Sayamino School For Monsters And Humans

Szkoła średnia dla potworów i ludzi, której założycielem jest pan Sayamino Haru.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gwiezdny Ogród

Go down 
AutorWiadomość
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 20
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Gwiezdny Ogród   Pon Sty 09, 2017 4:41 pm

Tutaj panuje wszechobecna ciemność oświetlona tylko pięknymi gwiazdami na niebie, które mienią się niczym najszlachetniejsze kamienie. W tym miejscu nigdy nie ukazało się słońce, a to za sprawą czarownika, który uznał noc za swego kompana i po części kochankę, więc za sprawą swych czarów zatrzymał księżyc i zlikwidował słońce, lecz nie obyło się bez konwencji, a sam czarnoksiężnik stał się strasznie słaby i prawdopodobnie zmarł, lecz jego zaklęcie przetrwało wieki.
Mimo panującej tutaj nocy roślinność w tymże ogrodzie przetrwała i zachowała swoje piękno. Można spotkać tutaj bardzo rzadkie rośliny i zioła, gdzie nie są dostępne w naszym świecie.
Ponoć istnieje możliwość zdjęcia zaklęcia i przywrócenia normalności w tym świecie, lecz niestety ta informacja nie jest znana, a jedynie kto wie o tym, jest sam mag, który zabrał ją ze sobą w dniu rzekomej śmierci. A może jednak oblubieniec ciemności wciąż żyje i gdzieś się kryje w ogrodzie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Kitsune
Admin
avatar

Liczba postów : 46
Join date : 06/01/2017
Skąd : mam ogonki?

PisanieTemat: Re: Gwiezdny Ogród   Pią Sty 27, 2017 8:57 pm

Zaliczyła ostatni schodek kierujący na słynne drugie magiczne piętro w szkole Sayamino. Nie ma zwyczaju zbyt często tu przychodzić, prócz wypraw, które to mają wpływ na jej ocenę końcową, lecz dzisiaj chciała zaznać spokoju w urokliwym miejscu, jakim było właśnie gwiezdny ogród. Wbrew pozorom uwielbiała ciemność, czuła się wtedy tak... inaczej. Ciężko było jej opisać uczucie jaką darzyła ową porę dnia. Może to jej krew Yako się odzywała, która to była zmieszana wraz z krwią Zenko jej ojca. Na samo wspomnienie o tym oklapły smoliste uszy, gdyż usłyszała nieme złośliwe słowa, które to były kierowane na jej słowa od swych pobratymców. Nie potrafili tolerować jej osobę, mimo iż była wprawdzie im równa czy to w aspekcie zachowania, czy też umiejętnościom, niestety to nie wystarczało im, i w sumie mogła to zrozumieć. Jej obiektywizm w tym aspekcie czasem bywał straszliwie bolesny, lecz też utrzymywał ją w racji, jaką kierowali się jej bracia i siostry.
Dość — warknęła pod nosem. Głos młodej Kitsune nie miał w sobie ani trochę jadu, złości czy smutku, ale nie chciała już więcej bałaganić sobie tą sprawą swoją głowę. Miała jeszcze na to czas, a sama chciała zachować, chociażby krzty oazy spokoju, jaką ją inni kojarzyli.
Dotarła w końcu do właściwych drzwi i nacisnęła z niewielką siłą klamkę, otwarły przed nią miejsce, do którego tak dążyła w celu spoczynku. Uwielbiała również przebywać w innym pokoju, ale dzisiaj po prostu coś ją pokusiło, aby pobyć w miejscu spowitym mrokiem, a jedynym źródłem światła, jakiego by mogła teraz tolerować to pochodzące od księżyca i gwiazd, a to miejsce nadawało się wprost idealnie.
Zamknęła za sobą z cichym hukiem i z bezszelestnym krokiem usiadła na pobliskiej ławeczce. Swe drobne i delikatne dłonie ułożyła również na ławce po to, by móc się delikatnie pochylić do tyłu, tak by jej ciekawskie złote oczy miały lepszy widok na gwiazdy. Oczywiście musiała też nieco unieść swą główkę ku niebu, lecz nie był to jakiś wielki wysiłek, a już zwłaszcza dla takiego piękna jakimi były gwiazdy na ciemnym niebie.
Kirei — mruknęła do siebie swoim japońskim akcentem, zauroczona widokiem. Uśmiechnęła się delikatnie, a jej jak na razie pojedyncza kitka wierzgała się niczym małe dziecko z nadmiarem energii w sobie, którym niegdyś była i po części jest, lecz skryty dla nieznajomych.

_________________
| Karta Postaci|| Portfel || Poszukiwania || Ubiór || Pokój |

| Dach szkoły || Kawiarnia || Park Yoyogi || Hala sportowa || Gwiezdny Ogród |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jorrit Kai

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 17/01/2017

PisanieTemat: Re: Gwiezdny Ogród   Nie Sty 29, 2017 2:25 pm

Cóż, nie będę opisywać tego, jak młody dajmon dostał się na ów piętro, w tymże cudownym - jakże by inaczej - pomieszczeniu. Tak czy siak droga na dotarcie tutaj nieco Jorritowi zajęła, jednakże to głównie dlatego iż niezbyt się z tym spieszył. Majstrował też coś przy swoim Mojiwatchu, dokładnie wlepiając swe bystre spojrzenie w tarczę nietypowego zegaru. Zarysowany na nim wzór posiadał kształt odwróconej litery A z ogonkami przy końcówkach "nóżek", nie było jednak niegdzie kreski typowej dla tej litery (ów symbol). Wzór jarzył się blaskiem tak, jakby młodzieńca zachęcał do wykonania specjalnej rutyny przyzywającej futrzastą persone, którą był nie kto inny jak Honoko. Zwykle poświata symbolu nie była tak intensywna, a ów aurą biła tylko w nagłych sytuacjach kiedy to sam Moji chciał przedostać się do strefy ziemskiej. Zadaniem Kai'a w takich momentach było otworzenie ostatniej furtki - zarysować Honokowy znak. Tak, Honokowy, bowiem każdy Moji miał wzór jedyny dla siebie w swoim rodzaju, jednak o samych Moji można dowiedzieć się ze specjalistycznej księgi; Jorri nie musiał, bowiem operował tą wiedzą, a kiedy ktoś zadawał pytania, chętnie udzielał na nie odpowiedzi. Cóż, Moji nie były na Ziemi popularną mocą, więc tak naprawdę został z tym praktycznie sam... Tylko niektórzy jego przyjaciele wiedzieli co nieco. Z cichym westchnięciem nacisnął odpowiedni guzik, pozwalając tym samym Honoko zjawić się w tym wymiarze. Rzecz jasna musiał chwilę odczekać, a w tymże oczekiwaniu zdążył zrobić dwie czynności; pojawić się w pomieszczeniu, a także spostrzec, że nie jest sam. Na szczęście osoba, z którą miał doczynienia była mu znajoma, tak więc dwumetrowiec zbliżył się i jak gdyby nigdy nic stanął obok. Przez chwilę milczał, jednak moment potem podjął decyzję o tym by się przywitać. - Hej Lisie. - typowy dla niego lisi uśmiech zawitał na Koiowej twarzy. No, w pewnym momencie ukazały się drewniane wrota, które były zablokowane złotym prętem; na pręcie była uwieszona sporych rozmiarów kłódka z tym samym symbolem, który Jorrit miał uwieczniony na tarczy swego Mojiwatcha. Kłódka pękła, jednak niewielkie, złote drabiny zniknęły chwilę potem. Nie mniej wejście wyglądało spektakularnie! Drzwi otworzyły się, a następnie tak jak i pozostałości kłódki ulotniły się w powietrzu, wpierw przybierając postać białego, albo raczej srebrnego pyłu. W końcu oczom ukazał się Honoko, i tak jak zawsze na początku bywa - otaczała go żółto-czerwono-pomarańczowa bariera, której barwy wynikały z typu tego Moji - ognistego. Inne żywioły miały rzecz jasna inne aury. W końcu i ona pękła, zezwalając futrzastemu koleżce na ruch. Stworzenie rozglądało się widocznie zaniepokojone. W końcu telepatycznie odezwało się; nie potrafiło inaczej, niż poprzez nadawanie myśli swoim kompanom. - Zagrożenie nadchodzi! Warumoji! - mówił nieco nieskładnie, jednak o ile kitsune pamięta to, z czym musieli kiedyś walczyć... Cóż. Tak, Warumoji to zła odmiana dzikich Moji, które są zwykle nieoswajalne, a jedynie niszcząc ich symbol, można się ich pozbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kitsune
Admin
avatar

Liczba postów : 46
Join date : 06/01/2017
Skąd : mam ogonki?

PisanieTemat: Re: Gwiezdny Ogród   Nie Sty 29, 2017 11:34 pm

Kitsune wyciszyła swe zmysły, że nie dosłyszała ani kroków, a otwieranych i zamykanych drzwi. Była w swoim świecie i rozmyślaniach, więc nawet nie skierowała wzroku w stronę Jorrita, gdyż nadzwyczajnie w świecie go nie dostrzegła. Gdyby było inaczej, powitałaby go nader przyjaźnie i zasypując go wszelkimi maśćmy pytaniami taki jak „Co tam?” czy też „Co ty tutaj robisz?”, lecz niestety... rozgwieżdżone niebo na ten moment bardziej przykuło jej uwagę, więc gdyby pojawił się jakiś złośliwiec albo plugawy osobnik i postanowiłby zaatakować z zaskoczenia lisiczkę — udałoby mu się i najpewniej byłaby na straconej pozycji.
Nawet na przywitanie nie zareagowała, więc z pewnością wielu by to odebrało nader negatywnie na jej zachowanie, a nawet pomyśleliby, że Yukimura-san się obraziła i praktykuję zmowę milczenia, co w tym wypadku byłoby błędem, ponieważ by doprowadzić szatynkę do takiego stanu, trzeba naprawdę zrobić karygodny czyn, który by się jej nie spodobał.
Co, co, co?! — dopiero teraz się ocuciła, kiedy usłyszała pękniecie kłódki, i natychmiastowo przekierowała swe kocie oczy na drzwi, które ni stąd, ni zowąd się pojawiły. Gdyby ławeczka, na której siedziała, nie posiadała oparcia, to by ta z przytupem poleciałaby do tyłu, ale jak widać los był łaskawy, nie doprowadzając do tej ośmieszającej tragedii bądź Kitsune miała małego farta, który w każdej chwili może jej przepaść.
Na szczęście lisica nie miała się czego obawiać, gdyż znała dobrze te drzwi, kto przez niego przejdzie, jak również do kogo, a raczej przez kogo zostały przyzwane, więc przechyliła głowę w stronę blondyna, uśmiechając się ciepło.
Ohayo, Kai-kun — przywitała go wesołym tonem i szybko odwróciła głowę. Czuła powoli narastający strach, lecz nie był już tak srogi, jak na początku i nie była skora do natychmiastowej ucieczki przed kolegą z klasy. Była wstanie z nim wytrzymać (chcąc nie chcąc) dłużej przeciwieństwie do innych Guliwerów, z jakimi miała styczność, jednakże jej lęk dalej przy Jorrit'cie ukazywał się, nie wyzbyła się tego złośliwego niczym rak fobii, więc jeszcze daleka droga przed nią. Zwróciła się do niego po nazwisku, gdyż w jej mniemaniu nie była jeszcze na tyle blisko z Jorrim, by zwracać się do niego po imieniu, zresztą, nawet gdyby poprosił, to ze sporą trudnością przeszłoby jej przez gardło, ale niewątpliwie byłoby to wykonalne. — Co cię tu sprowadza? — dodała po krótkiej chwili, przyglądając się bacznie zjawiskowemu i niestety kończącego się przywołania pupila od blondwłosego — Honokę. Co jak co, ale uwielbiała tego malca, był nie tylko rozkoszny z wyglądu, ale i w ogóle z charakteru, więc nie sposób poczuć do słodziaka sympatią.
Widząc dość niepokojące zachowanie ze strony chowańca Jorriego nastawiła uszy wsłuchując się. Jej lewe lisie ucho drgnęło po chwili. Usłyszała tym razem coś niepokojącego, więc pewne było, iż coś się zbliżało i nie było pozytywnie nastawione.
Z lewej, jakieś pięćdziesiąt metrów od nas — poinstruowała kompana, natychmiastowo stając. Wiedziała, co się święci, więc przygotowując się mentalnie i wysiliła bardziej słuch, jak i oczy, by móc, choć minimalnie przewidzieć ruch — jakby nie ujmując — nieproszonego gościa. — A liczyłam na spokojny... wieczór — westchnęła głośno, a w jej prawej dłoni buchnął blado-błękitny lisi płomień, szykując się na nieznane, choć jednego była pewna — będzie ciekawa bitka, co było nieodłącznym towarzyszem dla jej druha z innej planety, więc była co nieco do tego przyzwyczajona i nie mogła w sumie marudzić, ponieważ przy nim nigdy nie zastała nudy... a jeżeli już to strach, że coś mogłoby pójść nie tak i stać się coś okropnego.

_________________
| Karta Postaci|| Portfel || Poszukiwania || Ubiór || Pokój |

| Dach szkoły || Kawiarnia || Park Yoyogi || Hala sportowa || Gwiezdny Ogród |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jorrit Kai

avatar

Liczba postów : 6
Join date : 17/01/2017

PisanieTemat: Re: Gwiezdny Ogród   Sob Mar 18, 2017 2:50 pm

Jorrit z całą pewnością także nie cieszył się tym, że na ich drodze, gdzieś w oddali czychają pokłady zła. Znaczy się, była to dobra możliwość do trenowania swoich, albo właściwie Moji'owych umiejętności, doskonała porcja nowego doświadczenia, a także szczypta adrenaliny, jednakże, cóż. Z Warumoji - tym bardziej tymi naprawdę agresywnymi - nie ma żartów, a jedna pomyłka mogłaby kosztować ich trójkę życie... W każdym bądź razie, były i plusy i minusy. Zdecydowanie więcej minusów, rzecz jasna. Mimo niemałego zamieszania, w przeciwieństwie do Honoko, który nieco najeżył się i przypominał teraz małą, futrzastą pyze bardziej niżeli ognistego liska, Jorrit zachował zimną krew... Właściwie to zacisnął mocno szczęki. Nie byli w końcu jakimiś nie wiadomo jakimi herosami, jedynie nastolatkami, którym przyszło borykać się z takimi trudnościami. Byli niczym strażnicy, bronili przed Warumoji tych, którzy nie potrafili dostrzec tych mściwych wysłanników nieczystych sił, niedostrzegalnych dla prawdopodobnie reszty całego świata. Można by powiedzieć, że byli na tej wojnie teoretycznie sami... Cóż, nie mieli wtedy jeszcze pojęcia o tym, że istnieje pewien niepozornie wyglądający psowaty potwór z pierwszego roku - tak, mowa tu o naszym kochanym złodziejaszku Alexie. Co prawda włada on czymś kompletnie innym, lecz łudząco podobnym; wiecie, jak Adidasy i te (chińskie?) Abibasy, czy jak im tam. Tak czy siak, Jorri przez chwilę milczał stojąc całkowicie zamyślony - każdy kto zna go bliżej wie o tym, że choć nad pozór beztroski z niego chłopak, o tyle bardzo bierze do siebie kwestie walki między powiernikami Moji, ich obowiązku strzeżenia planet przed inwazją Kemojiego w eskorcie mrowiu Warumoji. Kimże był Kemoji? To już dłuższa historia, jednak tak jak mamy poboczne, nie aż tak groźne demony - których funkcje pełnią tutaj Warumoji, tak też mamy i najniebezpieczniejszą, najsilniejszą bestię, króla bądź królową tej całej wesołej gromadki... Kimś takim jest Kemoji, którego można również określić mianem producenta Warumoji. Jest oczywiście przeciwieństwo Kemojiego, króla ciemności i jest nią Tenmoji - patronka wszystkich powierników Moji, napełniająca ich siłą, jest ona tą, która wybiera godnych tego miana. Matka wszystkich Moji, nazywana mianem ich bóstwa, nie tylko rodzicielki. Często porozumiewa się ze swoimi dziećmi, a także z ich opiekunami; w mowie Japończyków określona została 天国の姿. Skoro wyjaśniliśmy tą kwestię, ważną z resztą, możemy przejść do sedna sprawy. Otóż... No tak, czas na ratunek światu i wypędzenie tych padalców! Najważniejszym celem wciąż jednak pozostaje Ojciec, którego wcale nie tak prosto zniszczyć. W przeciwieństwie do zwykłych Warumoji, które mają tylko jeden symbol do wyeliminowania, a po zniszczeniu tejże pieczęci znikają, rozpływają się. Kemoji posiada pięciu własnych strażników z ów symbolami, wszyscy są jednak potężniejsi od pobocznych demonów. Trzeba najprzód pozbyć się ich, a następnie zawalczyć z Ojcem. Oczywiście wszyscy byli świadomi tego, że czeka ich naprawdę sprawa życia bądź śmierci. Wspierani jednak Dobrocią i Majestatem Matki, a także własnym doświadczeniem mogą liczyć w pewnym stopniu na jakiś tam szczęśliwy koniec.
- W porządku. W takim razie w drogę. Honoko naprawdę wariuje ostatnimi czasy, najwidoczniej święci się coś sporego. Pamiętaj o tym, że to dopiero początek. To będzie zdecydowanie wyczerpujące, ale damy radę... - w końcu spojrzał na nią, a nie w przestrzeń przed sobą - Tak jak zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gwiezdny Ogród   

Powrót do góry Go down
 
Gwiezdny Ogród
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sayamino School For Monsters And Humans :: Szkoły :: Sayamino :: 2 Piętro-
Skocz do: