Sayamino School For Monsters And Humans

Szkoła średnia dla potworów i ludzi, której założycielem jest pan Sayamino Haru.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Opuszczony Plac Budowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 20
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Opuszczony Plac Budowy   Czw Sty 05, 2017 2:33 am

Miejsce, w którym rozpoczęto kiedyś budowę budynku, jednak miasto szybko z owego planu zrezygnowało, dlatego teraz jest tu już tylko początek fundamentów, rozwalony piasek i ziemia i cała reszta innych tego typu bzdetów. Na miejscu nie ma ani jednej maszyny, ale zamiast nich można zauważyć połamane wiaderka i kilka pozostawionych narzędzi budowlańców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 20
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Opuszczony Plac Budowy   Nie Sty 15, 2017 10:01 pm

Ciemno już. Słońce zachodzi coraz szybciej i pomimo godziny 20-stej na dworze było już praktycznie jak w nocy. Lekkie powiewy wiatru rozwiewały włosy naszej drobnej dziewczynki opierającej się o pal pod starą opuszczoną budową. Dzisiejszy wieczór jak na obecną porę roku był chłodnawy, a jak wiadomo Hikari nie przepadała zbytnio za zimnem. Ubrana w cieplutką czarną za duża bluzę z brązowym  misiem i białym napisem BABY, którą dostała na urodziny od ojca, krótkie czarne spodenki, które chowały się pod bluzą, cieliste rajstopki, białe skarpetki z dwoma czarnymi paskami sięgające jej do połowy łydki oraz czarne krótkie trampki oczekiwała cierpliwie na przybycie jej przyjaciela - Dustyego. Cały ten czas trzymała swój telefonik w dłoniach i zerkała na zegarek. Chłopaczyna powinien być już pięć minut temu. To dziwne, przecież on nigdy się nie spóźnia. Jej mama pewnie już nałożyła kolację i na nich czeka, a ich wciąż nie ma. Co jeśli się martwi? Czas wysłać pierwszego SMS'a do mamy o treści: ''Wielkolud trochę się spóźnia. Spokojnie, zaraz powinniśmy się pojawić.'' Napisała, po czym wygasiła telefon i schowała go szybko w kieszeń. Jej spojrzenie wbiło się w ziemię, na której było pełno grubych i wielkich ziarenek piasku i kawałków rozkruszonych cegieł z budowy. Gdzie on się podziewał? Przecież.. To chyba pierwszy raz jak się spóźnia. Może to tylko pięć minut i każdemu się zdarza, ale i tak to wszystko powoli sprawiało, że dziewczyna zaczynała się martwić. Wciąż opierając się o pal z budowy zsunęła się po nim do pozy kucającej i wyjęła pośpiesznie telefon czując wibrację w kieszeni. Z nadzieją w oczkach, że to SMS od Dustyego z wyjaśnieniem dlaczego jeszcze go nie ma odblokowała go, jednak jedyne co zobaczyła, to odpowiedź od jej mamy brzmiąca ''Nie ma problemu. Nałożę wam jak przyjdziecie~''. Brązowowłosa westchnęła głośno na chwilę przymykając oczy. Przecież jest okropnie cierpliwa, nie powinna się tak niepokoić, denerwować i wiercić z powodu czyjegoś g ł u p i e g o spóźnienia. Taktyczny zerk na godzinę. To już dziesięć minut. Lekkie zmartwienie wygrało z cierpliwością i zmieniło je w niecierpliwość. Czas napisać pierwszego smsa do Dustyego.

Dusty gdzie jesteś? Miałeś być za 15 minut, a spóźniasz się już 10. To do ciebie niepodobne.

Po wysłaniu wiadomości dziewczyna usłyszała szelest i czyjeś kroki. Błysk nadziei w jej oczkach był nie do określenia, a z jej łapki wyleciały trzy duże promyczki. Powstały one niekontrolowanie - spowodowane mała ekscytacją. Hikari w mgnieniu oka odwróciła się w stronę dźwięków, jednak nie ujrzała czerwonowłosego, a jakiegoś mężczyznę w płaszczu zwyczajnie przechodzącego właśnie obok niej. Cały błysk, cała nadzieja, wszystko wyparowało w sekundę, może nawet mniej. Gdzie on jest, on nigdy się nie spóźnia. Musiało się coś stać. Czas na kolejny SMS. Wpisywany w pośpiechu, drżącymi rękoma.

Dusty???

Brak odzewu przez kolejne dziesięć minut wprawiły Hikari w nie lada zmartwienia. Dziewczyna już nie kucała opierając się o pal, a po prostu siedziała na brudnej ziemi wpatrzona w telefon, a dokładniej w aplikacje kawaii clock. Sekunda za sekundą, minuta za minutą, a do oczu dziewczyny gromadziły się łzy. Nie mogła odejść z tego miejsca i zacząć szukać przyjaciela, bo co, jeśli jednak przyjdzie akurat wtedy, kiedy ona pójdzie go szukać? Wtedy to on będzie się o nią martwił i zacznie jej szukać, aż w ostateczności się pogubią i zaczną do siebie wydzwaniać. A może padł mu telefon? A może rodzina zatrzymała go na dłuższą chwilę? Trzeba myśleć pozytywnie. Nie można popadać w paranoje. A co jeśli ktoś go zaatakował? Co, jeśli właśnie ma jakieś kłopoty? Hikari... myśl pozytywnie. Powstrzymaj wciąż napływające ci do oczu łzy. Nie możesz się chyba rozpłakać tylko dlatego, że twój najlepszy przyjaciel, nie, najważniejsza ci osóbka spóźnia się już prawie pół godziny? Presja jest zbyt wielka. Zmartwienie za mocne. Trzeci i ostatni SMS.

Martwię się. Odpisz, oddzwoń, cokolwiek.

Po wysłaniu go dziewczyna postanowiła tak na wszelki wypadek sprawdzić swój stan konta. Dziwne przeczucie posiadania małej ilości pieniążków na koncie nie dawało jej w tej chwili spokoju i to jeszcze w dodatku ze spóźniającym się Dustym... Wybrała spokojnie numer, wzięła głęboki oddech i kliknęła zieloną słuchawkę włączając połączenie na głośnik. Po trzech krótkich sygnałach dość głośno rozbrzmiał automatyczny komunikat ''Brak środków na koncie''. Dziewczyna lekko wystraszyła się głośności telefonu. Nie spodziewała się, że będzie on aż taki głośny. Urządzenie elektroniczne wypadło z jej malutkich dłoni i wylądowało na brudnej ziemi. Hiku powoli podniosła telefon, który z powodu upadku wyłączył się i przetarła go delikatnie łapką czyszcząc go z wilgotnych kamyków. Na wyświetlaczu pojawiła się mała ryska, jednak w tej chwili było to mało ważne. Gdzie do cholery podziewał się Dusty?

https://youtu.be/NWK7R45gfl0

- Idiota.

Mruknęła pod nosem chowając włączający się telefon w kieszeń i skuliła się w pozycje embrionalną. Nikt jej tu nie zobaczy, mało kto się tutaj kręci. Jest to średnio znany skrót na jej ulicę, więc nie musiała się bać o to, że zostanie zaczepiona przez zmartwionego przechodnia, który spyta, czy na pewno wszystko z nią w porządku. Pierwsza łezka zmartwienia spłynęła w ciszy po jej policzku. Ty okropna bekso, nie wstydzisz się płakać tylko z powodu spóźnienia jakiegoś czerwonowłosego giganta? Przecież to zwykły człowiek, taki jak inni. Co ty w nim widzisz dziewczyno? No tak, coś więcej, niż tylko przyjaciela, jednak to słodka tajemnica brązowowłosej, która chyba niedługo ujrzy światło dzienne.

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 21

PisanieTemat: Re: Opuszczony Plac Budowy   Pon Sty 16, 2017 6:28 pm

- Och come on, Bro. - Stęknął wyczekująco Ethan, młodszy o trzy lata nastolatek, który wychował się z Dustym pod jednym dachem... No cóż, od dziecka oczywiście. Nie byli do siebie jednakże podobni pod żadnym względem; czy to fizyczna aparycja, czy mentalność, oboje byli... Inni. Inni od siebie, rzecz jasna. Mieli podzielone poglądy i raczej to nie miało ulec gwałtownej zmianie o jakieś sto osiemdziesiąt stopni, tak czy siak jak to zwykle bywało, Ethy zaczepił Dustyego wnet u progu. Niekomfortowa sytuacja, albowiem - no cóż - nie dość, że gigant naprawdę się spieszył, ale tak niemiłosiernie, to również prawie... Albo właściwie praktycznie zarył swoją głową o sufit, który choć wyższy niż standardowo wciąż zdawał się być zbyt niski, przynajmniej w drzwiach, gdzie wyprostować ładnie się nie mógł. Ethan Fox to typ człowieka, który cwaniakuje się na każdym kroku, jest zbyt pewny siebie i przede wszystkim egocentryczny. Taka jego wycena naprawdę nie odbiegała od rzeczywistości; uważał się za szkolne ciacho z ciałem rodem z magazynów dla rozochoconych pań. Do brzydkich nie należał, jednakże było to trochę... No, nie był też aż tak piękny, za jakiego to to się uważało. Była jeszcze jedna nieznośna rzecz, której Dusty zdzierżyć w swym bracie nie mógł... - Znów umówiłeś się z tym mieszańcem? Proszę cięęę, masz naprawdę niesamowicie wkurwiający gust Dust. Mógłbyś... Znaleźć sobie kogoś odpowiedniejszego. Przede wszystkim - kogoś wyższego. A każdy będzie lepszy od tego krasnala, huuuuuh. -... Dokładnie tak. Ethy był naprawdę mocno negatywny w stosunku do przyjaciółki zarówno ich siostry jak i tego czerwonowłosego olbrzyma. Zwykle Foxy starał się zachować spokój, choć nie raz chciał podnieść rękę na tego gnoja. Drania. Na tą gnide. Zamiast tego jednak postanowił pozostać cierpliwym, cicho znosząc rzucane przez "ukochanego braciszka" obelgi. Szczerze nie było osoby, której to Ethan by nie zwyzywał. Nie był może aż tak agresywny, z rękoma raczej się na wyższych (jak chociażby na Dustyego) nie rzucał, choć niekiedy niewiele brakowało. Czasem dochodziło do tego, że przynosił rodzinie wstyd. Rabunki, zastraszania, pobicia na tle rasistowskim. Oj, nagabywał sobie mocno. Mimo to wciąż pozostał ukochanym synalkiem ich ojca, no cóż. Dusty raczej do przemocy wolał się nie uciekać, choć czasem w myślach rzucał nim po ścianach, lub też rozwalał jego głowę o asfalt, aż pozostała tylko potłuczona na części czaszka, obklejona krwią z wyciekającym mózgiem... Ale to nie było w stylu Dustyego, okej? On naprawdę posiadał niekiedy nieprzyjemne dla kogoś pobudki, wyobrażenia. Ale nigdy do niczego w tym domu nie doszło - nigdy nie zrobił awantury rodzicom, ani też swojemu rodzeństwu. Kłótnie między nim, a tymże młodzikiem były, są i będą, ale bez drastyczności. Przynajmniej dotąd twierdził tak Du i próbował także swym opanowaniem utrzeć nosa Thanowi, który cały czas próbował sprowokować starszego brata. Jednak niektóre rzeczy, czasem mogą obudzić w nim dupka, a nawet i bestie. I choć starał się panować nad swymi instynktami, to... - Dusty, Dusty, Dusty. Naprawdę, podaruj sobie tą ofiarę losu... Nie ma nawet co tu szukać. A jeżeli splamisz nazwisko Foxów przyjmując ją pod swój dach z litości,... - To czasem miał już tego dość. Pragnął wybuchnąć, zastraszyć tego durnia, pokazać mu gdzie jego miejsce. Pokazać mu, że... - Ona jest niczym. -... On jest niczym. - Jest zerem. Chociaż pasujecie do siebie, pod tym względem. Dziwne, że jeszcze żyje. Ale przy dobrych wiatrach, spotka ją to, na co suka zasługuje. -
Odetchnął kilkukrotnie, zastanawiając się, co dalej. Czy powinien zareagować? Nienawidził, kiedy ktoś wyzywał bliską mu osobę, a Hikari tym bardziej na to nie zasługiwała. Obrócił się tak gwałtownie, mając gdzieś ograniczenia sufitu i ram drzwi; czuł lekkie mrowienie z tyłu głowy, ale było to dość... Ból zneutralizował narastający w Dustym gniew, a ten mały skurwiel z chwili na chwilę przeciążał tą szalę. Dobrze, że nie było w pobliżu Henrie-chan. Właściwie, Gigant nie miał pojęcia, co robi jego siostra, ale miała zdecydowanie szczęście, że nie było jej tutaj teraz, w towarzystwie jego i Ethana. Dusty zacisnął swe dłonie w pięści, wręcz w ułamku sekundy znajdując się przy "braciszku". Dłonie Olbrzyma powędrowały przy kołnierzu brata, który wyglądał na zmieszanego. Najwidoczniej nie spodziewał się ataku. Był znacznie drobniejszy i niższy, dlatego też Du przytwierdził go solidnie rękoma do ściany, trzymając jedynie za kołnierzyk na dokładnie wysokości jego oczu. Mierzyli się spojrzeniami długą chwilę, a wściekły Foxy dyszał k**wując pod nosem. - Zaraz. Zmienisz. Swoje. Zdanie. Su***synku. - wycedził z wolna, przez mocno zacisnięte - wręcz do bólu - szczęki. Uniósł nawet z lekka podbródek, oczy jednak wciąż skierowane miał na drobniejszą od niego samego postać. Do ust włożył mu szmatke, by nie wydawał z siebie "alarmu", który mógłby zaalarmować ojca (a potem długie kazanie). Jedną ręką wręcz mechanicznie chwycił za ramię, wykręcając ją ze stawu bez żadnego problemu, wyzbyty jakichkolwiek skrupułów. Nawet rzucający się pod nim i wijący niczym wąż Ethan nie był w stanie powstrzymać stanu, w którym Foxy aktualnie się znalazł. W każdym razie, na jednym "wykręcie" (heheh) rzecz jasna się nie skończyło. Mocno trzymając Ethana, niczym to lalkę, parekrotnie miotnął nim o ścianę, póki nie zobaczył pierwszych śladów krwi. Mięczak już wywracał oczami, a z jego ust spływała strużka śliny; był bliski zemdlęciu. - Co teraz, złamasie? Tatuś ci nie pomoże, co? - z każdym słowem wyłamywał to kolejny palec; raz za razem odpowiadał mu głuchy, stłumiony przez szmatę jęk, który nie brzmiał na żadne słowo, ani na "tak", ani "nie". W końcu nawet i pojękiwania ustąpiły, a z oczu jego kochanego braciszka sączyły się łzy, tak samo spływała również po jego karku krew; był widocznie osłabiony. Niby starał się szarpać, ale gówniarz był mocny tylko i wyłącznie w gębie, a w starciu fizycznym przy Dustym wymiękał. Nie, nie wkurza się miłych ludzi - dobrze wam radzę moi mili.
W końcu puścił go, a ten bezwładnie upadł na podłogę. Nie był to jeszcze koniec, bowiem Dusty usiadł rozkrokiem w okolicach brzucha Ethana, przyciskając go do zimnej ziemi. Nie wspomnę już o tym, że upadając młodzik zarył łbem o krawędź drzwi, ale z tym mniejsza. Jego nieobecne spojrzenie nie było już tak pewne jak ówcześniej, kiedy to obrażał przyjaciołke reszty rodzeństwa... Cóż, Dusty właściwie był tak pochłonięty tą sadystyczną zabawą, iż faktycznie zapomniał o spotkaniu z Hikari Chinatsu. Sam nie wiedział, że był w stanie dopuścić się takich rzeczy, jednak instynkt chronienia i bronienia... Ah... Poważnie mocno mu się udzielił. Właściwie on już w tej chwili był zrezygnowany; wszystko było takie spontaniczne i niejasne jak ch*lera... Ach. Dobra, co teraz trzeba zro... Bić. Uch. W tej samej chwili do pokoju wszedł ojciec. Spojrzał najprzód na ścianę, następnie na posadzkę ubroczoną krwią młodszego z braci. Paskudnie tu brudno. - CO TU SIĘ W MOIM DOMU DO K**WY NĘDZY ODP****ALA?! CO TY ZROBIŁEŚ TY K**WIARZU?!
***
Przyjazd karetki, policji, złożenie zeznań, długa rozmowa z płaczącą matką i wrzeszczącym, trzęsącym się z gniewu ojcem. Ooooo tak, Dusty'emu Foxowi NAPEWNO to odpowiadało. Ale musiał jakieś konsekwencje ponieść, co racja to racja... Przypomniał sobie o wspólnych planach z Hikari-chan i doszedł do wniosku, że... Spóźnia się. A jeszcze niedawno sam zarzucał temu niezdarnemu dziewczęciu! A jeszcze to wszystko tak okropnie się wydłużało... Och jasna cholera jasna cholera jasna... Khe! Okej, skupienie. Może spróbuje jej coś napisać... Że się spóźni, czy coś. Jednakże oczywiście rodzinka nie pozwoliła telefonu odebrać, póki nie skończą gadać. Dusty tak naprawdę nawet ich nie słuchał.
***
"Dusty gdzie jesteś? Miałeś być za 15 minut, a spóźniasz się już 10. To do ciebie niepodobne."

"Dusty???"

"Martwię się. Odpisz, oddzwoń, cokolwiek."

Dopiero teraz przeczytał te wiadomości; nie miał wcześniej czasu i spokoju, by jakkolwiek się na nie odezwać, oddzwonić czy też w jakikolwiek inny sposób dać znać, że wszystko jest w porządku i że serio nie ma czym się przejmować. A może jednak będzie lepiej, jeżeli mimo swojego spóźnienia zadzwoni lub odpisze? No, będzie tam dopiero za około piętnaście minut, a jednak przy tym okaże, że już idzie, że o niej nie zapomniał czy coś. Co prawda telefon mrygał, dając przy tym komunikat - masz tylko jeden procent baterii, daruj se stary. Miał jednak nadzieję, że uda mu się szybko, nie, BŁYSKAWICZNIE wystukać jakąś wiadomość. I choć zrobił parę literówek (większe palce bolą), to nie zamartwiał się estetyką przesyłanej wiadomości. Byleby doszła.

"Hikyu, hjuz ided o ciebnie, miałemn pofadanke z rodzocmi"

Jeden procent.

Właśnie padł.

Dusty nawet nie wiedział, czy udało mu się wysłać tego niezbyt rozgarniętego sms'a, jednakże trzymał kciuki za powodzenie.

***

Było już naprawdę ciemno. Znaczy się, ciemno było od początku, teraz jednak było jeszcze ciemniej niż wcześniej. Gigant nie wiedział, czy Chitsune jeszcze na niego czeka, czy poszła już do domu, nie chciał jej jednak zostawić samej w oczekiwaniu no, na nic. Tak więc ruszył tą że drogą. Kiedy był na miejscu...

Nikogo nie ujrzał.

Nikogo.

Stanął jednak tutaj, szukając jakiejś barierki do oparcia, wodząc wzrokiem dookoła za Hikari. Jako, że jej nie dostrzegł, postanowił ją zawołać; małe to towarzystwo, więc prawdopodobnie jej poprostu nie dostrzegł. Możliwe, że stoi nawet obok. Zresztą, śpiesząc się tutaj nie zmienił ciuchów, a na jego koszuli widoczna była, no niestety, plama krwi. - Hiku? Hiku-chan?! Hikari! - zawołał - Jesteś tu? Hika?

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syuona
Admin Główny
avatar

Liczba postów : 219
Join date : 05/11/2016
Age : 20
Skąd : Hamburg, Niemcy

PisanieTemat: Re: Opuszczony Plac Budowy   Pon Sty 16, 2017 11:02 pm

Telefon zawibrował zwiastując fakt, że właśnie został ponownie włączonym a zmęczony wzrok lekko już zmarźniętej Hikari zwrócił się w stronę jej kieszeni. Mokre od wielkich łez zmartwienia policzki były lekko zaczerwienione z pewnych powodów, chociaż były one nieznane lub chociaż lekko przyćmione przez złe samopoczucie dla drobnej dziewczyny. Powoli jej maleńka dłoń powędrowała do jej kieszonki i po raz tysięczny tego wieczoru wysunęła telefon ozdobiony niebieską obudową w granatowe pudle. Wpatrywała się w wyświetlacz dobre kilka minut bez najmniejszego sensu sunąc po nim palcem przy okazji od czasu do czasu stukając też w niego swoimi zadbanymi paznokietkami w rytm pewnej pioseneczki, tylko jej zapewne znanej, którą dodatowo nuciła pod nosem. Brzmiało to jak kołysanka, taka bardzo spokojna, a nucona była przez nią bardzo cichutko, lecz wszystko to brzmiało dość delikatnie. Jej cichy, spokojny i przyjemny dla ucha ton głosu nucący kołysanki... Cud, miód i malinki można by rzec. Nucenie tej melodyjki zajęło jej dobre pięć minut, może nieco więcej, ponieważ chyba powtórzyła ją drugi raz. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać na jej bladziutką twarzyczkę.. wciąż mokrą od łez. Leciało ich coraz więcej, aż w końcu nieco się rozpadało. Hikari siedząc jeszcze krótką chwilę w deszczu nuciła spokojną melodyjkę i wpisała kod PIN do telefonu finalnie odblokowując go. Wyświetlacz stawał się coraz bardziej wilgotny, spadało na niego coraz więcej kropek, a że był lekko pęknięty i zarysowany Hiku postanowiła przenieść się w bezpieczniejsze miejsce, tak więc wstała powolutku brudząc swoje dłonie wilgotnymi okruszkami piasku i skruszonych cegieł i powędrowała w głąb budowy chowając się w jednym niedokończonym pomieszczeniu które na szczęście posiadało sufit. Plecak wciąż na jej pleckach, telefon w lewej dłoni a jej pupcia znów usadzona na brudnej posadzce, dawno już rozwalonej przez naczelnych bezdomnych uznających starą budowę za swoje schronienie. Kiedy dziewczyna zaszlochała pod nosem wciąż płacząc niczym dziecko z tak błahego powodu, jak spóźnienie przyjaciela przyszedł do niej SMS. SMS od Dustyego... Jej trzęsące się rączki złapały mocno telefon i przesunęły go przez jej twarzyczkę. Wyświetlacz był znowu mokry, jednak nie od deszczu. Cichy chichot rozszedł się echem po pustym pomieszczeniu, a na buźce Hikari pojawił się mimowolny uśmieszek. Odpisał, nic mu nie jest. Bogu dzięki i kamień z serca.

https://www.youtube.com/watch?v=S3BwS82tg8U&

"Hikyu, hjuz ided o ciebnie, miałemn pofadanke z rodzocmi"


SMS był widocznie pisany na szybko, zdawał się praktycznie nie do odczytania, jednak to już nie pierwszy raz się zdarzyło, więc Hikari z łatwością zrozumiała jego treść. Czyżby jak zwykle telefon padał mu w tak ważnych momentach? Najwidoczniej na to się zapowiadało. Nic nowego. Dziewczyna odetchnęła głośno z ulgą i wytarła oczy oraz swoje mokre i czerwone polisie. Całkowicie zapomniała o powiadomieniu swojej mamy o dłuższym czekaniu. Biedna rodzicielka, pewnie się o nią martwi, ale też nie jest głupia. Hikari nawet mimo swojej ogromnej niezdarności nic sobie nie zrobi, a w kłopoty wpakuje się tylko i wyłącznie w towarzystwie giganta, którego akurat jeszcze nie było obok niej. Jeszcze, ponieważ wnioskując po SMS'ie wreszcie postanowił ją uraczyć swoją obecnością.  Brązowowłosa postanowiła podnieść swoją brudną od piasku pupkę z ziemi i zacząć powoli wyglądać przez dziurę na okno będącą w niedokończonym pomieszczeniu. Z tego miejsca było widać wszystko, w dodatku bardzo dokładnie, więc Hiku miała idealny podgląd na okolicę, w której umówiła się z przyjacielem. Deszcz powolutku ustawał i pomimo pewności, że Dusty za jakiś czas pojawi się przed jej oczkami uczucie zmartwienia jej nie odstępywało, a nawet wzrastało z sekundy na sekundę. Oczekiwanie na przyjaciela wzbudziło w Hikari dodatkowe przemyślenia, a dokładniej na temat tej całej pogadanki z rodzicami. Dziewczyna była dobra w szybkim łączeniu faktów. Pewnie czerwonowłosy znów wdał się w konflikt ze swoim młodszym bratem, który wręcz gardził naszą małą drugoklasistką z powodu tego, jak niska była i z jakiej podrzędnej rasy pochodziła. Rasizm nie był dla niej czymś nowym, ponieważ wiele ludzi wręcz gardziło mieszańcami i mimo faktu, że od stuleci wszystkie te rasy są ze sobą pogodzone bycie mieszańcem powodowało poniżanie w dzieciństwie i przez ludzi i przez potwory, zimne spojrzenia nauczycieli, zwolnienia z pracy lub odrzucone formularze. Nasze mieszanki ludzi i potworów były po prostu czymś nowym. Czymś, co w teorii nie powinno mieć miejsca. Na co komu jakaś podrzędna rasa, która ani nie zalicza się do ludzi, ani do potwora? Rasa, która ma raptem kropelkę magii, rasa, która jest całkowicie bezużyteczna. W dodatku Hikari - okropna niezdara znająca się tylko na łyżwiarstwie figurowym, a poza lodowiskiem wywalająca się co krok na ziemię. Niska, głupia, naiwna mieszanka potwora z człowiekiem. Już nie wiedziała co gorsze; rasizm, czy bycie mieszaną rasą. Tego wszystkiego było zbyt wiele. Ciche, lecz szybkie kroki. Nie, był to raczej bieg oraz towarzyszący mu głośny oddech, lub raczej sapy. Deszcz już praktycznie całkiem ustał i tylko pojedyncze krople spadały w kałuże wydając przy tym charakterystyczny plusk. Dziewczyna ujrzała go, pana wielkiego, spóźnialską pierdołę. Stał w miejscu, gdzie ówcześnie siedziała dziewczyna. Nieco przemoknięty z powodu biegu w deszczu, zsapany i... Brudny. Tak, jego nogi były całe mokre i obłocone, że też ten idiota nie patrzy gdzie idzie i jak biega. Hikari z niewiadomych przyczyn wciąż ukrywała się w niedokończonym pomieszczeniu spoglądając na rozglądającego się na wszystkie strony czerwonowłosego. Była nieco za daleko, słabo wyczuwała jego emocje. Kiedy usłyszała głośne wołanie przyjaciela przemogła się i wręcz wybiegła z pomieszczonka będącego trzy metry od giganta. Jej żółty plecak oraz telefon w niebieskiej obudowie został wręcz rzucony o ziemię, na szczęście urządzenie elektroniczne się nie zepsuło, ponieważ miękko opadło na plecak, który miał już mniej szczęścia i wylądował w kałuży,co prawda małej, ale nie potrzeba było dłużej niż minuty, a był on cały przemoczony, tak samo jak wszystkie rzeczy znajdujące się w nim. Tylko telefon był suchutki. Głupi to ma szczęście. Chłopaczyna nawet się nie spostrzegł kiedy Hikari była w niego wtulona, gdzie przy tym rzuciła się na niego pełnymi siłami. Cała się trzęsła, co było spowodowane i jego, i jej emocjami. Zmartwienie, przeważająca emocja którą wyczuwała ze swojej główki, jak i z główki jej przyjaciela. Mimowolna łezka znów spłynęła po jej policzku, jednak była to typowa samotna łza. Po niej żadne inne, tylko jedna, jedyna kropelka słonej wody. Chwila moment. Pozostałości z emocji zwanej złością, gniewem, szał wściekłości, oburzenie. Dodatkowo swąd krwi pochodzący z bluzki Dustyego. To wszystko połączone z jej wcześniejszymi przemyśleniami na temat jej brata... Czy jego brat znów mówił źle o Hikari, jednak aż tak mocno, że chłopak posunął się do rękoczynów i to tak okrutnych, że doszło do rozlewu krwi...? Hikari powolutku uniosła swoją drobną twarzyczkę do góry spoglądając gigantowi prosto w oczy, zaś jej dłoń zamiast wciąż obejmować chłopaka poleciała do góry łapiąc go za kołnierz i ciągnąc go z całych sił w dół. No cóż, może była drobna, ale miała trochę sił chociażby przez treningi łyżew, dlatego może i z lekkim trudem, ale no udało się jej zniżyć Dustyego na wysokość jej głowy. Jeden krótki moment, pozostałości wściekłości i smutku przerzuciły się z Dustyego na Hikari. On już tego nie odczuwał, jednak ona tak. Musiał zrobić coś swojemu bratu, przecież nie było go tyle czasu a ta krew nie pojawiła się znikąd. Krótkie spojrzenie na jego dłonie, zaczerwienione kostki. Bili się. Już wszystko jasne. Teraz Hiku miała wyraźny powód. Jej pięść wylądowała na prawym policzku Dustyego, a jej krzyk był przepełniony złością, smutkiem, żalem i zmartwieniem.

- CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?! NIE MA CIĘ PRAWIE ŻE GODZINĘ, WRACASZ BEZINTERESOWNIE JAK GDYBY NIC SIĘ NIE STAŁO, W DODATKU Z ZAKRWAWIONĄ BLUZKĄ, OBITYMI KOSTKAMI NA DŁONIACH. ZNÓW WDAŁEŚ SIĘ W BÓJKĘ ZE SWOIM BRATEM? ILE RAZY CI POWATRZAŁAM, ŻEBYŚ NIE ZWRACAŁ UWAGI NA JEGO SŁOWA?! ILE RAZY MÓWIŁAM, ŻE TO TYLKO JEDEN WIELKI IDIOTA, KTÓREMU NIE NALEŻY SIĘ JAKIKOLWIEK SZACUNEK CZY UWAGA, A TYM BARDZIEJ JAKIEKOLWIEK KARY BO TO GO TYLKO ROZJUSZA DO DALSZYCH DOCINEK?!

Wykrzyczała przez zaciśnięte zęby na cały głos, aż lekko zaczął się on jej załamywać. Następnie nastała głucha cisza i przemógł ją cichy szloch, dźwięk puszczanej z dłoni Hikari koszulki Dustyego i buch kolanami na piasek. Szum mokrej ziemi ocierającej się o jej kolanka oraz cieliste rajtuzki.

- Jesteś kompletnym idiotą. Jak wielkie będziesz miał przez to problemy... pomyślałeś o tym...?

https://www.youtube.com/watch?v=Etwpn-cefRk

Powiedziała tym razem już okropnie cicho, wręcz prawie niesłyszalnie, ponieważ jej głos nie dość że cichy i delikatny, to w dodatku załamany niezbyt dobrze tu współgrał. Jej dłonie bezradnie opadły na mokrą ziemie tak samo, jak wcześniej jej kolanka i łydki. Deszcz postanowił powoli powracać. Odgłosy coraz większych kropli oraz kolejne szlochy dziewczyny zaczęły narastać z chwilki na chwilkę. Coraz głośniej. On... On pobił swojego brata. To było pewne, czytała to z jego wcześniejszych uczuć. To wszystko tylko z jej powodu. Z powodu zasranego i bezużytecznego mieszańca, który tylko sprawiał kłopoty, nie robił nic... kompletnie nic dobrego czy też pożytecznego.

- Dusty... Czemu... Czemu tak łatwo dajesz się sprowokować.

Spytała i dopiero teraz dotarło do niej, co takiego zrobiła nie całe kilkanaście sekund temu. Uderzyła swojego najlepszego przyjaciela. Uderzyła pięścią najważniejszą osobę w jej krótkim życiu... Uniosła lekko brudne od mokrego piasku dłonie i wbiła w nie swoje tępe spojrzenie. Wielkie, nie, wręcz ogromne łzy spadały na jej łapki zbierając się w mały zbiorniczek wody w jej drobnych dłoniach.

_________________


// --- // --- // --- // --- // --- //
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://sayamino-school.forumieren.com
Dusty
Admin
avatar

Liczba postów : 56
Join date : 06/01/2017
Age : 21

PisanieTemat: Re: Opuszczony Plac Budowy   Pon Sty 23, 2017 2:03 pm

Pojawienie się Hikari u jego boku... Albo raczej przy jego plecach było dla niego niemałym zaskoczeniem. Co prawda przyzwyczaił się już do tego, iż przyjaciółka miała w zwyczaju "atakować" go z nie wiadomo skąd, dlatego też niespodzianka ta nie przeraziła Dustyego aż tak mocno, jakby to miało miejsce z inną osobą (którą Fox nie był). Zresztą, mała prawdopodobnie była zmartwiona, stęskniona i zapłakana (nie musiał na nią nawet spoglądać by to wiedzieć), dlatego powstrzymać się od tak intensywnego przywitania móc nie mogła, co oczywiście połechtało nieco ego Giganta. "Połechtało", głównie dlatego, że posiadał teraz pewność co do tego, że słusznie wybronił Chinatsu przed Ethanem... Owszem, posiadał teraz niemałe wyrzuty sumienia, kiedy to rozmyślał o całym tym zajściu i mógł chociaż trochę mocniej spróbować, by nie doszło do rękoczynów, a w konsekwencji do urazów, które Eth'owi pozostały po całej tej sytuacji. Kroplówka, jego wymizerniała i blada twarz, wysuszone usta, wykręcona boleśnie ręka, powyłamywane palce, a do tego jeszcze być może wstrząs mózgu, śpiączka. Lekarze podejrzewali także, że po wybudzeniu tenże młody pacjent będzie mieć dziury - tak zwany zanik - w pamięci, czyli taka trochę amnezja. Dusty rzadko uciekał się do takich metod "wychowawczych", jednak urażenie jego przyjaciół to także cios w jego dumę; a mimo wszystko, Dusefox starał się być honorowym człowiekiem. Dla niektórych może nawet i za bardzo, jedni określali to nawet chorobliwie ciężkim przypadkiem. Ale jak inaczej lisiasty miał zaradzić na to, co miało miejsce jakiś czas temu? Do Ethana Foxa nie ma bata by dojść słowem, a swoim starszym bratem gardzi... No, gardzi dość mocno i często się sprzeciwia jego radom jakoby na złość, by Sevanowi utrzeć nosa. O ile same sprzeczki i docinki są akceptowane przez Dustyego, o tyle kpienie z kogokolwiek i rasizm brata jest najzwyczajniej w świecie nie do zniesienia, ba. Rasizm ogólnie wzgardzany jest przez czerwonowłosego, a ktokolwiek ma z niechęcią do innych ras wspólnego od razu jest skreślany z listy potencjalnych znajomych. Także i rozmowa się urywa. Co jak co, ale Fox stara się szanować innych... Ale osób, które uznają się za lepsze, bo są czystej krwi? Cóż, w takim wypadku Seva traci całkowicie respekt wobec tejże osoby. Co prawda, atakując i raniąc swojego braciszka Foxy miał wiele osobistych pretekstów do zrobienia tak, a nie inaczej; sam szacunek do żywej istoty niezależnie od przynależności do rasy, jego własna duma i honor, ale także troska o dobro swych przyjaciół - swej przyjaciółki, Hiku. Wiedział, że ona już zdążyła przyzwyczaić się do takiego właśnie podejścia, jednak on nie potrafił tego zdzierżyć i wciąż, nawet teraz nie potrafi. Chętnie poniesie konsekwencje za ten wybryk, który kierowany był nagłym przypływem negatywnych emocji, nie był przemyślany i w sumie Dusty nie był w pełni świadom tego co robił - pokierowała go złość na młodszego brata. Zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo zawinił i ów impulsy, które nim sterowały mógł uciszyć i zignorować, ale... Ale stało się to, co się stało i teraz nie ma już jak to naprawić... A gnoja przepraszać nie będzie, co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości. Ethan był dwulicowym - przynajmniej według Dust'a - dupkiem, który nie miał odwagi powiedzieć złego słowa prosto w twarz osobie, za której plecami szydził. To również sprawiło, że Van się nim brzydził; tchórzostwo, wnerwiające tchórzostwo. Tak czy siak, Dusty był zwolennikiem "wszyscy są sobie równi", a Ethanowe gadanie działało mu strasznie na nerwach. No i fakt, że osobiście dobrze znał Hikari sprawiał, że odczuwał obruszenie i gniew wobec młodszego z braci Fox'ów dwukrotnie mocniej i nawet teraz, kiedy myślał o czekającym na niego dziewczęciu wciąż, gdzieś tam z tyłu głowy pozostał wydrowaty Ethan z tym swoim lisim, przebiegłym uśmiechem, z tą irytującą gestykulacją, a koniec końców również z tym paskudnym słownictwem. Dusty, myśl o Hiku w linge... Znaczy się, o kotkach! Fox starał się uciszyć natłok negatywności, nie chciał bowiem, by Hiku-chan wyczuła, że coś tu jest nie tak... Zresztą, wątpił iż brązowowłosa wytrzyma tak ogromną ilość jego emocji, które można było nazwać teraz chaosem. Czuł rzecz jasna zdenerwowanie na swoich rodziców, za niewysłuchanie jego wersji wydarzeń, czuł złość i gniew na Ethana, który z taką łatwością obrażał Hikari; w końcu ona nic mu nie zrobiła, była kompletnie niewinna! Czuł lekki niedosyt, iż nie udało mu się zarżnąć jak świnie i tak ledwo żywego brata, czuł niechęć do swoich obleśnych, obłędnych myśli... Ale czuł też lekki zaskok z powodu Hiku (myślał, że już poszła!), a także radość, że w końcu tutaj dotarł mimo wszystkich kłód, które zaplątały mu się między nogami i że ostatecznie spędzą ze sobą trochę wolnego czasu, nie zważając na to, co stało się niedługo przed przyjściem w te strony. Opuszczony plac budowy zawsze brzmiał dla Dustyego jak dobry plan, no cóż - tędy się idzie, by pójść do domu w którym pomieszkuje Hikari, yo? O tej porze plac ten wyglądał dość przerażająco, jednak Sevan, jako iż był DUŻYM chłopcem o nic się nie obawiał, ba, przyszedł tu ze swoim typowym, szerokim uśmiechem na twarzy. Był rzecz jasna mocno zmachany, a jego serce znów zaczęło szybko bić w przyśpieszonym tempie. Uroki bycia tak wysokim - jego serce niekiedy nie wytrzymywało i nie dawało rady wypompować wystarczająco dużo krwi do każdej części jego ciała, szczególnie po wysiłku fizycznym, dlatego też dyszał teraz niczym pies lub tak, jak gdyby przebiegł bieg maratoński. Obecność Hikari jednakże zwykle podnosiła go na duchu, z tego też względu Dusty nie przejął się zmęczeniem stękając jej imię w kółko i w kółko, próbując dodać coś jeszcze rzecz jasna - to jednakże mu nie wychodziło. Pozostał więc na łapaniu łapczywie oddechu tak, jakby znajdowali się pod wodą tonąc. Chciał wziąć ją na ręce by przytulić, ale dziewczyna okazała się być znacznie od niego szybsza. Nim się spostrzegł ta złapała za jego kołnierz, pociągając ku siebie. Nie obawiał się niczego, dlatego też pozwolił na to Chinatsu, a także ułatwił to pół-potworzycy. Nie spodziewał się też niczego, ot uważał iż dziewczyna poprostu chciała utrzymać z nim kontakt wzrokowy. Lekko zmrużył oczy, spoglądając ze skupieniem na zapłakane lico Hiku. Pewno była zła, że nie przyszedł na czas? Podejrzewała coś?

I nagle, trach. No, nieduża, niby niezdarna i przemiła dziewczyna, jednak kiedy trzeba było potrafiła uderzyć? Cóż, był to pierwszy raz, kiedy Dusty miał przyjemność poznać Hikari Chinatsu od takiej właśnie strony. Nigdy przedtem do takowej sytuacji nie doszło i był to pierwszy raz... Dlatego czerwonowłosy przez chwilę wpatrywał się w nią w całkowitym milczeniu. Nie czuł jakoś przykrości z powodu uderzenia, nie był też zbytnio tym zmartwiony. Och dajcie spokój, od dawna miał zjechany humor, brofist w twarz od (jego przyszłej) dziewczyny wcale nie popsuje tego jeszcze bardziej. Znaczy się, nie spodziewał się tego zdecydowanie, ale Hikari raczej nie bije bez powodu, racja? Dusty Fox nigdy nie miał przyjemności z tą mieszanką pogrywać w taki sposób, a o wścieklizne też nie ma co się martwić, ha? Miał tylko nadzieję, że takie przywitanie nie stanie się rutyną. Cóż, jeżeli przejrzała to, co stało jakiś czas temu w domu Fox'ów... Może słyszała dźwięk karetki? Jechała w końcu na sygnale, więc prawdopodobnie nie ciężko było usłyszeć ten typowy dla karetek odgłos. Pewnie połączyła fakty i wysunęła swoje nieomylne wnioski. Dusefox chętnie pokreciłby teraz nosem, jednakże był to mało odpowiedni moment.
- Uch, Hiku, ja no widzisz trochę tak wyszło... - starał się jej cokolwiek wytłumaczyć, jednak brązowowłosa wydawała się być nieugięta i nie dała mu niczego powiedzieć na swoją obronę. Postanowił więc dać się wygadać młodej Japonce (te to są krzykliwe), zanim sam dojdzie do głosu. Co prawda kilka razy wpadał jej w słowo, wycofał się jednak ciężko wzdychając w odpowiedzi na jej wrzaski. Ciekawe, czy inni ludzie także słyszeli to, co ta mała wykrzykiwała? Była pewno rozzłoszczona, jednak nikt poza nimi nie musiał o tym wiedzieć. -... Nie było mnie, bo afera w domu. Przyszedłem, ponieważ, ugh, znając ciebie wiedziałem, że będziesz tutaj czekać. Gdybym wiedział, że tak się to potoczy to dałbym Ci znać, serio Hik. Bluzki nie miałem czasu przebrać, spieszyłem się. Wybacz, że musiałaś tyle czekać. Uch... Wiem, wiem, że Ethan to idiota i dupek, ale Jezus Maria. Zbyt długo z tym zwlekałem, okej? Dostał to, co mu się należało. I nie "znowu" bo to dopiero trzeci raz, okie? I tak dłuuuuugo się od tego powstrzymywałem. Zresztą, to nic takiego. Lekarz mówił, że jest młody i szybko się zregeneruje, a śpiączka tylko mu to ułatwi. Bez obaw, da sobie radę. Niestety. - westchnął, lustrując dziewczę od góry do dołu. Gigant nie chciał już o tym rozmyślać, jednak musiał podzielić się tym ze swoją przyjaciółką. Jakoś ją uspokoić czy coś. - Co prawda moi rodzice niezbyt dobrze na to zareagowali, ale... Dah, jestem pełnoletni, więc faktycznie mogę mieć problem z policją. Ale z tego co wiem mogę odpracować to wykroczenie, aka "szkody cielesne", czy jakoś tak. No i nie byłem do końca świadomy, więc może...
Na ostatnie zdanie Hikari nie zareagował. Nie potrafił nawet na to odpowiedzieć; przecież długo wstrzymywał się przed atakiem do cholery! Nie bili się od razu, tia? Ech. Pochylił się, właściwie to ukucnął przy brązowowłosej, która stała na kolanach na ubłoconej posadzce. Wyciągnął w jej stronę pomocną dłoń, dodając: - Spokojnie, nic się nie dzieje, zawsze mogło być gorzej, co nie? Mógł umrzeć. A takto tylko wstrząs, śpiączka i prawdopodobnie zaniki pamięci, huh...

_________________


***
// Karta Postaci//112 245 26*//Głos!//Znajomości, czyli relacje //Pilnie szukam! - Poszukiwania//

Sesje

Plac budowy z Hikari Chinatsu // Dach z Kitsune // Boisko (z Albinosem) // Wolne // Wolne

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczony Plac Budowy   

Powrót do góry Go down
 
Opuszczony Plac Budowy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Sayamino School For Monsters And Humans :: Miasto :: Centrum Miasta-
Skocz do: