życie? ...choć okej, jego gadanie bez wcześniejszego przemyślenia czegokolwiek nieraz utrudniło mu w przeszłości życie, jednak... jak widać nie nauczył się na błędach. Albo po prostu taki był i żadną siłą się go nie zmieni. Haha, nawet jakby ktoś próbował, to z całą pewnością nie wygrałby z upartością czerwonookiego! Ale wracając na temat krytyki - na nią istniała więcej niż jedna reakcja Asherka. Irytacja, niezadowolenie, negatywne emocje... to na pewno. Ale oprócz tego odznaczał się też często podejściem "a nie znasz się na tym, frajerze", gdy ktoś powiedział mu w tym zakresie coś, co mu się nie spodobało. Wiecie, uniesiony godnie podbródek, spojrzenie pełne pogardy, postawa przepełniona dumą i takie tam. Czasami drgająca brewka, jak jednak jakoś jego nerwy zostały naruszone, ale... Ekhem. Tak czy inaczej Asher mierzył teraz Giganta trochę podejrzliwym spojrzeniem, z uwagą przyglądając się jego (nie ukrywajmy - przyjemnej dla oka) buźce - a to ci śmieszek, ciekawe co sobie pomyślał, pff. Wilkeł zmrużył nieco ślepia, nadając im takiego całkiem-całkiem wojowniczego spojrzenia. Może ciut wyzywającego. "NO ŚMIESZKU, POCHWAL SIĘ!" ...jednak skupił się bardziej na aktualnym temacie, więc pozwolił tylko swojej mimice wykrzykiwać dziwne rzeczy, być może nawet wbrew swej woli (ten opis brzmi trochę, jakby był na coś chory, ale... hehe, dobra lol).
- Myślę, że jestem aseksualny. - przyznał po krótkim namyśle zgodnie z prawdą. Tak, dokładnie tak przypuszczał. Nie miał za sobą żadnych doświadczeń seksualnych, związkowych ani nic w tym stylu, a to przecież nie było tak, że nikt nigdy na niego nie leciał... bo jednak w jego życiu było sporo takich osób. Nawet więcej niż tylko to marne "sporo". Co prawda to jego stwierdzenie po części pokrywało się z prawdą, bo demiseksualizm leżał w strefie aseksualizmu i... eeee, dobra, bez zagłębiania się w seksualność. Po prostu wcale tak błędnie nie mówił. Różne osoby próbowały zbliżyć się do niego na różne sposoby a tu... dupa, nic, ich seksapil go nie czarował. Może uważał, że byli ładni - lubił w końcu ładne rzeczy (nazwanie ludzi i potworów "rzeczami" w jego przypadku chyba nie jest jakimś błędem...), ale jakiś pociąg seksualny? Nope, zero. Trochę inaczej było z kwestią uczuciową, która odrobinkę mu się w życiu rozwinęła... ale tylko odrobinkę. I której sam nie rozumiał. Czuł po prostu chęć zagarnięcia kogoś dla siebie. Tylko dla siebie - jakby ktoś był jego własnością, rzeczą. Bardzo podobne do odczuć, które miał względem przyjaciół, choć jednak nieco bardziej zaawansowane. Nawet nie ogarniał o co z tym chodziło. Było podobnie, ale jednak inaczej. I było to frustrujące. Jednak nigdy te uczucia nie miały szansy się rozwinąć, bo osóbki, które nimi darzył po prostu czmychały pod niezdrowym wpływem białowłosego. Był zbyt nieznośny. Zbyt zaborczy. Po prostu nie do życia. - Czeeekaj, czekaj, coś tu nie pasuje. - rzucił z udawanym namysłem, marszcząc swoje śliczne brewki (bo przecież one też musiały być cudowne. Chyba nie zdziwilibyście się, gdyby się okazało, że Asher sra tęczą czy czymś takim, co nie?). - Przecież to do mnie się ustawiają w kolejce. Możesz co najwyżej spróbować mnie zdobyć. - rzucił takim pewnym siebie tonem Z JAKŻE WYZYWAJĄCYM UŚMIESZKIEM. I o ile on nie myślał aktualnie w tych seksowo-rrhomantycznych kategoriach, to uznał, że to mogłoby być zabawne. Zazwyczaj bywało. Poza tym Asher lubił uwagę, hehe. I mimo słów Wielkoluda, że ten nie potrzebuje jego pozwolenia, tymi ostatnimi słówkami długowłosy jakby tak czy inaczej go udzielił. Jaki on wielkoduszny... czy coś.
- To idź i sobie kup. - odparł odrobinkę opryskliwie, a na ostatnie słowa Dusty'ego ("Szkrabie? SZKRABIE?!"), jakby złośliwie wyciągnął paczkę gum miętowych. Co prawda to takie mocno słabe żarcie, ale zawsze coś...! Tylko to miał pod ręką w końcu. Jego świętej pamięci babunia pewnie by stwierdziła, że to w ogóle nie jest jedzenie. Ani trochę. I chyba miała rację w dużej mierze, no nie? W każdym razie Asher władował sobie od razu dwie gumy do ust, poprzeżuwał moment (całkiem ostentacyjnie zresztą) i szybko schował resztę do kieszeni. Mmm, odświeżające! Oczywiście nie miał zamiaru się dzielić, bo jakżeby inaczej... Dalej nie spuszczał uważnego spojrzenia czerwonych patrzałek z Wielkiego Gostka.
Na pierwsze słowa odnośnie psołaków wzruszył obojętnie ramionami. Momentami podchodził zbyt poważnie do niektórych tematów, a to była właśnie taka chwila jak widać. Nie za bardzo wiedział co odpowiedzieć na temat, który jednak dotyczył go bardziej niż trochę. A skoro nic nie cisnęło mu się na język, to po co wymuszać na sobie odpowiedź, hęę? Dopiero gdy ten napomknął coś o wilkołakach, to Asherek wypalił: - Mój ojciec to wilkołak. - No, informacja roku, nie ma co. - Cała rodzina od strony ojca to wilkołaki. - dodał niby lekkim tonem, ale jednak wspominanie o rodzince, która znajdowała się aktualnie tak daleko wywołała w nim kilka niechcianych odczuć. Tęsknił? Może. Ale sam nie chciał się przed sobą przyznać. A przynajmniej nie w tej chwili. A już na pewno by tego po sobie nie pokazał, nie powiedziałby tego, phi! Przecież był takim dużym, samowystarczalnym, dzielnym chłopcem. Bardzo-BAAARDZO dzielnym. Ekhem. W każdym razie już było widać, po kim białasek dostał swój temperament. I może odrobinkę dzikości. To też. Ale starał się jej nie uwalniać. A z mieszanką krwi zmiennokształtnych i wilkołaków w niektórych sytuacjach było naprawdę trudno. Ekhem, zdawać by się mogło, że jeszcze nie tak dawno nie panował nad swoimi przemianami...
Oh, a to rozwodzenie się na temat piłki do kosza i samej gry w kosza? Asher prawie w ogóle tego nie rozumiał. "Prawie", bo jednak porównanie tej jego piłki... Hercegowiny czy jak jej tam było... do Chaos odrobinę przybliżyło mu tego obraz. Troszeczkę. Jednak to była rzecz martwa, a nie jak jego ukochana psinka - żywa istota pełna emocji, które przelewała na swojego właściciela! Ale tak z dobrego serduszka postanowił tego nie skomentować. Albo po sprostu wciąż trzymała go ta szczypta nostalgii. Ale o ile traktowanie piłki jak dziecięcia jeszcze jakoś OCIUPINKĘ rozumiał, to tej jakże wielkiej i dzikiej ekscytacji koszykówką już nie. Powiedzmy, że to nie była jego piłka po prostu, hehe (ale głupki suchar). Ale niezależnie od swojego zdania skinął tylko powoli głową na jego słowa: "tak, przyjąłem do wiadomości". Jego twarz przybrała nieco zamyślony wyraz.
- Tak, wyglądam jak albinos. Może być. - odparł z zaskakującą jak na siebie obojętnością. Skoro nie potrafił zapamiętać jego wspaniałego imienia no to proszę bardzo! "Albinos" mu nie wadziło. A przynajmniej teraz, bo jeszcze jak wpadnie w jakiś wybitnie zły nastrój to mu się coś zmieni w rozumowaniu i co wtedy? Od zachcianki do zachcianki czy coś takiego. Asherowe ślepia wciąż były wpatrzone w Olbrzyma, jednak posiadały ciut nieobecny wyraz. No ale proszę, proszę, coś się tak wzruszył, Wielki Człeku? Oh. Skoro próbuje go zrozumieć, to tym bardziej można przemilczeć temat koszykówki. Tak, to na pewno nie był najlepszy temat do rozmowy dla tej dwójki. W końcu Asher za tymi grami nie przepadał, a oprócz tego jego znajomość takich sportów była bliska zeru. Ale za to kuchnia... mmm, jedzenie go interesowało. Sam nie potrafił gotować, dlatego tym bardziej doceniał dobrze przyrządzone żarełko. I nieraz wpadał sobie żreć do Satou... hehe. He. Do klubu gotowania też należał, ale chyba już stracił nadzieję na to, że nauczy się czegoś choć odrobinę bardziej skomplikowanego do przyrządzenia. Teraz zazwyczaj podjadał, skubaniec jeden. O, JEDZENIE to był GENIALNY POMYSŁ NA TEMAT. Oh yeeeeah.
- Skoro jesteś z Anglii, to może przestawimy się na mówienie po angielsku? Tak wygodniej. - rzucił od razu z takim... całkiem sporym ożywieniem, no! Co prawda gadanie po japońsku to był zawsze swego rodzaju trening, ale jednak nieczęsto Asher miał okazję gadać z jakimś gościem z Anglii. Tak czy inaczej nie czekał na odpowiedź - zaczął już gadać w swoim języku: - Fish and chips jest proste, ale to jedno z moich ulubionych. - Może właśnie dlatego, że było proste...? I nie musiał sobie wyobrażać jakich skomplikowanych sposobów przyrządzania trzeba używać i... oh, stop. Po prostu lubił to jeść. Nie zagłębiajmy się. - Jeszcze trifle, sponge cake, sunday roast... - Zacisnął na moment usta w wąską linię. - No kurwa, ale teraz zgłodniałem, GEEZ! - jęknął głośno z jakże wielkim ubolewaniem. Tak, popisał się kulturką, ale co z tego - zdarzało mu się przeklinać. Aż z wrażenia połknął gumę. Chaos uważnie na niego spojrzała.
Miał teraz ochotę wszystko spakować i wracać do domu, by mamusia z pomocą służącej mogła mu przyrządzić jakiś super-duper-mega obiad składający się z kilku dań. I jeszcze jakieś desery. I... oooooh, jak on nagle, tak momentalnie zgłodniał. To aż bolało. To chyba odbierze mu dodatkowo trochę trzeźwości w myśleniu, yep. Wodził moment po sylwetce chłopaka rozkojarzonym wzrokiem.
- Eh, co...? A, tak. Dobra, rozumiem. Jasss... co, nie, to nie są soczewki. - Potrząsnął lekko głową, by otrząsnąć się jakoś z tej swojej chcicy na żarcie. Słabo mu to poszło. To tak nie działa, Asher, ups. - Zobacz. - Wpatrzył mu się prosto w ślepia, a zaraz jego własne oczęta przybrały barwę... no, stały się kolorowe. Można było je teraz porównać do tych barwnych kamyczków - opali. W dodatku tych bardzo-bardzo pstrokatych. Jak już pokazywać jakąś sztuczkę z oczami, to czemu nie machnąć od razu kolorków na fulla, nie? Choć w tym momencie to aż dziwne, że nie przemienił się w jakiegoś hotdoga czy coś, haha. Myślał teraz o żarciu aż nazbyt intensywnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boisko    Wto Sty 17, 2017 4:32 pm

... Inaczej sprawa ta - egocentryzmu - ma się u wielkodusznego, ciepłego i troskliwego Dustyego, który jest ucieleśnieniem dobroci, empatii i czystego, bezinteresownego altruizmu. Tak, Gigant ten był nie tylko duży, ale miał też równie ogromne serce, które gotów był oddać w imię przyjaźni lub też miłości. Owszem, nie był to podarunek dla wszystkich - Foxy często myślał o innych i rozwodził się nad tym, co będzie najlepsze nie tylko dla niego, ale też reszty drużyny bądź też grupy. Startował w końcu na reprezentanta ludzi w swej klasie; nie był jeszcze przewodniczącym, ale jak mało kto się do tego rzeczywiście nadawał. Zresztą, nie miał też problemu z rozszyfrowaniem myśli drugiej osoby, a żadna tajemnica nie umykała jego uwadze. Zwykle robił swoje małe dochodzenie bądź też najzwyczajniej w świecie pytał o to i tam to lub też wysuwał własne wnioski po małej analizie otoczenia czy też ów enigmatycznej postaci. Bardzo lubił testować czyjąkolwiek psychikę - wcale nie w imię nauki, a poprostu chęć zaspokojenia własnej ciekawości. A w tym był naprawdę wybitny; dociekał wnet wszystkiego, nawet wtedy, gdy nie było tego po nim widać. Nie, ależ skąd, starał się nie okazywać zainteresowania swemu... "podmiotowi" "badań". Dusty Fox należał do osób tym bardziej szlachetnych, możliwe nawet, że posłusznych, jednak na jego "uległość" trzeba sobie jakoś zasłużyć. Większość jego działań była kierowana z myślą o innych, co niestety niekiedy hamowało go i jego potencjał. Nie oznaczało to jednak, że nie był stanowczy; był, a zarazem charakteryzował się silną niezależnością i asertywnością. Na boisku i podczas treningów wydawał się trochę nadpobudliwym, jednakże piekielnym przewodniczącym, rygorystycznym i wymagającym nawet od początkujących skomplikowanych trików i sztuczek. Był i owszem cierpliwym nauczycielem, gotowym pokazać krok po kroku co i jak, a nawet gdzie, preferował jednak profesjonalność i ludzi takich jak on - z pasją do gry. Wierzył w moc gry zespołowej, gdzie każdy z graczy potrafi zrozumieć się bez słów, wykonując to, co zostało im przykazane. Fakt, że Dusty sam uważał się za egoiste, to inna sprawa - mówić mógł se wszystko, ale do poświęceń w imię wyższego dobra gotów był, tym bardziej, gdy chodziło tu o kogoś naprawdę mu bliskiemu. Czy ten stojący przed nim typek byłby gotów przebić swoją dumę ratując kogokolwiek z opresji? Cóż, Wolf nie wyglądał mu na takowego. Gdyby rozpętała się jakakolwiek wojna, prawdopodobnie pierwszy znalazłby się w schronie, bądź ewentualnie zostałby jedną z pomocnic medycznych; ale to już w ostateczności. Niee, Wielkolud poprostu nie widział tego typu ludzi, potworów czy też mieszańców - nieważne - w bardziej ryzykownych sytuacjach. W grę wchodziło tylko ratowanie własnego tyłka, ewentualnie przy dobrych wiatrach rodziny, o ile ten młodziak ową posiadał. No, pewnie jeszcze psa by wziął pod pache, ale zwierzęta nie bardzo się do tego liczą. Tia, prawdopodobnie Asher nie zasłynąłby jako bohater ludowy, narodowy czy też rasowy. Oj nie nie nie. Jeżeli o Giganta chodzi - zero wahania się. I to się nazywa facet! - tak przynajmniej myśli Dusty - a nie pizdeczkowata księżniczka od siedmiu boleści. No dobra, dajmy szansę wilczkowi się wykazać... Za może jakieś dobrych parę lat... Kiedy to faktycznie będzie kryzysowa okoliczność. Może jednak zdąży do tej pory wydorośleć. A może to jakaś dziwna zagrywka, na popisywanie się "jaki to ja jestem wspaniały", byleby uciszyć swe kompleksy lub podkarmić własne ego? Czy on w ogóle posiadał jakikolwiek, choćby najmniejszy kompleks? Póki co Dusty spostrzegł się, że wizualnie nie ma się czego wstydzić, jednak nie każdy kompleks jest związany z wizerunkiem, racja? Może to jakaś psychiczna słabostka, której na pierwszy rzut oka nie widać? Okej, tak, Lisiasty pochłonął się rozmyślaniem nad słabym punktem stojącego przed nim pięknisia, nad jego reakcją na wojnę i jeszcze parę innych nikomu nie przydatnych pierdół. Zajebiście Dust. Jednak trzeba przyznać, że Asher Wolf, ten drugoroczniak nieco zaintrygował czerwonowłosego; głównie przez "ten nieznośny typ seksi nastolatka", jak to nazywał Dusty. I nie, nie miał teraz żadnych złych myśli związanych z tym gościem - seksi, bo on - ASHER - myśli, że jest seksi okej? Znaczy, skoro jest aseksualny to może poprostu nazwijmy go em, sztuką. Mówiąc też o altruizmie... Nie ciężko było Dustyego do pomocy przekonać. Asertywność asertywnością, jednak - okej, Foxy sam sobie zaprzecza - jak niby miałby odmówić słodkim kotkom? Toteż zwykle ze sobą nosił kocimiętke... Z myślą o pewnej kici, no nieważne. Ale potem i tak do tego elementu wrócimy. Dusty Fox, z klasy trzy jeden badawczo przyglądał się swemu rozmówcy, uważnie i z typowym dla niego skupieniem. A mimo wszystko wzrok ten wydawał się być nieco obojętny, znużony, może nawet i lekceważący. Oho, jak się młody skurczybyk pręży i prostuje, jakież to dumne (majestatyczne w cholere!) stworzenie. No, dobrze, że jeszcze do Giganta z pięściami nie skacze krzycząc "dawaj na ring!". To by już napewno Styego udusiło na śmierć... Ze śmiechu, rzecz jasna, ze śmiechu. I tylko z tego, tak właściwie. Gdyby tylko chciał, mógłby go jednym palcem zabić... Znaczy się, pssst, on nadal nie wie, że to potwór. Więc nawet nie wie jak wiele teraz ryzykuje mówiąc w ten sposób. Jako, że nadal mierzyli się swymi spojrzeniami, Dust postanowił swym bystrym i spostrzegawczym ślepiom nadać bojowiczego charakterku; ściągnął brwi, a jego bazyliszkowe patrzałki wgłębiły się w dusze Ashera, najprzód to wwiercając się w źrenice czerwonookiego. Jako, że był człowiekiem mógł wydawać się niezbyt przerażający, jednak jego sylwetka oraz szeroko rozstawione ramiona niczym do ataku mogły dawać sugestywnie dać znać, że z tym zawadiaką się nie pogrywa w takie gierki. Stał oczywiście pochylony, z deczka przygarbiony, starając się utrzymać kontakt wzrokowy na mniej więcej tej samej wysokości. Wyszczerzył się potwornie, a jego zygzakowate, ostre jak szpikulce zęby nieco przeczyły jego człowieczej naturze... - Bawimy się w to "kto pierwszy mrugnie"? Uwierz mi. Jestem w tym niepokonany. - przerwał narastającą ciszę, a cały klimat poszedł się rypać. Mimo to dość szybko zamrugał, jak gdyby przecząc poprzedzającym to słowom. - Huh, wygląda na to, że wygrałeś. Dobrze, że nie postawiłem wszystkich swych pieniędzy, bo byłbym tera bankrutem, hih. - zachichotał tak, jakby opowiedział dobry kawał... Albo jak gdyby cała ta sytuacja była świetnym żartem. Jeżeli znów przechodzimy do tematu seksualności... No cóż. Czym był według Dustyego aseksualizm? Niedołężnością. Bo jak, do jasnej cholery, można nie lubić seksu?! Toż to absurd! Tym bardziej nie spodziewał się czegoś takiego po tymże wilkołaku - przecież to jest ożywiony Jezus tych wszystkich mokrych nastek, a ten tutaj tak poprostu mówi, że jest aseksem; daje znać, że rezygnuje z tych wszystkich pannic, które bezpretensjonalnie wskoczyłyby mu do łóżka. Co z tym gościem jest nie tak? Dusty co prawda chwalił się "kolejką" jednak po prawdzie, nie było to do końca zgodne z prawdą, troszeczkę naciągnął rzeczywistość... Ale, huh, miał jakieś tam swoje przeżycia i doświadczenie, niekiedy nawet na jedną noc, a wypady na prostytutki to jego codzienne gimnazjalne życie. Nie wspominając też o tym, że jego pierwszy nawet nawet profesjonalny klub miał swoją klubową... No, nałożnice. A teraz stał przed mokrym snem wielu dziewczynek, który jak się okazuje jest zarówno dziewicą jak i prawiczkiem. Usta Dustyego znów niebezpiecznie się zacisnęły, jakoby miał wybuchnąć kolejną salwą chichotu, a może nawet gromkiego śmiechu. Zamiast tego przetarł łzawiące już oczyska. - Bullshit. To tak jak oprawić ładny obraz w ramkę i nawet nigdzie go nie powiesić. Lub też... Tak, jak nie odbijająca się piłka, którą i tak nigdy nie zagrasz. To tylko takie gadanie, uwierz mi. Poprostu pewnie się wstydzisz, że ktoś tak seksowny i doświadczony jak ja się tobą zainteresował, banał. Miałem już doczynienia z czymś takim... A jak posmakowali to krzyczeli, że chcą jeszcze. - parsknął, najwidoczniej nieprzekonany przez niższego chłopaka. Chociaż miał prawo być wstydliwy. Dziwne tylko, że nie zaczął się jąkać z dziewiczym rumieńcem, zwieńczając swą odpowiedź "b-baka!". Cóż za rozkoszność, hehe. - Czy to tylko taka przykrywka na fanów i Hot trzynastoletnie fanki nie noszące nawet staników, ewentualnie rozmiar wklęsłe A, hmm? To też jakiś plan. Ale wiesz, nie musisz się wstydzić dziewictwa. Jednak wiesz, po kimś takim spodziewałem się tego, że przeleciałeś całe gimnazjum i pół liceum, lolz. Cóż, ucieleśnienie Casanovy, możesz mieć każdą i każdego, a ty rezygnujesz z tego w imię, no nie wiem. A może wyznajesz zasadę "jestem ósmym cudem świata, oni nie zasługują na kogoś takiego jak ja"? Ach, taki młody... Nieskażony... Niewinny. Pomyślałby kto. - pokręcił głową z widoczną dezaprobatą, jednak no cóż, nie mógł za nikogo decydować. Ale seeeeeeeeksssssss to część życia, jak można bez tego żyć?! Gaah!

Już otworzył swe usta by coś powiedzieć, kiedy to białowłosy rzucił coś w stylu "coś tu nie pasuje", jednak słowa zastygły mu na języku wręcz. No cóż, chwilę potem Asher i tak wyjaśnił o co mu chodziło. Ależ z niego rozkapryszona księżniczka od siedmiu boleści! Książę, księżniczka, cokolwiek, jaką niby różnice stwarza teraz płeć? W końcu Dusty i tak nie spoglądał na to, co w gaciach ma druga osoba,... Bo, może mieć tam macki aka cthullhu, co go to niby obchodzi? Właściwie... Jak Fox sobie nie zwalił lub nie włożył, to bolały go jajka... Czy ten to tutaj jest typem masochisty? Chętnie by się spytał o te rzeczy, ale to przecież dla niektórych taki dość kompromitujący temat, lub jak to tam się mówi... Tabu. Dlatego też, no, nie wypada poruszać czyjejś prywatności w właśnie... TAKICH kwestiach. - Tak? Szkoda tylko, że nie wiedzą, że twój konar nie zapłonie, hehe. Chociaż ja też miałbym już dość uganiających się za mną płaskich jak decha krasnali z IQ... Och, sorra, uraziło cię to? Wiesz, czasem zdarza mi się palnąć jakąś głupotę. Ale z tego co widzę to nie za bardzo cenisz swoje faneczki co? - lekkość, z którą to powiedział zaskoczyła nawet go samego. Cóż, powinien być chyba ostrożniejszy, hę? Nie chciał psuć sobie dnia jakimś fochniętym, naburmuszonym nastolatkiem. - Naaaah, marnujesz się chłopie. Ale jeszcze zmienisz zdanie pewno nie raz, raczku. Lub rybko. Lub baranku. - Oczywiście nie miał złych zamiarów z tym słodzeniem; pobłaźliwe zachowanie względem niższych od niego to jedna z jego moralnych norm, tak już to bywa, że wszystko co małe jest piękne, puchate i słodkie, hehe. - Właściwie to wilczku. Huh, podboje, huh. Chyba trochę słabo się przedstawiłem. Dusty Fox trzy jeden, biseksualny ekspert w podrywaniu i zaciąganiu do łóżka bez zobowiązań słodkie rope bunny, wiesz, jestem riggerem i takie tam, jedyny prawdziwy samiec alfa wśród tych wszystkich submissive leszczy. NIKT mi nie ucieknie, przeczytałem wszystkie poradniki "jak skutecznie podryw" No, teraz brzmi to lepiej. - ten błyskotliwy, powalający uśmieszek. Taki, od którego chce się temu durniowi sklepać mordę. Głupawy, ale w pewnym sensie uroczy, czy cosik. No, ten typ popisującego się chłopaka o którym myślisz - "dureń jakich mało", ale jednak przyciąga twą uwagę nazbyt często i koniec końców lądujesz naga/nagi w jego łóżku, w akompaniamencie towarzyszącym wam słodkich pojękiwań, a on pomrukuje z rozkoszy od czasu do czasu krzycząc twe imię z tym niesamowitym, świszczącym, przerywanym oddechem jakoby najwspanialsze słowo na świecie... I ten lekki rumieniec, który okala jego twarz, kiedy to spod gęstych, ciemnych rzęs spogląda w twe oczy tak, jakby były najpiękniejszymi kryształami na całym Bożym świecie... Całuje cię delikatnie, wychwalając twe wdzięki i ostrożnie, jakbyś był(a) największym darem od losu przechodzicie do rzeczy, jego dłonie niewinnie błądzą wzdłuż twego ciała i!... Oooookej, stop, stop proszę. Nawet nie wiem skąd to wszystko się wzięło do jasnej ciasnej okej, to moje palce, tak, to moje palce! Afxrghhs. - Po co marnować swoje ciężko zarobione pieniądze na jedzenie. Pójdę na dziwki. Tobie też mogę postawić. Nauczę cię gdzie jest punkt G, jak zaciągać do łóżka, najbezpieczniej będzie, jeżeli... - Taaaak Dusty, mój mentorze, nauczaj! - Hej, jesteś wilkołakiem? Coś niemrawo i niewilczo wyglądasz djuuud. Myślałem, że wilkołaki są... Że one... Mają futro... I w ogóle, wyglądają jak dwunożne wilki. I że szczękają lub warczą. Eeek. Gdzie twoje uszy, ogon, cokolwiek? Żarty sobie ze mnie robisz? Nie jestem naiwny! Czekaj... - chwila zamyślenia - Jest jedno wyjście byś wyglądał ludzko. Jesteś mieszańcem, zgadłem? Albo rzucasz iluzje optyczną by wtopić się w tłuuuuum... Tylko po co? To szkoła dla potworów... No i ludzi też, jasna sprawa. - przewrócił oczami. No okeej, trochę zainteresował się tym tematem, więc ożywiony postanowił, że zada mu parę pytań; tak poprostu, może czegoś się nauczy. - Czy wilkołaki linieją? Czy potrafisz drapać się tak słodko za uszkiem? Czy wilkołaki mogą porozumiewać się ze zwykłymi wilkami bądź psami? W końcu pies też udomowiony wilk. Właśnie! Czy gdybym cię dajmy na to udomowił, byłbyś wilkołakiem czy psołakiem? Czy wilkołaki śpią w dzień, a żyją w nocy? Wilki to w końcu nocne zwierzęta co nie? Czy wilkołaki mogą być chore na wścieklizne? Słyszałem, że jeżeli ugryzie cię wilkołak to też nim będziesz. Czy jeżeli byś mnie ugryzł stałbym się takim wilkołakiem? Czy podnosisz nogę, kiedy sikasz? Obwąchujecie się na powitanie lub liżecie zamiast całować? Czy wilkołaki są jadalne? Boicie się srebra? Czy... Czy wilkołaki... - dramatyczna pauza - czy wy jadacie ludzkie mięso? Jeżeli tak... Jak smakuje człowiek? Gdybyś był głodny to byś mnie zjadł?... - tak, te pytania i prawdopodobnie parę innych zasypały, niczym lawina śnieżna, biednego Ashera. Biedny był przynajmniej z tego powodu, jednak trzeba przyznać, że Fox naprawdę chciał znać na te czasem głupie i idiotyczne pytanka. Jego patrzałki utkwiły swe spojrzenie w albinosie, co nieco uwydatniło jakoby lekkiego zeza, czy coś w ten deseń. Tak, zezował na Ash'a, a dokładniej na przestrzeń między jego oczami zwaną czołem. Po jakimś czasie jednakże leniwie odchylił się do tyłu, rozciągając się i prostując plecy. Powrócił na moment do swej wysokiej formy, ale chwilę potem znów się nad nim pochylił niczym nad małym dzieckiem. Jako, że pozycja ta mocno mu dokuczała (wypięty tyłek - lepiej nie ryzykować, by ktoś tam coś włożył przez przypadek), z tego też powodu usiadł po turecku w miarę swych możliwości. Długie ręce oparł łokciami o kolana, a prawą dłoń ułożył pod podbródkiem, natomiast lewa luźno zwisała. - Okej. Nadal próbuje zapamiętać twe imię ale wybacz; pamiętam raczej twarze, niż imiona, którymi obdarzyli ich rodzice.

Pokiwał z wolna głową, jak te pieski maskotki w autach mają w zwyczaju. Zamknął też oczy i ogólnie znieruchomiał, jakby to właśnie uciął sobie drzemkę w tej niezręcznej pozie, kompletnie ignorując swego towarzysza. Po chwili jednak równie leniwie rozwarł ślepia, a powieki niczym kurtyny powolutku przesunęły się ku górze. W tym też tempie pojawił się nieustępujący jego postaci uśmiech. Ogólnie tempo, w którym wszystko wykonywał było irytujące, trochę przypominało takie zaspanie... - Jasne. Aż przypomniała mi się Anglia... - odparł z ogromną namiętnością wyrzucając z siebie te zdanie. - Jestem lingwistykiem, wiesh? Powiem Ci coś po polsku, hehe. Kurwaaaaaaaaaa. - nadal z tym zmęczeniem, chichocząc jak... Jak debil poprostu. - Albo to. Вы прыгожыя, прыходзяць ебать(Vy pryhožyja, prychodziać jebat́), hehe. Ale angielski jest spoko, a jak swój na swego trafi to i na piwo można wyskoczyć hehehehe. - puścił mu oczko - Spotted dick też lubię, albo i... Hej, sunday roast też jest spoko. Szczególnie podawane z Yorkshire pudding, yummy. Hmm, głodny? Ja też. I nawet nie próbuj mnie zjeść, bo... Em. - mówiąc to zaczął grzebać w swym plecaku w poszukiwaniu czegoś, czym mógł się obronić. Wszystko co znalazł rzucał na bok, robiąc mały bałagan - Zaraz to posprzątam! - rzucił prędko swym zapewnieniem. Gigant zdecydowanie szukał czegoś... Czego znaleźć nie był w stanie. Kocimiętka (dla Felciaka!), telefon, notatnik, gumowe j*badło (a co, że niby ręka ma mi wystarczyć?!) - to szybko schował obficie się czerwieniąc i przygryzając wargę,..., parę niepotrzebnych rzeczy iiiii! Jest! Ciastka! Sprawdził jeszcze tylko datę ważności. Cóż, termin był jeszcze ważny, więc czemu nie? Postanowił jednak nie być tak chamskim żydem jak Asher ze swoimi gumami (nic nie szkodzi, i tak by odmówił - nie przepada za nimi zbytnio tak czy inaczej), więc potrząsnął opakowaniem zachęcająco. - Poczęstujesz się? - powiedział bardzo uprzejmym, nieusilnie miłym tonem. Sam również chwycił jedno z ciastek łapczywie, najprzód zlizując wierzchną warstwę, a następnie przełykając wnet całe ciasteczko; duże nie było, a on przełyk miał spory, duże rzeczy się tu zmieszczą (huhuhuhu). Wciąż jedząc słuchał uważnie czerwonookiego. - O jaaaaaaaa! - zawył prawie, wpatrując się w te cudne oczki - Co za bajer! Soczewki zmieniające kolory?! Mój brat miał podobne, zmieniały się pod wpływem temperatury ciepła - zimna, ale to????!!!! Musiały kosztować cię majątek co!!! To jest!!! O kurcze! - wykrzyczał, wstając na nogi z tejże ekscytacji. Wciąż na jego buzi błądził delikatny rumieniec, który jeszcze nie znikł. I wtedy przypomniał sobie, że Asher jest po części wilkołakiem... Jego radość osłabła, a on powiedział smutno: - Więc, uh... To część twojej wilkołaczej natury, tia? To nie są soczewki? Argh. Myślałem, że... - westchnął nieco zmarkotniały. Po chwili dodał: - Ładne te twoje oczy. Ja umiem robić tylko tak... - no i wtedy... Um, poruszył uszami, chyba? - Ruszanie uszami, jakbyś nie zauważył co takiego wyjątkowego. Taka tam pierdoła.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boisko    

Powrót do góry Go down
 
Boisko
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sayamino School For Monsters And Humans :: Szkoły :: Sayamino :: Podwórze-
Skocz do: