Sayamino School For Monsters And Humans

Szkoła średnia dla potworów i ludzi, której założycielem jest pan Sayamino Haru.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dziedziniec

Go down 
AutorWiadomość
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Dziedziniec   Pią Lis 18, 2016 8:13 pm

Przestronny plac pełen ławek, drzew, zieleni i świeżego powietrza. To tutaj uczniowie Sayamino odpoczywają lub przegrupowują się podczas przerw. Niektórzy wybierają się tutaj samotnie, obserwując w zaciszu niesamowity widok - tak, dla takich wrażeń czasami warto jest chodzić do tego liceum, a trele tutejszych ptaków uspokajają burzę myśli w młodocianych umysłach i działają kojąco na nerwy lub też stres. To zdecydowanie ulubione miejsce pobytu w młodzieży w tej całej szkole - łatwo jest tutaj poczuć cień swobody, a nie jedynie przymus to wkuwania wszystkiego, co na tablicy napisze nauczyciel. Jedne ze spokojniejszych zaciszy sprzyjających relaksowi i odpoczynkowi od gwarnych, szkolnych korytarzy. Choć trzeba przyznać, że i tutaj niekiedy bywa głośno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Sty 07, 2017 12:32 pm

Cóż, ludzie chyba jeszcze nie przywykli do jego niecodziennego wzrostu, prawda? Mogą dawać mu ukryte spojrzenia, ale on doskonale wie, o co im chodzi. To krępujące, że wystarczy być nieco... Wyższym, by zwrócić na siebie uwagę tak wielu osób. Syknął cicho w kierunku powoli przechodzącego chłopaka, prawdopodobnie z pierwszej, otwarcie i bezczelnie wpatrującego się w niego. Ten wystraszony szybko się spłoszył uciekając z krzykiem. Bardzo zabawne, jak oni wszyscy reagowali. Przecież Dusty ich nie zje, nawet gdyby chciał. A ostatnio rozmyśla nad tym co raz poważniej - nie żeby coś, poprostu miał już dość nieznajomych mu ślepi wlepionych w niego w gorszący sposób. Odetchnął jedynie, mrużąc piwne, albo właściwie - aktualnie - szkarłatne ślepia. Co jakiś czas stawał w miejscu, rozglądając się dookoła. Jego znajomym może nie było trudno go dostrzec, jednak w morzu tych niewielkich, drobnych postaci trudno było wypatrzeć tą jedną, konkretną. Chyba lepiej będzie, jeżeli pozwoli sam się odnaleźć, aniżeli miałby tułać się z kąta w kąt z tym przeraźliwym, hipnotyzującym wzrokiem lystrującym każdego z osobna znajdującego się na dziedzińcu. To nie należało zdecydowanie do jego najulubieńszych zajęć, tym bardziej, że większość z nich i tak była w dużej mierze do siebie podobna. No ale w końcu to Azja. Fakt, że dużo tu obcokrajowców, wciąż jednak większość z nich była niska i ledwo sięgała mu do mniej więcej łokcia. Miał prawo czuć się więc nieco innym, nie traktował to jednak za wadę. Był doskonałym punktem orientacyjnym dla swoich przyjaciół, a znalezienie go wcale nie było trudne; zwykle wystarczył rzut oka po okolicy, by go spostrzec. Ziewnął, przeciągając się, co nadało mu charakteru Godzilli. Jego wzrost budził respekt, ale również strach - tak czy siak, był idealnym obrońcą dla swoich dobrych znajomych i tylko niewielu było w stanie mierzyć się z tym monstrualnie gigantycznym młodzieńcem. Na wrogich mu i jego bliskim działał jak straszak, niczym super ultra repel na pokemony (jedna z jego ulubionych gier). Cóż, był najprawdopodobniej najwyższą osobą w szkole, o ile nie jedyną. No dobra, bez przesady, znajdzie się parę nieprzeciętnie wysokich, jednak wciąż znacznie od niego niższych. Tak więc może szczycić się swoim tytułem dość długo. Szkoda tylko, że nikt nie przewidział, że przydadzą się nieco wyższe drzwi; Dusty zdążył już nabić sobie parę guzów przez lekką nierozwagę, no cóż.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Sty 07, 2017 3:18 pm

Ałć. Tak, Hikari znów upadła na ziemię potykając się o własny cień. Matko jedyna, co za fajtłapa. Nawet chwili nie może wysiedzieć spokojnie bez nadzoru znajomych, bo za moment sobie coś zrobi. No cóż, już się urodziła taką pokraką z dwoma lewymi rękami i nogami, nic na to się nie poradzi. He? Jej zeszyty leżą na ziemi, a z piórnika porozsypywały się rzeczy. ''Osz ty ciamajdo, upuściłaś swoje rzeczy w chwili upadku i tak cię dziwi syf, który właśnie w tej chwili zrobiłaś?'' Krzyknęła sama do siebie w głowię i szybko wzięła się za sprzątanie tego bałaganu, który narobiła. Szybko szybko. Musi się pośpieszyć. Ktoś czeka na nią na dziedzińcu. Dziewczyna wrzuciła wszystkie zeszyty i piórnik do swojego plecaka. Zrobiła to dość niedbale jak na nią, wszystko było porozwalane, a przybory z piórnika oczywiście powywalały się i latały po całym plecaku. Hikari biegiem ruszyła ze szkolnego korytarza prosto w kierunku dziedzińca. Zapomniała jednak najważniejszego. Coś wypadło jej jeszcze poza zeszytami i piórnikiem. Był to jej telefon komórkowy leżący pod śmietnikiem.
Po wydostaniu się z budynku szkolnego Hikari nie musiała za długo się rozglądać, by odnaleźć wzrokiem wysokiego jak latarnia Dustyego. Już miała ruszyć do niego biegiem, jednak potknęła się o własną nogę i znów upadła na kolana. Szybko skontrolowała stan swoich zakolanówek. Na szczęście nie były podarte. Może i tym razem obejdzie się już tylko na samych posiniaczonych kolanach. W sumie ona praktycznie nigdy nie ma ich nie posiniaczonych. Umiejętność bycia fajtłapą jej w tym przeszkadzała. Przecież ona co chwilę wywalała koziołka na ziemie. To nogami, to rękami, to twarzą. Wyglądała w sumie jak pobita, jakby sytuacja w domu nie sprzyjała jej. Wszystko jednak zawdzięczała samej sobie z powodu bycia okropną ciamajdą. Tym razem nie biegła, postanowiła trochę bardziej uważać, dlatego też do Dustyego podeszła dość powolnym krokiem mając wbity wzrok w ziemie. Każdy krok stawiała tak powoli, że gdy jedną nogę trzymała w górze chwiała się na boki. Koniec z wywracaniem się.

BUM.

Oh, wpadła na kogoś. Jak nie wywalanie się, to nieuwaga podczas patrzenia pod nogi. Na szczęście nie był to nikt nieznajomy. Był to po prostu Dusty. Dziewczyna odskoczyła lekko zaskoczona zderzeniem z chłopakiem i spojrzała w górę, na jego twarz. W sumie nieźle zadzierała głowę by chociaż ujrzeć jego buźkę. Kiedy poczuła na nim swoje spojrzenie podrapała się nerwowo po karku uśmiechając się głupio.

- Wybacz, starałam się być ostrożna~

Wymamrotała odwracając wzrok.

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Sty 07, 2017 5:09 pm

Chłopak co jakąś chwilę sprawdzał godzinę. Cóż, termin delikatnie przesunął się w czasie. Może zapomniała o spotkaniu? Może spotkały ją jakieś niemiłe okoliczności lub poprostu ma dużo własnych problemów na głowie? Jakby tak było, pewno by zadzwoniła lub napisała, dając znać. To byłoby napewno logiczne w takiej sytuacji, chociaż on sam nie wiedział, co tejże dziewczynie siedzi w głowie. Lekko kręcił piłkę od koszykówki na palcu; wracał z dość porządnego treningu, do którego używał własnej piłki. Owszem, mógł pożyczyć tą ze szkoły, ale w takim wypadku nie mógłby jej teraz tułać ze sobą, na dziedziniec. To raczej pewne, szkoły raczej nie przepadają za wywlekaniem przedmiotów do niej należących poza teren tegoż budynku oraz poza jego obręb. Westchnął cicho, odbijając piłkę od betonowej, czy tam kamiennej posadzki, zastanawiając się nad pozycją swojej przyjaciółki. Czy się spieszy? Ciekawe ile razy zdążyła się wywalić? Cóż, trzeba przyznać, że jest typem urodzonej pierdoły, jednak wszystkie jej koziołki wciąż wykonywała z wdziękiem i z gracją. No nic. Czekał, i czekał, i czekał i nie mógł się doczekać, aż w końcu zobaczy znajomą mu twarzyczke. Ale nadal stał tam znieruchomiały, tylko jego ręka rytmicznie się poruszała odbijając brzegiem dłoni piłkę w odpowiednim momencie. Każdy ruch wymagał minimum wkładu z jego strony, wszystko było dokładnie przemyślone i starannie wykonane... W końcu, nawet koziołkowanie z biegiem czasu stało się mało interesującą rozrywką. Ile już tu czekał? Półgodziny? Coś koło tego, o ile nie więcej. Ale raczej trzydzieści minut. Zaglądanie na zegarek też mu zbrzydło, gdyż zmuszało go to do podniesienia nadgarstka na wysokość oczu jakiś pięćdziesiąty raz; tak więc upływ czasu wycenił na wyczucie. Kiedy tylko minęło kolejne dziesięć minut doszedł do wniosku, że znacznie lepszym rozwiązaniem będzie najzwyczajniej w świecie do niej zadzwonić... No więc, puścił sygnał, dwa, trzy... Spróbował zadzwonić jeszcze raz. Kiedy niczego nie usłyszał, a telefon automatycznie odrzucił nieodebrane połączenie, napisał ze dwa, może pięć sms'ów - na przestrzeni czasu rzecz jasna. W końcu schował telefon, który w żadnym stopniu mu się nie przydał. Nie otrzymał ani jednej odpowiedzi, a nie chciał też zasypywać jej skrzynki odbiorczej niepotrzebnymi "Pamiętasz o naszym spotkaniu?", "jesteś? "," Czy coś się stało?", "nic ci nie jest?" i tak dalej. Po chwili ponownie przeszedł do najrozsądniejszego w tej chwili rozwiązania; znów wrócił do zabawy swoją piłką. Ponownie odbijał piłkę o asfalt, to obkręcał ją wokoło na swoim palcu. Szkoda, że nikt nie wpadł na tor, by zamontować tutaj kosza do gry w koszykówkę - trening w takiej sytuacji byłby to bardziej efektowny sposób na podszkolenie swoich możliwości w tejże grze, a czas minąłby o wiele przyjemniej. No nic, nikt raczej nie był w stanie przewidzieć, że przybędzie taki Dusty, któremu nagle zechce się grać na dziedzińcu w kosza; właściwie, w jego opinii kosz do gry powinien być dostępny wszędzie, a zatem jego zdanie zbytnio się tutaj nie liczy. Pochłonięty rozrywką rozmyślał w ciszy, co spowodowało brak odzewu ze strony Hikari? Może coś jej wypadło, została przez kogoś zatrzymana? A może spotkała się ze swoją psiapsiółą i urządziły spontaniczny wyskok do galerii handlowej po ciuchy? W takiej sytuacji mogła nie mieć zbyt wiele czasu na powiadomienie o tym reszty znajomych, jednak nadal uważał, że mogła go uprzedzić, by nie stał w miejscu niczym kołek czekając na nadejście... Niczego. Żywiołowo i energicznie odbijał piłkę, licząc ilość odbitych od ziemi razy. Zajęcie to w końcu pochłonęło go niezmiernie tak mocno, iż nie był w stanie się od niego oderwać. Ludzie, którzy go omijali wpatrywali się w niego swoimi wścibskimi oczami, jednak teraz ich obecność go nie interesowała. Przynajmniej czas oczekiwania zleci mu szybciej, a jeżeli te młode dziewczę nie zjawi się za krótką chwilę, to najwyżej powoooli, bardzo powooooooli się oddali, oglądając się za siebie sporadycznie, gdyby jednak spóźniła się o ułamek sekundy.

I jebut.

Piłka wysunęła się spod jego dłoni, odskakując od niego z jakieś dwa, a może nawet trzy suse dalej niczym spłoszone zwierzątko. Piłka ta jednak nie poprzestała tylko na tym, albowiem po energicznych skokach lekko zatrzymała się na chropawej powierzchni i poturlała się kawałek dalej, pod nogi jednego z pierwszoklasistów. Jako, że był to atak z zaskoku, Dusty ledwo utrzymał równowagę; zachybotał się z lekka, jednak koniec końców pozostał w pionie. Obrócił się lekko, chcąc zidentyfikować sprawcę całego zdarzenia, kiedy to ujrzał znajomą twarz, a w następnej kolejności usłyszał znajomy głos. Jak się okazało, była to ona - tak, Hikari w końcu zaszczyciła go swoją obecnością, w nie byle jakim stylu zwieńczonym wejściem smoka, albo w tym przypadku smoczka. Schylił lekko głowę, wlepiając swe przenikliwe oczy w przyjaciółke. - Hej, Hiku. - odparł, a na jego twarzy z wolna pojawił się grymas wykrzywiony w szerokim, ukazującym jego błyszczące zęby uśmiechu. Chwilę stał w milczeniu, kiedy to zdecydował się zadać iście niebezpieczne pytania: - Wiesz, czemu nie odebrałaś? Dzwoniłem do ciebie z jakieś trzy, a może nawet cztery razy, o ile nie więcej. Nie wspomnę też o sms'ach. Myślałem, że coś Ci się stało. Znowu wyciszyłaś komórkę? Znaczy, wiesz, nic się nie stało, że się spóźniłaś, ale mogłaś chociaż puścić strzałkę czy coś w ten deseń. Tak poza tym, jak mija Ci dzień? Ja właśnie wracam z treningu z Hercegowiną.
Tak, nazwał piłkę.
Hercegowina.
Była to jego kolekcjonerska piłka z podpisem... Rozmazanym podpisem, nawet nie wiadomo kogo. Czy to jakiejś znanej osobistości koszykarskiej, czy może pijany Okiwa, który po pijaku ubzdurał sobie i wmówił Dusty'emu, że jest starą, emerytowaną gwiazdą sportu ubiegłych lat. To nie miało jednak znaczenia, ponieważ Hercegowina tak czy siak była Foxowi bliska. Właściwie to nawet nie spostrzegł się, że piłka sama wyprowadziła się na spacer po dziedzińcu.


_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 08, 2017 4:19 pm

Strach, jaki podczas zderzenia odczuł Dusty wpłynął na Hikari, która zareagowała na to dość głośnym piskiem. Cóż, jej moc jej czasem aż zbytnio przeszkadzała. Na szczęście szybko po tym chłopaczyna spojrzał na nią z góry. Wzrok, który Dusty wbił w dziewczynę wydawał się jej taki przyjemny, ciepły. W sumie zawsze przebywając z nim odczuwała dziwne ciepło, co musiało być skutkiem wpływu jego emocji na Hikari. Dziewczyna przecież wyczuwała silne emocje innych ludzi, jak wcześniej strach. Zaraz... Właśnie poczuła zmartwienie. Czyżby aż tak długo szła, że jej przyjaciel zaczął się o nią martwić? Co? Nieodebrane telefony, sms'y. Przecież nic nie brzęczało w jej kiszeniach. Możliwie wyciszyła telefon, albo wrzuciła go do plecaka. Cóż, później to sprawdzi. O, Dusty wracał z treningu. Ale skoro miał ze sobą Hercegowine, to gdzie ona teraz jest. Tak, wolała przejąć się bardziej piłką przyjaciela, niż własnym telefonem. Rozejrzała się szybko dookoła i lekko roztrzepała włosy, przez co jeden z kosmyków zaczął się jej komicznie podwijać do góry tworząc spiralkę.

- Wybacz, pewnie miałam wyciszony telefon~ Ewentualnie leży w plecaku. Przewróciłam się, rozwaliłam książki, rzeczy z piórnika i musiałam to wszystko posprzątać. Potem znowu się wywaliłam i zaczęłam iść powoli, bo nie chciałam podrzeć kolejnych zakolanówek. Mogłam zadzwonić, nawet miałam taki plan, ale telefonu nie było w kieszeni więc... Tak, pewnie leży w plecaku. A właśnie, gdzie jest Hercegowina? Ponoć byłeś na treningu, a z tego co widziałam odbijała się do grupki pierwszaków. Oh, to moja wina! Przepraszam! Wpadłam na ciebie i musiała wylecieć ci z dłoni! Naprawdę przepraszam Dusty!

Dziewczyna mówiła wszystko praktycznie na jednym wdechu z prędkością światła, a im więcej mówiła, tym głośniej. W końcu część z przeprosinami dosłowne wykrzyczała mu w twarz zginając się w pół. Ukłon na przeprosiny, jak mama uczyła. W sumie powisiała w tej pozycji dłuższą chwilę jeszcze mrucząc coś dodatkowego do przeprosin pod nosem, a następnie wyprostowała się i spojrzała na Dustyego z podgryzioną dolną wargą. Jej oczka zrobiły się kryształowe, a bąbelki łez tylko czekały, by dziewczyna mrugnęła, by zaś one mogły swobodnie spłynąć po jej policzkach. Naprawdę przejęła się taką drobnostką. W sumie było to u niej całkowicie normalne i Hikari dziwiła się, że jej przyjaciel znosi jej ciągłe płacze i lamenty. Cieszyła się jednak, że ktokolwiek z nią rozmawia, że tyle osób się z nią zadaje.

- Poczekaj, pójdę po nią!

Powiedziała praktycznie krzycząc i już chciała pobiec w stronę pierwszaków, by podebrać im piłkę spod nóg, gdy stało się coś, czego w sumie każdy mógł się spodziewać.

Jeb.

Znów upadła na ziemie. Czemu nikogo to nie zdziwiło?

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 08, 2017 7:07 pm

A więc to w ten sposób? No cóż, właściwie właśnie tego spodziewał się po niej Dusty. Potknęła się parę razy o własne nogi? Urocze i w pewnym zakresie nawet zabawne, jednakże niebezpieczne. Przecież mogła faktycznie zrobić sobie większą krzywdę aniżeli zadrapania, siniaki czy podarte zakolanówki. Czasem czuł się nieco jak opiekunka do dziecka, jednakże to wcale nie przeszkadzało mu w utrzymywaniu z nią kontaktów; to sympatyczna dziewczyna, jednak nieco niezdarna. Musiał jej jednak to wybaczyć, najwidoczniej to stale towarzysząca jej cecha, której raczej za żadne skarby się nie pozbędą. No chyba, że cały czas będą poruszać się w ślimaczym tempie, uważając na każdą nierówność w asfalcie, dziurę w podłożu czy niewielki kamyk wtłaczający się w tło. Niby nie głupie, jednak prawdopodobnie niemożliwe dla osiągnięcia nawet z dobrymi chęciami. Ona i tak pewno znalazłaby kolejny pretekst do zrobienia sobie nieumyślnej krzywdy. Tak czy siak, towarzystwo Hikari było bardziej miłe niźli nieznośne - owszem, niekiedy złościła go jej nieroztropność i nieuwaga, ale raczej dlatego, że się najzwyczajniej zamartwiał, niż dlatego, że miał wobec niej nieprzyjazne i pogardliwe odczucia. Odbierał ją nader pozytywnie, a nie miał zwyczaju łatwo zmieniać zdania, toteż o to, że ją zostawi tylko przez wywalanie się średnio co pół milisekundy bym go nie podejrzewała. Gigant poruszył się lekko, kiedy to sytuacja była już klarowna i w miarę spokojna. Otrząsnął się w miarę szybko po bolesnym zderzeniu, jednak chwilę potem zapomniał o bólu w... Plecach? Chyba plecach. Cóż, nieważne gdzie go walnęła, skoro ból minął wnet momentalnie. Zastanawiał go jej telefon, jednak postanowił nie ciągnąć tego tematu w nieskończoność - skoro mówiła, że potem na niego zerknie, to NA PEWNO to zrobi. Nie, Dusty wcale nie wątpił w to. Przecież jest to jeden z przedmiotów kontrolujących ten świat, a bez niego można poczuć się w tak dużym i zaludnionym miejscu jak to tak, jakby się było w dżungli, lub oceanie pełnym ryb. Co do treningu... Nie grał dziś dużo. Zaledwie trzy godziny przy koszu. Nie było poza nim póki co nikogo innego w drużynie, a wieczne odstawianie trików czy trenowanie rzutów do kosza z różnych odległości, wysokości czy wyskoków po jakimś czasie nawet najbardziej zapalonemu sportowcu mogłoby się błyskawicznie przejeść. Dlatego też trochę mniej zaczął poświęcać temu sportu uwagi, wciąż jednak wystarczająco dużo, by dążyć do perfekcji. W swojej starej szkole miał drużynę, bardzo zaufaną drużynę. Tutaj pozostał on sam, jedyny. Czy jeżeli będzie tak dalej, to czy zdejmą klub koszykówki? Dusty nie dopuszczał do siebie wiadomości, że pozbędą się tego klubu tak łatwo. Jest jeden zainteresowany, a z biegiem czasu znajdzie się na pewno również ktoś inny, racja? Klub gotowania, choć brzmi kliszowo jakimś cudem się przyjął, a więc... Niby czemu koszykówka mogłaby przestać istnieć? Znajdą się reprezentanci, może nawet się z nimi zakoleguje. Westchnął jedynie, kilkukrotnie mrugając, byleby strzepać ze swych powiek złe myśli. Znalazła się Hikari, cała i zdrowa... Lub też cała podrapana... Ale uśmiechnięta, przynajmniej póki co. Uśmiechnął się jeszcze szerzej niż ówcześniej, dodając se otuchy i próbując zakryć swoje zmartwienie. No, zdążył się przejąć dzisiaj już rekordową ilość razy, to jest dwa - raz o fiku miku Hiku i raz o swój ulubiony sport. Dwie miłe rzeczy (w czym jedno stworzenie właściwie), które przytrafiły mu się w życiu. Był już lekko zmęczony, co rzucało się w oczy; jego zmarkotniałe spojrzenie spowite grubymi, ciemnymi rzęsami wciąż posiadało swą ciepłą, nieodganioną głębię, momentami jednak było nieobecne lub smutnawe.

- Czyli tak naprawdę, zero nowości. Typowa Hiku zrobiła parę razy fiku miku po drodze. Oj ty sierotko Marysio, uważaj trochę bardziej na siebie, bo kiedyś naprawdę zrobisz sobie poważniejszą krzywdę niż te zadrapania czy siniaki. A zakolanówkami się nie martw, bo zakolanówki możesz kupić nowe, a drugiej takiej ciebie nigdzie nie dostanę. Wiesz, ty jesteś edycja emitowana. - zaśmiał się cicho, rzecz jasna w żartobliwym, niezłośliwym tonie. Mogło czasem się wydawać, że zbyt mocno się nad niektórymi rozczulał, ale tak naprawdę chciał jedynie rozluźnić sytuację i pokazać, że naprawdę się o nią martwił i że jej losy wcale nie są mu obojętne. Foxy pokiwał lekko głową, słuchając wywodu niezdarnej Hikari, a na jego twarzy błąkał się to delikatny, to większy uśmieszek, który ledwo powstrzymywał od przeobrażenia go w śmiech. Oczywiście, chłopaka rozbawił sposób, w jaki to niskie dziewczę o wszystkim opowiada i jak go przeprasza. Gigant wcale nie miał Hikari niczego za złe, a braku piłki w ogóle nie odczuł. Fakt, że była ona dla niego ważna, jednak to jeszcze nie było powodem dla strzelania na nią fochów, racja? - Och spokojnie, spokojnie, napewno za moment się znajdzie... Nie musisz się aż tak przejmować, to nie jest najważniejsze. Najważniejsze to to, że w końcu się odnalazłaś. Herca to mądra piłka, z pewnością się odnajdzie. - chłopak starał się uspokoić roztrzęsioną Chinatsu; nie chciał, żeby przez przypadek znowu wpadła w... Ach.

Wykrakane.

Upadła, no cóż. Podszedł jak najszybciej był w stanie, pomagając jej wstać. Biedactwo wyglądało tak, jakby miało się zaraz popłakać. Co zatem robić? Uśmiechnął się pocieszająco, schylając się lekko i delikatnie kładąc jedną dłoń na jej drobnym obojczyku, drugą zaś ułożył pod jej podbródek jakoby zmuszając ją do utrzymania kontaktu wzrokowego. Tak naprawdę nie kładł na nią żadnego nacisku, a dłoń pod jej twarzyczką była jedynie formą psychicznej podpory. Westchnął cicho, po czym jeszcze ostrożniej ją do siebie przysunął. W końcu postanowił zrobić jej "hopa", wciąż obchodząc się z nią niczym kruszyną, jak gdyby była płatkiem śniegu, który po zetknięciu z ogromnym gorącem nie wytrzymał i topniał. Jedna z jego rąk trzymała jej nogi, jednak nie czuła ścisku czy też dyskomfortu. Drugą przytulił ją do swojego torsu i serca. - Spokojnie Hiku-chan, już jest wszystko dobrze. Nie martw się niczym, naprawdę. Nie zamartwiaj się. Już, tylko nie płacz, proszę. Wiem, że tobie silnie udzielają się emocje innych, ale wiesz, mi też jest smutno kiedy tobie jest przykro. Już jest okej? Pójdziemy coś zjeść? Ja stawiam, rzecz jasna.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Sty 10, 2017 10:57 pm

Dziewczyna czuła się szczerze powiedziawszy jak ofiara losu. Zawsze się wywracała, a gdyby nie wiecznie pilnujący jej Dusty pewnie nie przeżyła by nawet dnia bez zadrapania. A ostatnio tak dobrze jej szło! Nie rozwaliła zakolanówek od 3 dni, toż to był nowy rekord! Cóż, chyba pisane jej było być całe życie ciotą, nic na to już chyba się nie poradzi. Dotyk ciepłej dłoni Dustyego.. Dziewczyna sama nie wiedziała dlaczego, ale wywoływał on w niej pozytywne emocje, które zaś łagodziły działanie tych negatywnych napływających z innych stron. Hiku podniosła się powoli z pomocą swojego czerwonowłosego przyjaciela i otrzepała kolana oraz kieckę z kurzu i brudu betonu. Zaraz.. Podarła zakolanówke! Wiedziała, że jej rekordowy czas żywotu tych długich skarpetek nie potrwa za długo. I tak żyły dłużej, niż się tego spodziewała. Nieco zła na siebie blond włosa spojrzała na uśmiechniętą buźkę Dustyego, a następnie znów poczuła jego dłoń, tym razem jednak na obojczyku, drugą na podbródku. Ta sytuacja była dla niej bardzo krępująca. Dziewczyna cała poczerwieniała. Co jak co, ale nadmiar pozytywnych emocji i cały dotyk innych ludzi czasem był zbyt no... przyjemny. Przecież.. Przecież to okropnie wstydliwe! Hikari zacisnęła na chwilę oczka, a z jej dłoni poleciały nerwowe iskierki oraz płateczki śniegu lądujące obok jej nogi. Nie topniały tak szybko jak zwykły śnieg, więc leżały tam dobrą minutę.

Zaskoczenie.

''Co się dzieje.''

''Dlaczego jestem u góry?''


Dopiero po dłuższej chwili Hikari zorientowała się, co właściwie się stało. Była zbyt zamyślona, by w ogóle zauważyć, że Dusty bierze ją na rączki jak pannę młodą. Jak wcześniej była lekko zaczerwieniona, to teraz jej kolor twarzy przypominał wręcz buraka. Jej drobne i leciutkie ciałko wydawało się takie małe w porównaniu do olbrzyma trzymającego ją w swoich objęciach. Hikari poczuła się niczym mały kamyczek pośród wielkich skał. Rzadko kiedy była trzymana tak wysoko na czyiś rękach, a zwłaszcza na rękach tak bliskich jej osób. Uspokajające słowa czerwonowłosego zawsze na nią działy z niewiadomych przyczyn. Z chwilki na chwilkę jej twarz robiła się coraz mniej czerwona, aż na jej policzkach pozostały już tylko lekkie rumieńce wywołane mimowolnie przez dotyk przyjaciela. Hm, jedzenie. Dobra sprawa, akurat była głodna. Już miała się zgadzać, jednak do głowy wróciła jej ważna informacja. Hercegowina. No tak, przecież ważna piłka Dustyego powędrowała pod nogi pierwszaków!

- Tak, już okej. Chętnie coś zjem, potem ci się odpłacę za to~ Zaraz... Herca! Przecież musimy ją odzyskać od pierwszaków. A co, jak ci ją skopią i nie będzie chciała się odbijać!?

Powiedziała.. Nie, znowu krzyknęła chłopakowi prosto w twarz i odwróciła się w stronę grupki młodszych kolegów stojących nieopodal pokazując na nich palcem. Wtem tłum chłopców się rozszedł jakby tworząc drogę dla kogoś ważnego, a Hercegowina w podskokach zaczęła odbijać się w stronę jej właściciela. Za nią podążał mały puchaty kotek, od którego aż biło słodkością, a jednocześnie też zdenerwowaniem. Jak te gnoje mogły dotknąć piłki Dustyego! Przecież to skandal! Kotek szedł dumnie co chwilkę popychając noskiem piłkę w stronę Hikari i czerwonowłosego, aż w końcu zatrzymał ją centralnie pod ich nogami. Kotek ten był niczym innym jak zwierzątkiem naszej drobnej dziewczynki spoczywającej własnie w objęciach olbrzyma. Z gracją i wdziękiem wykonał on wysoki skok i skoczył wprost na brzuszek swojej pani układając się na nim wygodnie przy okazji liżąc i Dustyego i Hikari po policzkach. Takie o przywitanie kotka. Hikari spojrzała na swojego pupila. Znowu miał narysowane brwi kredką. Co za niesforny kot! Mogła nie uczyć go tej sztuczki.

- Felcia~!

Mruknęła wesoło pod nosem dziewczyna, na co jej kotek zareagował krótkim miałknięciem i otarł się o tors trzymającego jej właścicielkę przyjaciela. Następnie polizała swoją łapkę i podrapała się po prawym uszku, które uroczo zgięła w dół.

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 15, 2017 4:29 pm

- Uh ah, piłka. Aj tam z piłką Hiku. - odparł, co było dość... Dziwne i dla niego nietypowe. Cóż, fakt faktem, że ów przedmiot ten był ważnym artefaktem dla Dusty'ego, ale jednak nie był aż tak istotny jak ten szkrab, który na rękach nosił. Powiedziałby jej nawet to, gdyby nie to, że jakąś chwilę temu już to zrobił, albo raczej dał jej znać, że jest od Hercegowiny ważniejsza. Co prawda druga taka piłka mogłaby go niemało kosztować... No i pozostawał jeszcze sentyment... Ale przecież nie rzuci się w kierunku piłki od koszykówki, zrzucając małą z rąk na tą twardą posadzkę... Na którą właściwie sama już kilkukrotnie się wywaliła. Ale tak czy siak, Dusty nie chciał spowodować kolejnego urazu u tej nastolatki z tak błahej sprawy jak ta piłka - znaczy się, błaha dla kogoś. Ale on także miał wyższe priorytety, tak jak chociażby zdrowie fizyczne jego przyjaciółki. A o to tutaj naprawdę trudno. Ważna piłka może i jest, a nawet póki co pierwsza (I jeszcze żyje!), ale nie jedyna na świecie - w porównaniu do tej niezdarki, którą miał aktualnie w swych ramionach. Wyglądała naprawdę rozkosznie, a przede wszystkim - była tu bezpieczna! Chyba, że zaczęłaby się mu na rękach wiercić. Ale, emm, upadek z tej wysokości to dla Hikari byłby już skok samobójczy. Chyba. No, może niekoniecznie, ale zażartować można. Tkwili tak przez chwilę, w tej uroczej sytuacji; dla kogoś z boku mogliby wyglądać jak para młoda, gdyby nie to, że zamiast sukni i garnituru mieli na sobie szkolne mundurki, co nieznacznie mogło psuć ten efekt niczym jak z obrazka. Ale wciąż mogli być w czyichś oczach parą, racja? Znaczy, nikt i tak zbytnio uwagi na nich nie zwracał; uczniowie chodzili prosto przed siebie, niczym widma lub zombio podobne cosie, jęcząc coś tam między sobą. Dusty nieco poprawił ręce tak, by zarówno mu jak i jego brązowowłosej koleżance było jak najwygodniej. No, teraz jest znacznie przyjemniej. Zamyślił się w sumie nieco, wpadając w głęboką konsternację, jednak na szczęście został z tego zamyślenia wyrwany przez wspomnienie radosnych, dźwiękowych słów, wydobywających się z Hikari. Pomyślał, że byłoby niegrzecznie nic nie odpowiedzieć, chociaż temat jedzenia osobiście uznał już za rozwiązany. Chociaż... Romantyczniej będzie zapytać ją o to, co chce zjeść teraz, czy potem w restauracji? Cóż, według niego zapytanie się na miejscu byłoby zbyt... Oficjalne. Więc lepiej będzie ustalić wszystko teraz, tutaj - Niczego nie musisz mi naprawdę odpłacać. Wystarczy, że dasz się na wypad do restauracji namówić! Potem cię odprowadzę czy coś. A tak właściwie, co byś zjadła, na co masz ochotę? Ja jeszcze nie wiem, jeżeli chodzi o mnie, więc... Em. Wezmę chyba to co ty. - wyszczerzył się, ukazując swoje lśniące zęby - tak, lubił się nimi chwalić. No ale co, zdrowy uśmiech to raczej podstawa, racja? Dokładnie. Ach ta Hiku fiku miku, to było naprawdę bardzo urocze z jej strony, a wręcz zabawne. Foxy jednak się nie zaśmiał, był bowiem również wzruszony jej podstawą. Zwykle właśnie tak o niej myślał: jako o uroczym, nieco niezdarnym stworzeniu, a jednocześnie zabawnym we wszystkim co robiła. Uważał, że nie było to złe, w końcu efektownie wywoływała uśmiech na jego twarzy. Czasem nawet do bólu i choć bolały godziny kąciki ust, no cóż. Wciąż się uśmiechał, bo tylko to był w stanie robić w jej towarzystwie. Szeroko się uśmiechać, wzruszać i troszczyć się o to, by każdy postawiony przez nią krok kończył się sukcesem! A to wszystko sprowadzało się tylko i wyłącznie do tej jednej osóbki. To dość niesamowite, nieprawdaż? Co czuł w takim razie do niej Dusty? Słodka tajemnica. Chociaż każda tajemnica prędzej czy później się rozwiązuje... Póki co to jedynie przyjaźń, jednak ma predyspozycje do stania się czymś większym.

Chwilę potem, rozmarzony i rozklejony gigant, wciąż z Hikari Chinatsu w swych objęciach dostrzegł, że coś porusza piłką... Czy to duchy? Czy ta szkoła, poza posiadaniem wyjątkowych uczniów, jest w posiadaniu także jakichś zmor lub widm? A może to jakieś dobre, pomocne duszki, które pilnują spokoju w szkole, a zguby oddają ich właścicielom? A czemu niby nie? Tutaj tak naprawdę wszystko jest możliwe, racja? W końcu to nie jest zwykła, japońska szkoła. Chociaż nie - japońska i zwykła zbyt mocno się ze sobą gryzą i kolidjują. W każdym razie się ze sobą nie łączą do kupy. No okej, dość z żartami typu Rosja i Japonia to stan umysłu, a nie kraj. Tak czy siak, olbrzym był dumny ze swojej teorii i już chciał się nią podzielić ze swoją przyjaciółką... Kiedy to kulisty przedmiot wraz z "dobrym daszkiem" zbliżył się dostatecznie blisko, by Fox mógł dostrzec, że owe widmo ma futerko, długi ogonek i sterczące uszka. I nawet wydaje z siebie odgłosy - pomiaukiwanie i ciche pomruki! Cóż, reakcja Hiku potwierdziła drugą teorie Foxy'ego - to był kotek! I to też nie bylejaki, bo dobrze lisiastemu znany (bo kto niby inny częstował tą że kicie kocimiętką? No kto?). Już miał się schylić po kota i piłkę, kiedy to te pierwsze znikło, wskakując na noszoną przez Dustyego Hiku jednym, zgrabnym susem. No, niewielki kociak z niej był, ale jaki to skoczny! I jak się wita! Dobrze, że nie postanowiła z tej całej ekscytacji przywitać się z nimi jej pazurkami; nie żeby był w stanie długo się na tego słodziaka gniewać (tak jak i zresztą na panią kici), ale jak na tą chwilę miał dość czepliwych, bo haczykowatych kocich szponków. Co prawda pojawienie się tegoż dachowca było niezapowiedziane i mimowolnie się zachwiał, jednak godnie utrzymał się w pionie, drapiąc Felciaka za uchem na przywitanie. Oczywiście ostrożnie, był bowiem świadom, że jego nieroztropność mogłaby wyrządzić krzywdę tej ślicznotce. - Hey, kociaku! - skierował do pupila swojej przyjaciółki, przez moment skupiając na nim swoją uwagę. - Okej, skoro jesteśmy już w komplecie, to co teraz moje małe? A, i dzięki Fel za przyniesienie Hercy. Jak będziemy w spokojniejszym miejscu, to w nagrodę dostaniesz Kocimiętke. - przesunął delikatnie ręką po jej mięciusim futerku, spoglądając to na jedną, to na drugą. Czekał także na propozycję ze strony swej przyjaciółki.

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 21
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 15, 2017 8:31 pm

Puchata kotka wciąż przyjemnie mrucząc im pod głowami okręciła się dookoła na brzuchu swojej pani, po czym położyła się układając głowę na piersiach dziewczyny, jakby były one dwoma mięciusimi poduszeczkami. Hiku znowu, po raz chyba tysięczny dzisiejszego dnia zrobiła się czerwona jak burak. A co jeśli Dusty zauważy, co zrobiła jej kotka? A co jeśli zacznie go to śmieszyć i zacznie się on z tego nabijać!? Oby tego nie zaczaił, jeju, jak ona by się przez to wstydziła! W dodatku przecież nie będzie niesiona przez swojego przyjaciela na rękach przez całą drogę, prawda? Jeszcze ludzie ze szkoły zaczęli by się im przyglądać. Dwójce tak okropnie różniących się osób i kotu na piersiach jednego z nich, które noszone jest przez naczelnego olbrzyma szkoły niczym panna młoda sprzed ołtarza zaraz po ceremonii ślubnej. Co jeszcze, pocałunek przed całą szkołą na zapieczętowanie ich relacji? ''Możecie się pocałować'' - mówi dyrektor szkoły przebrany w strój księdza lewitując nad nimi z rozłożonymi rękoma świecąc złocistymi promieniami niczym Jezus sprowadzony na ziemie. Tylko taki inny Jezus, który zbawia szkolne parki, które nigdy nie mają prawa bytu i fantazje zauroczonych nastolatek z syndromem tysiącu kraszy na raz. O nie, przez tą myśl twarz Hikari znów nabrała koloru buraka na bardzo krótką chwilę. O czym ty myślisz kobieto!? Dłonie drobnej dziewczynki wylądowały na jej małych policzkach i potarły je trzy razy, po czym twarzyczka drugoklasistki nabrała normalnych kolorów. Dobra, dosyć tego dobrego. Koniec wygody dla Hiku i Felci, trzeba zejść z rąk wielkoluda.

- Dusty, mogę na dół?

Spytała spoglądając na niego dyskretnie proszącymi oczkami. Jej kocica jakby zorientowała się o co chodzi jej właścicielce i odbiła się od jej piersi wskakując Dustyemu zgrabnie na głowę. Ten kot to istny akrobata! Jego ogonek zaczął denerwująco wić się dookoła nosa czerwonowłosego chłopaka. Wredny kot, najwyraźniej chciał sprawić, by chłopaczyna zaczął kichać jak szalony. W sumie mogła być to część dziwnego planu naszego kotka z dorysowanymi wyraźnie czarną kredką brwiami. Może kichnięcie miało spowodować zderzenie się głów dwóch niewinnych istot? Dobra, narratorko zaprzestań. Twoje domysły zaczynają brzmieć jak słabe romansidło z kotem-swatką jako motywem przewodnim. Hikari weź coś zrób. Cokolwiek. Dopowiedz coś i zakończ te karuzele smutnego życia autorki, która ze wszystkiego chce robić harlekiny.

- Może lepiej zjemy coś domowego? Możemy umówić się na coś później. Dałabym ci znać sms'em co i jak. Mama planuje dzisiaj jakąś kolacje ze mną robić, to akurat było by najlepsze rozwiązanie. Chwila moment...

I teraz nadszedł czas, w którym nasza niezdara orientuje się, że skoro telefonu nie było w kieszeni, ani w plecaku, a był to tak ważny dla niej artefakt, to musiała go zgubić. Czemu przypomina sobie o takich rzeczach akurat teraz?! Dlaczego tak późno?! No przecież, wypadł jej w szkole na wyjściu, musi pewnie gdzieś leżeć.

- Zgubiłam telefon!

No, jesteś bardzo błyskotliwa i spostrzegawcza, Hiku.

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 22

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pon Sty 16, 2017 3:50 pm

Dwójka wciąż stała w tym samym miejscu, a na uboczu, niedaleko nich znajdowała się niska, wystraszona dziewczynka. Licealistka co prawda, lecz posturą bliżej jej było do dziecka niźli do dumnej nastolatki; jej strach był również spotęgowany przez wysoką postać - którą był rzecz jasna Dusty - trzymający na rękach to... Przestraszone dziewczę?! Gdyby była odważniejsza, och, uratowałaby Hikari-senpai! Można by powiedzieć, że była ona jej wielką, naprawdę ogromną fanką i często ukradkiem ją obserwowała... Zawsze chciała zapisać się do klubu, w którym Chinatsu była przewodniczącą. Jej matka jednak nie zezwoliła na to, dlatego też rezygnując z klubu łyżwiarstwa figurowego znalazła się w klubie szkolnych wyrzutków; tak miała w zwyczaju go nazywać. Poza tym, klub historyczny. Historia nigdy jej nie pasjonowała, jednak musiała spełnić ambicje i wymagania rodziców. Obserwując zarówno Giganta, Hiku, a także tego niesfornego kotka zastanawiała się nad przedmiotem, który w rękach trzymała. Nie była pewna do końca, tak na trzysta procent, czy to własność młodej pasjonatki łyżew, ale jeżeli tak, to będzie jej napewno wdzięczna! Ten wzór do naśladowania?! Fakt, że pannica była nieco niezdarna, ale mimo wszystko Saya patrząc na nią widziała tylko te piękne, gładkie ruchy, obroty, niesamowicie wykonane axele jeden po drugim. Czasem nawet wyobrażała sobie, że ona sama wyczynia takie cuda, takie piękne, złożone, a jednak nie przesadzone choreografie! Na wspomnienie tego wszystkiego pierwszorocznej zbierało się na łzy... Nie! Musi być dzielna, nie może pokazać teraz, że coś ją trapi! A jeżeli ten olbrzym coś zrobi jej senpai?! Nie może na to pozwolić! Zacisnęła najpierw oczy, a także drobne dłonie na obudowie telefonu Hikari, po czym postawiła koślawy, toporny krok. Wyglądała trochę tak, jakby szła na przeciw śnieżycy, która biła ją po twarzy, ubraniach, dłoniach... Choć póki co nie było aż tak śnieżnie i zimno. Przełknęła strapiona ślinę, podnosząc wzrok najprzód na kota, następnie na Dustyego. Jego twarz przybrała teraz neutralny wyraz, jednak i tak pełna obaw nastolatka pisnęła, mamrotając pod nosem jakąś zawile brzmiącą formułke o tym, jak to ona przeprasza, że im przeszkadza i że nie chciała ich urazić, a tym bardziej im przeszkodzić, w końcu dobrze się bawią! Och, te biedne i wymizerniałe stworzenie powiedziało wszystko na jednym oddechu, składając swe ciało w pół niczym scyzoryk w przepraszającym geście. Oczywiście, nie dała zbyt dużo czasu na reakcję, ponieważ - no cóż - wnet rzuciła ten telefon prosto w Dustową twarz. No okej, bez przesady, ale była naprawdę mocno przerażona i ledwo oddychała.- P-p-prze... Praszam! Jjja tylko zzznala... - znów, niczym w masochistycznym geście oderwała wzrok od Hikari, spoglądając na te monstrum, które trzymało ją w swych objęciach. -... Znaczy się... Ja... Ja znalazłam... Twój. Twój telefon, Chinatsu-senpaiiii! Ja naprawdę przepraszam, jjjjja nie chciałam... Przerywać. Wam. Przepraszam. - i właśnie tyle jej było. Dziewczę ulotniło się... Albo przynajmniej próbowało się ulotnić, ponieważ niczym jej idolka wywaliła się o swe nogi, nieporadnie uciekając z wrzaskiem z daleka od tego wielkoluda. Cóż jej się dziwić, ratowała własne życie, prawda?

Dusty Fox oczywiście nie dziwił się tejże reakcji. Zawsze wiedział, że jego osoba może wywoływać różne mieszane uczucia, a zatem zachowanie tej niskiej dziewczyny było jak najbardziej na miejscu. Znaczy się, może nie na miejscu, ale zdecydowanie typowe i miała prawo się go obawiać. Westchnął jedynie, starając się nie komentować zaistniałej sytuacji. Najważniejsze, że telefon Hikari już się odnalazł, bez zbędnego szukania. Dziwnym trafem zdarzyło się akurat to w ten, a nie inny sposób, jednak było to raczej szczęśliwe zakończenie. Gigant w końcu wyrwał się ze swych myśli, które na szczęście nie zaprzątały jego głowy zbyt długo, a wręcz przeciwnie - Kiedy panna ta znikła im z horyzontu, w oka mgnieniu zapomniał, że coś takiego w ogóle miało miejsce. Mimo to znał tą pierwszoroczniaczke dość dobrze... Ale no nic, nie ma zamiaru zastanawiać się nad jej postacią, póki to autorka nie zrobi jej karty postaci; a nie zrobi, bo będzie to osóbka na zasadzie... Zgubiłeś to? Ja to znalazłam!, dlatego Dusty nigdy jej bliżej nie pozna. Takie już czasem jest przeznaczenie, chce byśmy jednych poznali, a innych nie. Foxy spojrzał na kotkę, a potem przeniósł z niej wzrok na pannę Chinatsu. - Pewnie, pewnie. Już. - odparł. Cóż, szybko się zorientował, że ów dziewczę chciało zejść z jego rąk... A było tu przecież tak wygodnie! No nic, delikatnie pozwolił jej postawić samodzielny krok, i choć stała na ziemi to jeszcze lekko ją przytrzymywał, by ta nie upadła. W końcu ściągnął swe dłonie z jej ramion i westchnął. - Okej. Możemy się tak umówić. Coś domowego jak najbardziej mi odpowiada, dopóki inni domownicy też nie mają nic przeciwko. I huh, twa zguba się znalazła, więc nie musisz jej szukać. Ale następnym razem jednak uważaj, ki?


_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 
Dziedziniec
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sayamino School For Monsters And Humans :: Szkoły :: Sayamino :: Podwórze-
Skocz do: